Fruwając pod koszem: Dom wschodzącego słońca

Za stary, za gruby, za wolny, za leniwy, schorowany, sfrustrowany, nie umie biegać, nie umie bronić, nie umie tego i tamtego... Czy Phoenix Suns postradali zmysły, kupując Shaquille'a O'Neala?

Najpierw wydawało się, że wymiana Shaqa za Shawna Mariona to kiepski żart. A gdy do transferu jednak doszło, media w większości uznały, że management Suns zbiorowo upadł na głowę. No bo kto rozsądny oddawałby jednego z najbardziej uniwersalnych skrzydłowych w NBA za podstarzałego centra z najsłabszej drużyny w lidze?

Owszem, Suns mieli powody, aby coś zmienić. Przez ostatnie trzy lata nie byli w stanie sforsować wrót do finałów NBA. Ich widowiskowa, superszybka koszykówka, w kwietniu przestawała się sprawdzać. W play-off, gdy gra toczy się wolniej, a każda zbiórka jest bezcenna, nie starczało im sił i wzrostu.

Ale Shaq? Shaq, który w zeszłym sezonie opuścił 42 mecze, w tym już 15, który ma najniższe średnie w karierze (14,2 punktu, 7,8 zbiórki) i gigantyczny kontrakt na następne dwa lata?

A jednak... czapki z głów dla Suns za ten brawurowy gambit. On może się powieść, a oto dlaczego:

Mariona można zastąpić. Suns nie brak skrzydłowych: jest Grant Hill, Raja Bell, na ławce marnował się Francuz Boris Diaw.

Shaq nie jest taki słaby, jak go malują. Nie jest gruby (waży 145 kilo, blisko 20 mniej niż pod koniec gry w Lakers). Jego statystyki poprawią się - w Miami nie było ani rozgrywającego, który umiałby mu pomóc, ani strzelców, którzy wykorzystywaliby jego podania. Największym problemem jest zdrowie - ale Suns mają kapitalnych lekarzy. Postawili na nogi Antonio McDyessa, uleczyli plecy Steve'a Nasha, odratowali Amare Stoudemire po kontuzji kolana.

Shaq nie musi być gwiazdą. I to wie. Zdobył już wszystkie możliwe tytuły. Teraz walczy tylko o swoją legendę. Nie będzie patrzeć na statystyki. Nie będzie domagać się pierwszoplanowej roli. Jak Karl Malone w ostatnim sezonie w Lakers, tak teraz O'Neal stanie się człowiekiem do zadań specjalnych. Będzie bronić, zbierać, w ataku stanie się Wielką Przynętą - do której piłka trafia rzadko, ale której rywale nie mogą pozostawić bez opieki. - Nie będę prosić o 30-40 podań. Po prostu chcę się dopasować - mówi.

Shaq nie musi biegać. Kontry rzadko wyprowadza się w piątkę. - Zawsze jest ktoś, kto rozpoczyna szybki atak. I to chcę robić. Zbierać - i być zapalnikiem dla kontrataku - mówi Shaq, który wciąż jest najlepiej podającym centrem w NBA.

Suns nie są już skazani na run'n'gun. Gdy trzeba, mogą zwolnić i poczekać na niego. Wielcy Lakers, których Showtime porywał fanów 20 lat temu, grali przecież z blisko 40-letnim Kareemem Abdulem-Jabbarem. Gdy szybki atak się nie powiódł, cierpliwie czekali, aż Kareem przetruchta przez boisko i ustawi się pod koszem rywali. Wytruchtali tak dwa mistrzowskie tytuły.

A Shaq będzie od Kareema szybszy. - Wiele słyszałem o tym, że nie potrafię tego, tamtego, że nie umiem biegać. Wszyscy będziecie zdumieni. Przez ostatnie lata grałem w systemie, gdzie właściwie nie biegaliśmy, więc automatycznie zakładacie, że nie potrafię biegać. Ale ja kocham biegać - zapowiada.

Z Shaqiem życie będzie weselsze. Suns od dawna narzekali na atmosferę w szatni. Steve Nash nieraz wściekał się, że jego kolegom brakuje profesjonalizmu. Marion, przy wszystkich swych zaletach, był nadwrażliwą marudą. Shaq odmieni to w mgnieniu oka.

Shaq będzie totalnie zmotywowany. Nigdy nie należał do tych, którzy do każdego meczu przykładali się tak samo. O co miał walczyć w Miami? O przedostatnie miejsce na wschodzie? Transfer do Suns jest dla Shaqa darem niebios. Znów ma o co walczyć. Znów jest potrzebny. I może pokazać wszystkim niedowiarkom, że za wcześnie położyli na nim krzyżyk.

- Naprawdę nie warto mnie denerwować - mówił na konferencji prasowej. - Znany jestem z tego, że gdy ktoś mnie zdenerwuje, robię pewne rzeczy: na przykład zdobywam mistrzostwa.

Tak wygląda świat widziany przez różowe okulary kibica Suns. Wiele może pójść nie tak - wystarczy jedna, jedyna kontuzja - ale przecież transfer, który połączył najfajniejszego zawodnika ostatnich 15 lat z najfajniejszą drużyną, zasługuje na happy end.

Gdyby Suns z Shaqiem awansowali do finałów NBA, byłaby to historia jak z klasycznego filmu sportowego. Wyobraźmy sobie:

Suns - Spurs. Siódmy, decydujący mecz finałów Konferencji Zachodniej. Dwoma punktami prowadzą Suns. Na 15 sekund przed końcem Manu Ginobili trafia za trzy. Spurs jednym punktem. Czas dla Phoenix. Grant Hill rzuca z półdystansu. Pudłuje! Ale Shaq zbiera i na 0,6 sekundy przed końcem jest faulowany przy próbie dobitki.

Pierwszy rzut wolny... blang, blang... wpada!

Remis.

Piłka znów wędruje do Shaqa...

Kronika towarzyska

Transferem Shaqa żyje cała NBA, z jednym wyjątkiem. Były partner Shaqa, Kobe Bryant, zapytany, co o tym myśli, odpowiedział: - Nie wiem. To nie moja sprawa. Czemu mnie pytacie? Nie myślałem o tym. Mało mnie to obchodzi.

Słodziaczek.

Za to blogerzy dowcipkują w najlepsze. Serwis Deadspin informuje, że lekarz Suns był "pozytywnie zszokowany" stanem zdrowia Shaqa. - No bo, serio, słyszałem, że on nie żyje - powiedział dr Carter. - A kiedy sprawdziłem tabelę NBA i zobaczyłem, że Heat ma tylko dziewięć zwycięstw, cóż, spodziewałem się najgorszego . Więcej dowcipów o Shaqu znajdziecie na naszym blogu -

supergigant.blox.pl

Gdy dziennikarz "Men's Journal" zapytał Gilberta Arenasa o najbardziej bolesną kontuzję, nie spodziewał się takiej odpowiedzi: - Gdy zaczynałem karierę w NBA, starsi koledzy przekonali mnie, bym ogolił się, no wiesz, tam na dole, bo powiedzieli, że włosy śmierdzą. Użyłem maszynki do golenia mojej dziewczyny, która była zardzewiała i dostałem wysypki. Lekarz zapisał mi lekarstwo, którym miałem natrzeć skórę, ale ja po prostu wylałem na nią całą buteleczkę. Trzy dni później obudziłem się, rycząc z bólu... Następnie Gilbert opowiada o tym, co, gdzie i jak bardzo go bolało - oszczędzimy szczegółów. Puenta: - Teraz używam nożyczek.

Ciekawostki

Czy warto kupować stare gwiazdy? Zobaczmy.

LA Lakers w 2003 roku zatrudnili 40-letniego Karla Malone'a i 35-letniego Gary Paytona . "Dream Team" z O'Nealem i Bryantem awansował do finałów NBA. Tam Malone doznał kontuzji, a Lakers ulegli młodszym Detroit Pistons.

Philadelphia 76'ers w połowie sezonu 2000-2001 kupili 34-letniego Dikembe Mutombo . Duet Iverson-Mutombo doprowadził Sixers do finałów NBA, gdzie jednak czekał Shaq w kwiecie wieku.

Scottie Pippen trafił do Portland jesienią 1999 roku. Miał 34 lata. Trail Blazers awansowali do finałów Konferencji Zachodniej i w meczu numer 7 na początku czwartej kwarty prowadzili z Lakers 15 punktami. Potem nastąpiła jedna z najsławniejszych katastrof w historii NBA, a Pippen nie potrafił jej zapobiec.

Charles Barkley trafił do Houston w 1996 roku. Miał niespełna 34 lata. Rockets awansowali do finałów konferencji, gdzie przegrali z Utah Jazz.

Clyde Drexler w połowie sezonu 1994-1995 przeszedł z Portland do broniących tytułu Houston Rockets. Rockets grali źle i do play-off awansowali dopiero na szóstym miejscu. W play off jednak pokonali najpierw Utah, potem Phoenix, San Antonio, a w finałach NBA, do zera, Orlando Magic (z młodziutkim Shaqiem).

Bill Walton miał 33 lata, gdy niespodziewanie został sprzedany z LA Clippers do Bostonu. Eksperci wątpili, czy Celtics przyda się wiecznie kontuzjowany center. W następnym sezonie Walton rozegrał 80 meczów, został najlepszym rezerwowym w NBA, a Boston sięgnął po mistrzostwo ligi. Ciekawe, prawda?

Tako rzecze Shaq

- Ludzie zawsze będą mnie definiować przez moje cudowne lata. Rozumiem to. Zdobywałem 27-28 punktów, 13-14 zbiórek na mecz. Ale wszyscy wielcy, w miarę jak się starzeją, mają słabsze statystyki. Ale wciąż potrafię podawać. Wciąż potrafię zbierać.

- Biegnijcie po T-shirty. Hej, wy z marketingu, mam dla was hasło: Słońce znowu wzejdzie . 9,99 dolara, sklepik z upominkami.

Złota myśl

- Jeśli to się uda, jestem geniuszem. Jeśli nie - jestem kretynem - menedżer Suns Steve Kerr.