Sprawa opłat za telewizory w pokojach hotelowych

Orbis, od którego producenci filmowi domagają się pieniędzy, nie musi płacić za telewizory w pokojach hotelowych. - To nie miejsca publiczne - uznał warszawski Sąd Apelacyjny

Za każdy telewizor w swoich obiektach Orbis płaci abonament RTV. Problem w tym, że odrębnych opłat domagają się przeróżne organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. - ZAiKS-owi płacimy ok. 7 tys. zł miesięcznie. Rękę po pieniądze wyciągają także inne organizacje, m.in. związek artystów Stoart czy producentów ZPAV. Niektóre z nich konkurują na tym samym polu. Nie sposób płacić wszystkim - mówi Andrzej Tabor, pełnomocnik Orbisu.

Na razie tylko Stowarzyszenie Filmowców Polskich zdecydowało się wytoczyć Orbisowi sprawę w sądzie. Domaga się 300 tys. zł wynagrodzenia za publiczne odtwarzanie programów i filmów w telewizorach zainstalowanych w 10 tys. pokoi hotelowych. Roszczenie dotyczy kilkunastu miesięcy, a opłata za jeden odbiornik miałaby wynieść 2 zł miesięcznie. Orbis zaproponował 50 gr od telewizora, ale stowarzyszenie odrzuciło tę ofertę. W ubiegłym roku sąd okręgowy oddalił pozew. SPF odwołało się do sądu apelacyjnego.

- Orbis pośrednio osiąga korzyści z odbiorników TV w pokojach. Dzięki nim oferuje wyższy standard i może pobierać wyższe opłaty od klientów - mówiła podczas rozprawy mec. Elżbieta Traple, reprezentująca SPF. Z kolei pełnomocnik Orbisu tłumaczył, że klienci wynajmują pokoje nie ze względu na telewizory. Poza tym w przypadku odbiorników w pokojach nie można mówić o publicznym odtwarzaniu.

W piątek sąd apelacyjny uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Pełnomocnik Orbisu nie krył jednak zadowolenia z uzasadnienia orzeczenia, które sąd okręgowy będzie musiał wziąć pod uwagę. Sąd stwierdził, że stowarzyszeniu należy się wynagrodzenie, ale tylko z tytułu publicznego odtwarzania utworów. Miejsca publiczne to hole, hale, np. dworca, recepcje, miejsca, do których ma dostęp nieograniczona liczba osób.

- Nie można uznać za miejsce publiczne pokoju hotelowego. Nie ma do niego dostępu nieograniczona liczba osób - wyjaśniał sędzia Jerzy Paszkowski.

Najbardziej bezwzględny w domaganiu się od przedsiębiorców wynagrodzenia z tytułu praw autorskich jest ZAiKS. W ubiegłym roku warszawski Sąd Okręgowy zasądził od sklepów Bata na rzecz związku 250 tys. zł. Inspektorzy ZAiKS-u usłyszeli w sklepie Bata w jednym z centrów handlowych muzykę. Naliczyli więc opłatę ryczałtową za prawie dziesięcioletnie bezumowne korzystanie z chronionych utworów. ZAiKS uważa, że umowę z nim powinien podpisać każdy punkt handlowy, który publicznie odtwarza muzykę. Uprzyjemnia ona klientom zakupy, dzięki temu rosną zyski przedsiębiorców. Opłatę nalicza się w zależności od liczby głośników. Centra handlowe płacą za głośniki w części wspólnej, więc ZAiKS domaga się też opłat od poszczególnych sklepów.

Inaczej sprawa ma się z emisją programów radiowych w supermarketach. Krakowski sąd apelacyjny, który rozpatrywał sprawę wytoczoną przez Stoart sieci Julius Meinl, oddalił pozew organizacji. W uzasadnieniu wyroku stwierdził, że nie ma dowodów na to, że emitowanie programów radiowych, a przez to przypadkowo puszczanych utworów, wpływa na wzrost sprzedaży w sklepach.