Scenariusz "premier Baszczak" jest gotowy. Przed Morawieckim krytyczne p roku

"Premier Mariusz Baszczak" to w obozie PiS gotowy scenariusz, jeli Mateusz Morawiecki si "zuyje". Zbigniew Ziobro oczywicie jest za zmian. Wedle naszych informacji PiS sondowao Jarosawa Gowina i on te jest gotowy poprze Baszczaka. Dzi jednak nawet "ziobryci" nie maj nadziei na rych dymisj premiera. Przed Morawieckim jednak krytyczne p roku.

Zobacz nagranie. Morawiecki: PiS zawsze postępuje zgodnie z polską racją stanu

Zobacz wideo

"Premier Mariusz Błaszczak" - ten pomysł zrodził tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego z maja 2019 r. Wówczas PiS drżało o swój wyniki. Nowogrodzka umieściła bardzo mocne nazwiska na listach, ale sondaże pokazywały, że szanse Koalicji Europejskiej, którą potężnie wspierał Donald Tusk, jak i Prawa i Sprawiedliwoci są wyrównane. Jedno z badań - dla "Newsweeka" - na ostatniej prostej wieszczyło wygraną wspólnej listy opozycji i to nawet 10 punktami procentowymi.

Wariant z przeprowadzką Mariusza Błaszczaka na Al. Ujazdowskie 1/3 to był wówczas kiełkujący pomysł na nowe otwarcie z nowym premierem - w razie porażki w wyborach europejskich. Finalnie to jednak PiS zgarnęło rekordowe w III RP poparcie: 45 proc. Scenariusz odłożono na półkę. Odkurzono go przy okazji wyborów parlamentarnych na jesieni 2019 r. - opcja "premier Błaszczak" była na stole, a sprzyjali jej zwłaszcza "ziobryści", ale prezes PiS trwał cały czas przy Morawieckim. Błaszczak był także opcją w razie porażki Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. W tej kampanii - co zauważyli wszyscy, a zwłaszcza seniorzy, których przekonywał, że koronawirus nie jest już dla nich groźny - tytaniczny wysiłek włożył Morawiecki. Bronił również swojej pozycji.

Z wszystkich tych momentów krytycznych obóz PiS wychodził obronną ręką i to przy bardzo dużym osobistym wkładzie Morawieckiego.

Dziś jednak obóz Zjednoczonej Prawicy - patrząc na sondaże i konflikty wewnętrzne - jest w największym kryzysie od czasu przejęcia władzy, a państwo w największym kryzysie, tak zdrowotnym, jak i gospodarczym. Stąd powrót nazwiska Błaszczaka jako potencjalnego premiera, jeśliby Morawieckiego te kryzysy przygniotły.

O to, czy "ziobryści" chcą premiera Błaszczaka, w zasadzie można nie pytać. Oczywistością jest, że dla partii Ziobry dzień dymisji Morawieckiego to będzie święto, na które z utęsknieniem się czeka w Solidarnej Polsce. Zresztą, duża część działaczy PiS - często tęskniących za "matką Polką" Beatą Szydło - radośnie przyjęłaby zmianę.

W Zjednoczonej Prawicy jednak - obok Solidarnej Polski - jest również Porozumienie wicepremiera Jarosława Gowina, któremu do Morawieckiego jest dużo bliżej, choć są między nimi rachunki krzywd - choćby ta z kwietnia/maja. Wówczas Morawiecki początkowo sprzeciwiał się wyborom korespondencyjnym, ale ostatecznie - gdy tylko prezes PiS tupnął nogą - zaczął je szykować i pozostawił Gowina na lodzie. Dziś premier i wicepremier różnią się przede wszystkim ws. mrożenia gospodarki. O ile Morawiecki de facto zmierzał ku - nazwanemu lub nie - lockdownowi, to Gowin odgrywał rolę największego obrońcy przedsiębiorców. Jak opisywaliśmy w Gazeta.pl, doszło między nimi o to do spięcia w czasie spotkania "na szczycie" Zjednoczonej Prawicy.

Wedle naszych informacji centrala PiS przed kilkoma tygodniami sondowała Gowina, czy byłby gotów poprzeć zmianę w fotelu premiera na Mariusza Błaszczaka. Efekt: tak, Gowin jest gotów zaakceptować awans Błaszczaka.

Obecnie zatem w obozie rządzącym - PiS, Solidarnej Polsce i Porozumieniu - jest zgoda co do tego, że jeśli Morawiecki się "zużyje" w roli premiera, to zastąpi go Błaszczak. Nikt inny nie jest brany pod uwagę.

Obecny szef MON ma swoje zalety jako kandydat na premiera: to jeden z najwierniejszych, najbardziej zaufanych druhów Kaczyńskiego i jest też sterowalny. Ponadto, w roli szefa MSWiA oraz ministra obrony narodowej, choć to ogromne i trudne resorty, nigdy nie zanotował żadnej wielkiej kompromitacji.

O tym, że w obozie Zjednoczonej Prawicy rozważane są opcje, jak wydobyć się z zapaści, mówił prof. Ryszard Terlecki, szef klubu PiS i zausznik prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W "Trójce" przekonywał, że "mamy [obóz PiS] plan, jak odzyskać wyborców" i będzie on "stopniowo wdrażany", ale "jest to proces, który nie następuje w ciągu tygodnia czy dwóch tygodni, tylko musi być rozłożony na miesiące". Nawet jeśli nie miał na myśli zmiany w KPRM, to widać, że Nowogrodzka kreśli plany i warianty na przyszłość.

Dziś Morawiecki jest nietykalny. Jeszcze. Przed premierem jednak krytyczny czas, który przesądzi o jego przyszłości w polityce w ogóle. Z trzech powodów.

Po pierwsze: trwają negocjacje ws. unijnego pakietu - budżetu na lata 2021-27, funduszu odbudowy po pandemii i zapisów rozporządzenia uzależniającego wypłatę euro z praworządnością. Trudno przewidzieć wyniki tych rozmów. Niemniej Jarosław Kaczyński, jak i Zbigniew Ziobro oczekują od premiera - i temu służy weto do budżetu UE - aby Bruksela nie mogła na podstawie oceny praworządności zamrażać Polsce miliardów euro. Ziobro i Kaczyński co najwyżej są skłonni zaakceptować kontrolowanie przez Brukselę tego, czy pieniądze z UE nie są defraudowane i rozkradane. Morawiecki musi przywieźć z Brukseli jakiś sukces realny ws. kontroli praworządności, a nie tylko PR-ową bańkę.

Po drugie: służba zdrowia jest w katastrofalnym stanie, punktowo już się zapadła, choć pocieszające jest to, że liczba zakażeń - choć jeszcze nie zgonów - zaczęła spadać. Niemniej kryzys zdrowotny jest faktem: w Polsce umiera tygodniowo dwa razy więcej osób niż przed rokiem - nie tylko ze względu na koronawirusa, ale także na nieleczone przez epidemię choroby.

Po trzecie: protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. Dla obozu władzy początkowo były one wstrząsem, ale dziś na Nowogrodzkiej panuje przekonanie, że gasnące demonstracje nie stanowią aż tak wielkiego zagrożenia dla obozu. Ponadto politycy PiS mają nadzieję - a część wręcz przekonanie, że to się uda - wprowadzić do pisemnego uzasadnienie TK jedno-dwa zdania, które będą furtką do częściowego odkręcenia wyroku TK: legalizacji (nawet nie na poziomie ustawowym, ale jakiegoś zarządzenia) aborcji w razie stwierdzenia wad letalnych płodu.

Po czwarte, ale bardzo ważne: kryzys gospodarczy. I to jest istotny z punktu widzenia konfliktu o zamrażanie gospodarki w łonie rządu punkt. Szefem Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, a więc odpowiedzialnym za gospodarkę, jest Gowin. Niemniej to Morawiecki - w przeszłości też minister rozwoju - pozostaje ekonomicznym "mózgiem" obozu rządzącego. Wprowadzenie się Błaszczaka - siłownika nie znającego się na gospodarce - do gabinetu premiera oznaczałoby, że to Gowin i jego Porozumienie, pozycjonujący się jako adwokaci przedsiębiorców i biznesu, monopolizowaliby temat gospodarki.

Patrząc na sondaże zaufania, to Morawiecki wciąż jest w czubie - zajął (CBOS) trzecie miejsce ex aequo z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim. Premierowi ufa 41 proc. badanych, a nie ufa 46 proc. Błaszczakowi ufa tylko 30 proc., ale ma za to mniejszy elektorat negatywny, a zatem i potencjał wzrostu. Z kolei w sondażu dla Onetu Morawiecki jest liderem. Sondaże zaufania nie są oczywiście przesądzające. Wynika z nich jednak, że Morawiecki się jeszcze nie "zużył" w oczach wyborców.

Od naszych rozmówców w obozie Zjednoczonej Prawicy słyszymy, że nie ma perspektywy na zmianę premiera już teraz, ale gwarancji, że będzie nim w połowie przyszłego roku, nikt już nie daje. Jeśli premier polegnie w negocjacjach w UE, a kryzysy zdrowotny i gospodarczy go "zużyją", to Błaszczak jest gotowy. Tylko Mariusz.