Prof. Antoni Dudek: zmierzch Marszu Niepodległości będzie postępował

Jacek Gądek
- Zmierzch Marszu Niepodległości z pewnością będzie postępował, ale wcale nie musi być szybki. Są bowiem w Polsce ludzie młodzi, którzy mają poglądy radykalnie prawicowe. Są i nigdy nie znikną - mówi prof. Antoni Dudek, historyk i politolog z UKSW.

Zobacz nagranie. Jak wyglądały obchody 100-lecia niepodległości? Podsumowujemy:

Zobacz wideo

Jacek Gądek: Pan się cieszy, że ludzie się aktywizują i wychodzą na ulice?

Prof. Antoni Dudek: Polska jest krajem o dużej bierności społecznej, a zatem każda forma aktywności - także protesty - jest zdrowym objawem.

Z jednej strony mamy ogromne demonstracje, głównie kobiet, przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego, a z drugiej narodowcy będą fetować Święto Niepodległości.

I gdyby nie pandemia, to bym się z tego cieszył.

Zacznijmy od strajków kobiet. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. ustawy antyaborcyjnej musiały wybuchnąć?

Były do przewidzenia w razie zaostrzenia ustawy. Emocje społeczne wybuchły, ale chyba nikt nie przypuszczał, że ich skala będzie aż tak wielka.

410 miast i 430 tys. protestujących na ulicach. A to i tak dane z Policji, więc prawdopodobnie zaniżone. Narodowcy mogą pomarzyć o takiej skali demonstracji.

To, co robi wrażenie w strajkach kobiet, to nie liczba uczestników, ale liczba miast, w których się te strajki odbywały. Wiele manifestacji przeszło przez małe miasteczka, w których od czasu pochodów 1-majowych w czasach komunizmu nie było żadnych demonstracji. To coś absolutnie nowego i jednocześnie katastrofalnego dla PiS, bo miasteczka te były bastionami obozu rządzącego. Jeżeli tam krzyczano "jeb… PiS!", to znaczy, że biją dzwony partii Jarosława Kaczyńskiego.

Młodzi chodzą jednak nie tylko na strajki kobiet, ale także na Marsze Niepodległości.

Młodzież jest oczywiście podzielona, ale ujawniają się już niepokojące dla polskiej prawicy zmiany. Dotąd młode pokolenie było raczej prawicowe. Lewica młodzieżowa była słabsza, ale strajki kobiet są już wyraźnym sygnałem, że wahadło nastrojów wśród młodzieży zaczyna się wychylać w drugą stronę. Nie wiemy jednak, jak mocno i jak szybko się wychyli.

Pierwsze symptomy można było dostrzec w wynikach PiS i Andrzeja Dudy w ostatnich wyborach - w gronie najmłodszych wyborców przegrywali sromotnie. Strajki kobiet jeszcze spotęgują to zjawisko.

Czy znana nam dobrze wojna polsko-polska weszła na nowy poziom?

Zmieniła się struktura protestujących przeciwko rządom PiS. O ile Komitet Obrony Demokracji to była Polska seniorów - wyborcy dawnej Unii Wolności, liberałów, ludzie pokolenia "Solidarności" - to teraz mamy eksplozję nastolatków, uczniów i studentów. Teraz protestuje zupełnie inne pokolenie niż poprzednio. Zmienił się też język - teraz jest dużo brutalniejszy, ale on jest dziedzictwem wojny polsko-polskiej, schamienia debaty publicznej i internetowego hejtu.

Marsz Niepodległości gaśnie? Wcześniej bywało po 100 tys. demonstrantów, a teraz nie będzie nawet marszu, ale przejazd oflagowanych samochodów.

W tym roku z pewnością zgasł, ale to z powodu epidemii.

Zmierzch Marszu Niepodległości z pewnością będzie postępował, ale wcale nie musi być szybki. Są bowiem w Polsce ludzie młodzi, którzy mają poglądy radykalnie prawicowe. Są i nigdy nie znikną. Tak jak nie zniknęła, ale - wprost przeciwnie - rozwijała się lewicowa młodzież w postaci Partii Razem, choć w polityce dominowała prawica, a Marsze Niepodległości były ogromne.

Narodowcy tradycyjnie zjeżdżają do Warszawy, a strajki kobiety wybuchły na ulicach Polski powiatowej. To dwa zupełnie różne ruchy?

Demonstracje kobiet są spontaniczne - Ogólnopolski Strajk Kobiet ich nie kontroluje, nawet jeśli ogłasza się organizatorem. Strajki kobiet da się porównać tylko z protestami przeciwko ACTA i żałobnymi zgromadzeniami po śmierci Jana Pawła II z 2005 r. - wtedy ludzie też wylegli na ulice z potrzeby serca. Jan Paweł II nie byłby dziś zachwycony protestami kobiet, ale "architektura" społecznej aktywności - żywiołowość, brak organizacji - były po jego śmierci i dziś bardzo podobne.

Wiele osób animujących strajki kobiet się jednak rozczaruje, bo demonstracje te zaczynają gasnąć, choć oczywiście mogą się jedynie zahibernować na zimę i powrócić. W dłuższej perspektywie czeka nas jednak powrót do polityki uprawianej przez ulicę - tak jak to było na początku lat 90.

Marsze Niepodległości to istotny problem dla PiS? Tak jak strajki kobiet?

Na razie nie. PiS straciło w sondażach ok. 10 punktów procentowych, ale miażdżąca większość tych wyborców uciekła do grupy niezdecydowanych albo do Polski 2050 Szymona Hołowni. Uciekają, ale w lewo. Nie ma wzrostów poparcia dla Konfederacji ani żadnej innej prawicowej siły politycznej. Problem PiS ma z tegorocznym Marszem tylko taki problem, że będą korki w Warszawie, gdy te wszystkie samochody narodowców wjadą do miasta.