Jak zarobić na polskim trzęsieniu ziemi?

Wystarczyło niewielkie trzęsienie ziemi, by polski rynek podbiły urządzenia do wzmocnienia konstrukcji budowanych w PRL budynków z wielkiej płyty

Wstrząs zaledwie 5 st. w otwartej skali Richtera, w ub. tygodniu poczuli niemal wszyscy mieszkańcy północnej Polski. Panika trwała kilka dni i pewnie wszyscy zdążyliby o tym zapomnieć, gdyby poczucia zagrożenia nie chciały wykorzystać prywatne firmy. Ich przedstawiciele pojawili się już m.in. w Olsztynie.

- Usłyszałem, że w budynkach wskutek drgań ziemi mogły zostać naruszone elementy konskstrukcji - opowiada jeden z prezesów spółdzielni mieszkaniowej. - Szczególnie w stawianych w PRL domach z tzw. wielkiej płyty powstałych w latach 70. i 80. Straszono nas, że jeśli nic nie zrobimy, domy zaczną się walić.

Jedną z firm, która sprzedaje specjalne pręty zbrojeniowe łączące popękane płyty w blokach, jest warszawski Max.

- Płyty w takich budynkach były łączone za elementów, które po latach mogą korodować - przekonuje Krzysztof Wielgos z Maksa. - Każda waży z półtorej tony. Nie chciałbym znaleźć się w jej zasięgu, kiedy odpadnie. Dlatego bloki warto dodatkowo zabezpieczać. Nikogo jednak nie straszmy, tylko informujemy o zagrożeniu.

Do inwestycji szczególnie łatwo przekonać władze spółdzielni, których mieszkańcy na własnej skórze odczuli trzęsienie ziemi, jak np. mazurskiego Pisza. Tam domy będą wzmacniane już w przyszłym roku. Projekt przygotuje warszawska firma - Hilti.

- Lokatorzy czteropiętrowych domów zgłaszali po wstrząsach, że budynki popękały. - mówi Maria Stępniak, wiceprezes piskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Na szczęście nic się nie stało, ale postanowiliśmy je jednak zabezpieczyć kotwami. Lepiej dmuchać na zimne.

Koszt zabezpieczenia się przed trzęsieniem ziemi niski nie jest. Uzbrojenie jednego bloku może kosztować nawet 100 tys. zł!