Katzurin: Najpierw zadzwonię do Wójcika

- Nikomu nie będę zaglądał w metrykę i uważam, że na mistrzostwach Europy w Polsce zagrają wszyscy najlepsi polscy koszykarze - mówi nowy trener reprezentacji Muli Katzurin. Izraelczyk podpisał kontrakt do września 2009 roku

Łukasz Cegliński: Prezes PZKosz Roman Ludwiczuk zapowiedział, że celem reprezentacji na "polskich" ME w 2009 roku jest awans do ćwierćfinału. To możliwe?

Muli Katzurin: Zobaczymy, jakich graczy będziemy mieli do dyspozycji, jaka atmosfera będzie w zespole, wreszcie jakich rywali wylosujemy w grupie. Dopiero wtedy będziemy wiedzieli, na co nas stać. Łatwo nie będzie, ale cele są po to, aby do nich dążyć.

Jaką strategię budowania reprezentacji zamierza pan przyjąć?

- Polscy gracze mają potencjał - jeden jest w NBA, kilku w dobrych klubach europejskich. Chcę połączyć talenty, które eksportujecie, z tymi, które wciąż grają w Polsce.

Zna pan świetnie Adama Wójcika, którego prowadził pan w Śląsku Wrocław. 38-letni zawodnik nie zdecydował jeszcze, czy wciąż będzie występował w reprezentacji. Chce pan go namówić?

- Pierwszy telefon wykonam właśnie do Wójcika. Mam dla niego wielki szacunek, to legenda polskiej koszykówki. Wysłucham jego opinii na temat gry w kadrze, ale myślę, że rola Polski jako gospodarza ME ma dla Adama duże znaczenie. Poza tym kierując się wyborem koszykarzy, nie będę patrzył na metryki. Zależy mi na tym, by w kadrze grali wszyscy ci, którzy są wystarczająco dobrzy. Większość z nich znam, oglądam dużo meczów na DVD, a tego, czego nie wiem, dowiem się od polskich asystentów. Choć jeszcze nie wiem, kto to będzie.

Jak pan chce przekonać do występów w reprezentacji Marcina Gortata i Macieja Lampego? Pana poprzednikowi to się nie udało.

- Nie miałem jeszcze czasu z nimi rozmawiać, ale wydaje mi się, że żaden polski zawodnik nie odmówi wzięcia udziału w ME. Poza tym wiem, że prezes Ludwiczuk jest w kontakcie z tymi graczami, a Lampe powiedział już, że chce być w reprezentacji.

Lampe, Wójcik i np. Michał Ignerski to zawodnicy przede wszystkim ofensywni. Czy zgadza się pan z tezą, że został pan - jako trener preferujący atak - wybrany, aby dobrze wykorzystać potencjał tych zawodników?

- Nie zgadzam się. Byłem także znany jako trener lubiący obronę. A taki typ trenera nigdy nie jest zadowolony - jak zatrzymasz rywala na 60 punktach, to żałujesz, że nie udało się na 50. Zawsze starasz się zrobić coś lepiej. Ogólnie rzecz biorąc, zadaniem trenera jest wydobycie z zawodników tego, co najlepsze. Znalezienie sposobu na uwypuklenie ich zalet i przełożenie tego na dobry skutek dla drużyny.

Ma pan rozeznanie wśród polskich zawodników?

- Znam większość z nich, ale chcę zaznaczyć: gracze nie powinni myśleć o tym, co może dać im reprezentacja. Powinni koncentrować się na tym, co oni mogą jej dać. Jesteśmy w wyjątkowej sytuacji, bo nie czekają nas jakieś kolejne mistrzostwa. Czeka nas przecież impreza w Polsce, a to wielka okazja dla całej koszykówki w kraju, żeby się rozwinąć. Poprzedni gospodarze ME dużo zyskali w tej kwestii. Liczę na współpracę ze wszystkimi ludźmi koszykówki, bo to nasz wspólny, wręcz narodowy cel.

Czy spotka się pan ze swoim poprzednikiem Andrejem Urlepem?

- Każdy trener ma swój sposób prowadzenia drużyny i pomysł na jego realizację. Przede mną jest biała kartka papieru, którą postaram się zapisać jak najlepiej.