Milczenie kobiet w PiS. Beata Szydło? "Chce w 2025 r. być prezydentem. Nie naraża się ws. aborcji"

Najważniejsze kobiety PiS nie zabierają głosu ws. aborcji, a prym wiodą te z odległych szeregów. Zwłaszcza Beata Szydło nie chce bronić Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego, bo to oni strącili ją z fotela premiera. - Beata chce zostać prezydentem w 2025 r. i nie chce się narażać ws. aborcji - mówi osoba z PiS, bliska partyjnej centrali.

Zobacz nagranie. Rezolucja PE ws. Strajku Kobiet. Arłukowicz: Bardzo zależy mi na tym, żeby została przyjęta jak największą liczbą głosów:

Zobacz wideo

Bardzo często PiS reprezentuje w mediach posłanka Anna Milczanowska, gdy mowa jest o prawie antyaborcyjnym. Była jedną z wnioskodawczyń, by Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjną aborcję, gdy "badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu".

Milczanowska? "Wiarygodna"

Prywatnie Milczanowska jest mamą wychowującą córkę z zespołem Downa. Mieszka w Radomsku, gdzie pod jej domem urządzono niedawno demonstrację, krzyczano "wypier…!" i puszczano głośną muzykę. - Strajk kobiet, idziecie teraz pod mój dom! Co chcecie powiedzieć Marcie, mojej córce z zespołem Downa? Że nie miała prawa się urodzić? A może chcecie ją przestraszyć? - pisała wówczas.

Czasami w wywiadach Milczanowska do tego wraca. Podkreśla też w religijnym tonie, że - wraz z wyrokiem TK - "wygrała cywilizacja życia". - Jest wysyłana do mediów przez nasze biuro prasowe. Fantastycznie mówi o wychowywaniu dzieci niepełnosprawnych. Jest prawdziwa, bo sama ma niepełnosprawną córkę - mówi osoba z PiS, bliska centrali

Milczenie pierwszego szeregu

Ale - jak by nie patrzeć - Anna Milczanowska jest posłanką z odległego szeregu PiS. Podobnie jak ubrane na biało posłanki, które towarzyszyły rzeczniczce PiS Anicie Czerwińskiej w naprędce zorganizowanej konferencji po ogłoszeniu orzeczenia przez TK.

Najważniejsze kobiety PiS głosu nie zabierają. Ani najwyżej w partyjnej hierarchii uplasowana Beata Szydło (dziś posłanka do Parlamentu Europejskiego), ani najwyższa urzędową rangą Elżbieta Witek (marszałkini Sejmu - formalnie druga osoba w państwie), ani Elżbieta Rafalska - posłanka do PE, opromieniona wprowadzeniem 500+.

Mówi osoba z frakcji Szydło: - Mateusz Morawiecki przez lata pracował, aby wysadzić ją z rządu, to niech teraz sobie radzi sam. Morawiecki i Jarosław Kaczyński doskonale sobie na pewno poradzą.

Szydło ma cel: prezydentura 2025

Mówi znany polityk z PiS: - Motywacja Szydło jest prosta. Ona chce być prezydentem po Andrzeju Dudzie. Ma taki plan i do tego dąży. Wypowiadanie się teraz w sprawie aborcji do niczego jej nie jest potrzebne i może jej tylko zaszkodzić. Marząc o prezydenturze musi mieć potencjał na 51 proc. poparcia.

O wizji "Szydło 2025" jako jednej z potencjalnych kandydatur napomknął publicznie Marek Suski.

Szydło ws. aborcji lawiruje. Gdy w Sejmie w 2017 r. leżał obywatelski zakazujący aborcji ze względu na wady płodu (de facto celem w pełni odpowiadający wyrokowi TK z 22 października) Szydło mówiła w "Gościu Niedzielnym" tak: "Ja będę oczywiście głosować za jego przyjęciem, jestem przeciwko aborcji eugenicznej". Z drugiej strony komentując wcześniejszy projekt Ordo Iuris przewidujący zakaz aborcji i karanie kobiet za przerwanie ciąży, stwierdzała, że "musimy być w tych działaniach ostrożni i myśleć pragmatycznie".

Aborcja jak mina

O ile wybory można było wgrywać mimo mówienia o zakazie - jak to czynił Andrzej Duda - "aborcji eugenicznej" (embriopatologicznej), ale jednocześnie realnie nie czyniąc nic, by zaostrzyć prawo, to teraz sytuacja jest już inna. Teraz to nie są słowa na wietrze, ale realna zmiana prawa jest na stole: nieopublikowane, ale wydane orzeczenie TK i prezydencki projekt noweli ustawy antyaborcyjnej ws. dopuszczalności przerwania ciąż w razie wad letalnych płodu.

- Jeśli Szydło zabierając głos ustawiłaby się w pozycji Ordo Iuris i Kai Godek, to będzie mieć 10 proc. w sondażach prezydenckich - słyszymy od naszego rozmówcy z PiS.

A jeśli opowiedziałaby się za projektem Dudy, to i tak rozminęłoby się to z poglądami nawet samego elektoratu PiS, który jest bardziej "liberalny". Postulowanie powrotu do "kompromisu” z 1993 r. obróciłoby przeciwko niej Kościół i głośne środowiska pro-life. Słowem: każdy wyjście jest złe dla Szydło. Niezależnie, jakie w istocie poglądy ma Szydło na aborcję.

- No bo po co Beata ma cokolwiek mówić? To wielki plus jej obecnej sytuacji, że tak z racji instytucjonalnej jak i politycznie nie musi zabierać teraz głosu - przekonuje osoba z jej frakcji. Faktycznie: nie jest premierem, więc nie musi. Jest europosłanką, a jej kadencja kończy się w 2024 r. - też więc nie musi. Szydło może przeczekać, co czyni, licząc na polityczne konanie Morawieckiego. Ma komfort milczenia.

Polityk PiS: - Szydło czeka na swój moment.

Morawiecki też ma prezydenckie ambicje

Ambicje prezydenckie ma też premier Mateusz Morawiecki.

Fragment z książki jego byłego rzecznika w banku: "- Myślisz, że mnie interesuje zwiększanie lub zmniejszanie oprocentowania kredytów czy depozytów o 1 lub o 2 procent? Moim prawdziwym celem jest polityka, obszar, w którym decyduje się o daleko ważniejszych kwestiach - powiedział mi [autorowi książki] wtedy. Kilka lat później, w 2009  lub na początku następnego roku, uściśli, że jego życiowym celem jest zostanie prezydentem Polski. Powtórzy to przynajmniej jeszcze jednej osobie pracującej w banku".

- Morawiecki też unika tematu aborcji - śmieje się istotna osoba z szeregów PiS. Jego decyzją wstrzymano publikację orzeczenia TK, choć prezes PiS nie był zwolennikiem takiego bezruchu.

Póki co jednak Morawiecki walczy na trzech frontach - covidowym (z zapaścią służby zdrowia i gospodarki), aborcyjnym (nawet jeśli publicznie unika tematu) i europejskim (bo Kaczyński i Ziobro oczekują, że utrąci pomysł "pieniądze za praworządność") - o utrzymanie się w fotelu premiera.

Konsumpcja, a nie aktywność

W kwestii prawa antyaborcyjnego wypowiada się za to szeroko europoseł Patryk Jaki - prywatnie ojciec synka z zespołem Downa. A inne osoby z PE? Istotny polityk PiS się śmieje: - W Brukseli nasi europosłowie zajęli się konsumowaniem, a nie aktywnością.

Inny rozmówca mówiąc o najbardziej wpływowym spośród polityków PiS w Brukseli - Joachimie Brudzińskim - mówi "Bruksiński". Kolejny go broni: - Na tle Beaty Mazurek, Ryszarda Legutki czy wielu innych europosłów PiS Brudziński i tak jest dość aktywny.

- Beata Mazurek się odzywa? Na Twitterze. Andżelika Możdżanowska? Zniknięta w spiżarni - podkreśla osoba z PiS. - A zresztą, nikt się nie będzie odzywał, bo zostawiamy to kierownictwu. Dostajemy przekazy, żeby się nie wychylać. Czekamy. Czekamy, jak to rozegra lider. Nikt nie wie, jaki jest przekaz PiS i co zamierza Kaczyński.

Niby-przekazy dnia

Gazeta.pl widziała ostatni przekaz dnia o aborcji. A w nim: "Projekt Andrzeja Dudy podlega analizie od stropy prawnej i merytorycznej. Ważne dla dalszej pracy jest przygotowanie przez TK uzasadnienia. Treść tego uzasadnienia ma tu kluczowe znaczenie. Czekamy na jego opracowanie".

I dalej z PiS-owskiej instrukcji, co mówić: "Kwestia wad letalnych jest do rozwiązania. Szukamy tego rozwiązania. Wyniki naszych analiz zaprezentujemy niebawem. Rozwiązanie musi być niezwykle rzetelne, dokładne, precyzyjne i zgodne z konstytucją i orzeczeniem TK". Centrala PiS instruuje swoich parlamentarzystów, aby "składali jasną deklarację polityczną", że program "Za życiem” będzie rozszerzony. Jasnych deklaracji ws. samego prawa antyaborcyjnego - brak.

Mówi osoba z klubu parlamentarnego PiS: - Ludzie nie mają jasno napisanego w przekazach, co trzeba mówić. W briefach jest stanowisko wymijające, niedeklarujące niczego jednoznacznie. Ludzie się pilnują.

Wąskie gardło PiS

Polityk PiS: - Wąskim gardłem jest biuro prasowe. Jest lista osób do danych tematów. Przemyślana. Część kobiet nie chce się wypowiadać w ogóle o aborcji, a część nasze biuro woli nie wypuszczać do mediów, żeby nie było jakiejś afery.

Dla szeregowych posłanek PiS temat aborcji to mina, na której mogą wylecieć z polityki w powietrze. Widać to po profilach poszczególnych posłanek - unikają tematu. Nie wychylają się. Milczą. Nie chcą się "liberalnymi" poglądami narażać ważnym dla PiS społecznościom: kołom Radia Maryja, Kołom Gospodyń Wiejskich, grupom zorganizowanym przy parafiach, Klubom "Gazety Polskiej". Wolą wzywać do obrony kościołów przed demonstrantami, ale aborcję omijają.

- Wizja, że będzie się nazwaną aborcjonistką chcącą mordować dzieci, jest paraliżujące - mówi osoba z szeregów PiS.

I dodaje: - Jest szum. Nie bardzo wiadomo, jakie PiS ma stanowisko. Dobrze, że Strajk Kobiet już się sam zaorał. Dogorywa. A my balansujemy między twardymi prawicowymi środowiskami, Kościołem i wyborcami. Wyjdziemy z tego, choć nie wiem jeszcze, jak i kiedy.