Snajper, co śledził ofiarę "maluchem"

Kiedy przyjął zlecenie zabójstwa, dostał broń i ?malucha" do śledzenia ofiary. Sprawa się rypła, bo przy wódce wszystko wygadał kolegom ofiary.

To wbrew pozorom nie scenariusz odcinka "Gangu Olsena", słynnej sagi o duńskich gangsterach fajtłapach. To jeden z odprysków śledztwa w sprawie działalności w Częstochowie gangu żyjącego głównie z handlu narkotykami.

Zatrzymany za to we wrześniu ubiegłego roku 37-letni Robert R. wyjawił śledczym, że w lipcu 2005 roku przyjął od szefa grupy Krzysztofa K. zlecenie zabójstwa jednego z członków gangu. Miał za to dostać 40 tys. zł. Na początek odebrał jednak pistolet Astra i... fiata 126 p, by mógł być bliżej swej ofiary.

Robert R. stawał "maluchem" pod blokiem i śledził człowieka, którego miał zabić. Do zamachu jednak nie doszło. "Cyngla" zgubił pociąg do alkoholu i nadmierna po nim gadatliwość. Na jednym ze spotkań R. pochwalił się zleceniem. Traf chciał, że "cyngiel" i jego niedoszła ofiara mieli tych samych znajomych. Wieść o szykowanym zabójstwie obiegła częstochowski półświatek i doszła do zleceniodawcy. Zamach odwołano.

W śledztwie swoje gadulstwo Robert R. przedstawił jako główny atut obrony. Twierdził, że tak naprawdę nikogo nie chciał zabić, a śledził ofiarę, by zleceniodawcy nie odkryli mistyfikacji.

R. oskarżono tylko o nielegalne posiadanie broni. Sąd skazał go na 8 miesięcy w zawieszeniu. Siedzi jednak za kratami podejrzany o popełnienie jeszcze innych przestępstw.