Gollob po wygranej: Czy to koniec pecha?

- W Grand Prix Europy w Lesznie za dwa tygodnie chciałbym pójść za ciosem - mówi Sport.pl Tomasz Gollob, który wygrał pierwsze zawody GP w Słowenii.

Tomasz Welc: Zwycięstwo w Grand Prix Słowenii - lepszej inauguracji tegorocznego cyklu Grand Prix nie mogłeś sobie wyobrazić.

Tomasz Gollob: Bardzo się cieszę. Wykorzystałem warunki torowe i swoje doświadczenie z 20 lat startów. Złośliwi mogą mówić, że pomógł mi deszcz, ale nie byłoby tej wygranej, gdyby nie ciężka praca moja i całego zespołu. Oczywiście szczęście też było dzisiaj po mojej stronie. Dziękuję sponsorom, którzy zakupili mi nowy silnik, który sprawdził się na tym torze.

Jednak początek zawodów nie był dla Ciebie najlepszy...

- Po prostu na początku jechałem z zewnętrznych pól, a one nie były najlepsze. Nie tylko ja miałem z tym problemy. Ale to już jest historia. Cieszę się, że zwyciężyłem. Ten słabszy początek wprowadził też w nasze szeregi trochę nerwowości, ale teraz ochłonąłem i już myślę o tym, co zrobić żeby było jeszcze lepiej.

Tuż przed startem do biegu finałowego odjechałeś od taśmy. Nerwy, dodatkowa mobilizacja czy zagrywka taktyczna, by wytrącić z koncentracji rywali?

- To był ostatni moment na koncentrację i bardzo mi to pomogło. Na starcie odkręciłem gaz i starałem się płynnie puścić sprzęgło, co mi się udało. Jadący obok mnie Nicki Pedersen też dobrze wystartował, ale ja wykorzystałem fakt, że byłem bliżej krawężnika. Jako pierwszy wszedłem w pierwszy łuk i nie oddałem prowadzenia przez cztery okrążenia.

Widać jak duże znaczenie miał fakt, że jako pierwszy wybierałeś pole startowe w finale.

- Przy równym starcie to pierwsze pole startowe dało mi przewagę w finale. I pozostaje mi się tylko cieszyć z tego powodu, że wygrałem z Pedersenem, najszybszym obecnie zawodnikiem na świecie. Nicki w ostatnich dwóch latach dwukrotnie triumfował w Krsko. Mi udało się dzisiaj przerwać tą jego passę.

Mówisz, że Pedersen jest najszybszy na świecie. Czy jest szansa, że Ty będziesz równie szybki jak on?

- Pracuję nad tym. Mam nadzieję, że ten rok będzie dużo lepszy niż ostatni, gdy co prawda zająłem czwarte miejsce, ale miałem sporo pecha związanego m.in. z wypadkiem lotniczym.

Już za dwa tygodnie Grand Prix Europy w Lesznie. Polscy kibice będą oczekiwać powtórki z Krsko.

- W Lesznie chciałbym pójść za ciosem. Na pewno nie poddam się i będę walczył do ostatniego metra. Myślę, że stać mnie na to, by powtórzyć ten wynik i wytrzymać presję oczekiwań kibiców. Jeśli sprzęt nie odmówi posłuszeństwa powinno być dobrze.