Student MBA okiem wykładowcy

Studia MBA, czyli Master of Business Administration, są przeznaczone dla osób na stanowiskach menadżerskich i umożliwiają zarówno ogromny rozwój zawodowy, jak i nawiązanie szerokich relacji zawodowych. Ich słuchaczami są najczęściej doświadczeni menadżerowie. Z kolei wykładowcy to cenieni na rynku pracy specjaliści od zarządzania. Co myślą o swoich studentach?

Słuchacze są na różnych stanowiskach

Myśląc o słuchaczach MBA każdy ma przed oczami poważnego biznesmena czy odpowiedzialną panią prezes. Czy jednak to faktycznie ludzie, z którymi pracują wykładowcy prowadzący studia Master of Business Administration?

- Na kursach spotyka się rozmaitych ludzi: i po 50-tce i przed 30-tką; i na wysokich stanowiskach i na niskich. Są kobiety i mężczyźni, są ludzie z małych miejscowości i z dużych - mówi dr Aleksander Kisil, dyrektor programu MBA Energetyka na Uczelni Łazarskiego. - Czasem słuchacze chcą studiować od razu po obronie magisterium. Jednak ktoś taki jest na "przegranej" pozycji, bo większość uczestników MBA to ludzie, którzy mają duży staż zawodowy: pięcio-, dziesięcio-, a czasem nawet dwudziestoletni. Takie osoby dyskutują w wymiarze bardzo praktycznym. Praca z nimi - prowadzenie zajęć, przygotowywanie case'ów, ćwiczeń - jest często dla wykładowcy naprawdę ogromną przyjemnością, szczególnie jeśli ci słuchacze chcą się rozwijać, dyskutować. W takim gronie młody człowiek bez doświadczenia nierzadko po prostu się męczy.

"Trzeba wyciskać wykładowców jak cytryny"

Zdaniem prof. dr hab. Grażyny Gierszewskiej, dyrektora programu MBA Zarządzanie na Uczelni Łazarskiego, często spotyka się słuchaczy tak zmotywowanych do nauki, że można ich porównać do studentów uczelni amerykańskich. - Ja bardzo żałuję, kiedy uczestnicy kursu są mało aktywni. Na każdych studiach, a szczególnie na podyplomowych, żeby zdobyć konkretne umiejętności, trzeba po prostu wyciskać wykładowców jak cytryny. I trzeba dopytywać, być bardzo aktywnym, szczególnie że połowa zajęć jest w formie wykładowej. Druga połowa ćwiczeń - konwersatoria, dyskusje, prezentacje, analizy przypadków - jest praktycznie "przygotowywana" przez słuchaczy i wtedy jest taka wartość dodana: studenci mogą wyciągnąć potrzebną im wiedzę od wykładowcy, który może nawet nie podejrzewać, jakie informacje są niezbędne. Jeśli jednak studenci nie będą zadawać pytań i dyskutować, to zwyczajnie niczego się nie nauczą.

"Ja nie mogłam być na zajęciach, bo mnie wysłali w delegację..."

- Drugi bardzo ważny problem jest taki, że trzeba systematycznie pracować - mówi prof. dr hab. Grażyna Gierszewska. - Jeśli ktoś się zapisał na MBA, ale chodzi na nie w kratkę, to później się okazuje, że ma olbrzymie braki. Zawsze na pierwszych zajęciach mówię słuchaczom, że nie może być takiego "chodzę, nie chodzę", bo MBA to pewne zobowiązanie. Na szczęście są i osoby, które pytają się na początku kursu o rozkład zajęć na cały rok i dostosowują do niego swoją pracę zawodową. Inni studenci się usprawiedliwiają: "Ja nie mogłam być na zajęciach, bo mnie wysłali w delegację". A przecież, jeśli ma się całoroczny plan zajęć, to naprawdę można pogodzić pracę i naukę. Na kursach widać - zwłaszcza czytając prace zaliczeniowe - które osoby naprawdę interesują się studiami. Systematyczni studenci przystępują w pierwszym terminie do obron, a tacy, którzy "łazęgowali", mają spore opóźnienia. Podsumowując, są dwie grupy słuchaczy MBA: ci naprawdę chętni do zdobywania wiedzy, nastawieni na systematyczną, ciężką pracę (nie jest łatwo rezygnować co drugi tydzień z weekendu); oraz ci, którzy chcą mieć papierek. Tak jest już od lat.

"Nie przechodzimy sobie na mówienie po imieniu", czyli relacje student-wykładowca

- Na kursach MBA kładziemy duży nacisk na to, żeby w grupie i w ogóle na studiach panowała bardzo dobra atmosfera - podkreśla dr Aleksander Kisil. Relacje wykładowcy -studenci są bardzo ciepłe, przyjacielskie. Mamy z uczestnikami częsty kontakt, także mailowy i telefoniczny, jeśli jest taka potrzeba. Rozmawiamy wspólnie na przerwach i po zajęciach. Jednak stworzenie takiej atmosfery, zintegrowanie grupy bynajmniej nie oznacza poufałości: nie przechodzimy sobie na mówienie po imieniu. Nie powinno dojść do spoufalania się, bo to wywołuje zamieszanie: my, wykładowcy, jesteśmy przede wszystkim tymi, którzy prowadzą program, zajęcia i wymagają od słuchaczy. Ci z kolei muszą wiedzieć - i wiedzą - że w każdej chwili mogą liczyć na naszą pomoc np. kiedy ktoś zachoruje, to robimy wszystko, żeby pomóc mu nadrobić zaległości.

Wykładowcy zawsze chętni do pomocy

- Jestem osobą bardzo surową - opowiada prof. dr hab. Grażyna Gierszewska, zapytana o swoje relacje ze studentami, i dodaje: - To się wielu słuchaczom nie podoba, choć są i tacy, którym moje podeście bardzo odpowiada. A zadowoleni są przede wszystkim obowiązkowi studenci, nastawieni na zdobywanie wiedzy. Jestem osobą konkretną, ale jednocześnie staram się być do dyspozycji uczestników kursu: jeśli mają jakiś problem, to staram się jak najszybciej pomóc im go rozwiązać.

"Każdy ze studentów na ten sam temat może powiedzieć coś świeżego" - Stawiamy na bardzo silną integracją studentów, którzy zresztą wchodzą w relacje już po pierwszych zajęciach, bo ich forma bardzo sprzyja integrowaniu się - mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego i dyrektor programu MBA w ochronie zdrowia. - Nie bez znaczenia jest również to, że nasi słuchacze są z tego samego sektora, lecz obserwują go z innej perspektywy, więc każdy z nich na ten sam temat może powiedzieć coś świeżego, na co reszta grupy wcześniej mogła w ogóle nie zwrócić uwagi. To dzielenie się doświadczeniami i chęć zweryfikowania poglądów, które wśród studentów mogą być nawet sprzeczne, jest tak duża, że integracja grupy dzieje się w sposób naturalny, bez ingerencji kadry.

MBA = otwartość i gotowość na przyjęcie argumentów drugiej strony

- To, że na kursie spotykają się osoby z różnych obszarów, umożliwia wymianę doświadczeń i związaną z nimi praktykę z różnych sektorów, a to umożliwia pewien transfer - mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka. - Na studiach MBA widzę osoby, które nierzadko patrzą na siebie, powiedziałabym, zbyt krytycznie, choć na szczęście ten krytycyzm dotyczy reprezentowanych przez resztę słuchaczy instytucji, nie ich samych. Dopiero wspólna praca nad rozwiązaniem jakiegoś obiektywnego, uniwersalnego problemu pozwala im zrozumieć innych przedstawicieli danego sektora; poznać ich sposób myślenia i kulturę. W związku z tym poziom integracji jest naprawdę wysoki. Studenci niemalże od razu przechodzą sobie na mówienie po imieniu, dystans między nimi skraca się, a nas - ekspertów, bardzo to cieszy, bo przecież partnerska atmosfera pozwala ulepszyć efekty pracy, wywołuje otwartość i gotowość na przyjęcie argumentów drugiej strony. Jestem przekonana, że wypracowana przez nas kultura komunikacji i współpracy pracy przynosi wiele korzyści.