Kamieniem w kierowniczkę

Zirytowany mężczyzna rzucił kamieniem w kierowniczkę wrocławskiego MOPS. - Moi pracownicy są narażeni na różne ataki i nie widzę wyjścia z tej sytuacji - przyznaje dyrektor ośrodka

Pracownicy ośrodków pomocy społecznej sami potrzebują wsparcia. Kierowniczka jednego z zespołów właśnie wróciła do pracy po zwolnieniu lekarskim. - Nie czuję się jeszcze na siłach, żeby rozmawiać - ucina.

- Człowiek nie wyglądał na takiego, który chciałby to zrobić - wspomina Janusz Kucab, pracownik socjalny miejskiego ośrodka pomocy społecznej. Był świadkiem zdarzenia. - Ten mężczyzna wszedł spokojnie, prosto do gabinetu pani kierownik, z reklamówką w ręku. Tam miał kamień. Za chwilę usłyszeliśmy krzyk. Kobieta była lekko poraniona, a facet, klnąc, groził, że ją zabije. Nie próbował uciekać.

Czterdziestoparoletnim mężczyzna, który domagał się zasiłku, został zatrzymany przez policję. - Fizyczne obrażenia nie były dotkliwe, bardziej poważny jest uraz psychiczny - uważa Janusz Nałęcki, dyrektor MOPS. - To nie pierwszy przypadek ataku na naszych pracowników. Na porządku dziennym jest wyzywanie na "ch" i "k", zdarzyło się szczucie psem, straszenie łańcuchem.

- Kiedyś klient z siekierą w ręku zaczął gonić naszego pracownika. Udało mu się umknąć do sklepu i stamtąd zadzwonił po policję - dodaje Danuta Zawilla, zastępca dyrektora ośrodka. - Ktoś inny wyrwał pracownikowi dokumenty i zaczął okładać go po głowie. Niezależnie od tego, że wielu naszych klientów ma zaburzenia psychiczne, agresję wobec naszych pracowników przejawiają także osoby zdrowe, często roszczeniowe.

190 wrocławskich pracowników socjalnych przeprowadza w terenie wywiady środowiskowe, żeby rozeznać się w sytuacji bytowej osób, które ubiegają się o pomoc finansową. Każdy ma pod sobą rejon na 3,5 tys. mieszkańców. Zwykle są to kobiety, pracują pojedynczo. - Bo jest ich za mało - wzdycha dyrektor. - Nie da się uniknąć niebezpiecznych sytuacji. Jadąc pod dany adres, pracownik nie ma pojęcia, kogo tam spotka.

Janusz Kucab zajmuje się wrocławskimi bezdomnymi. - Moi klienci mieszkają w zsypach, komórkach, altankach. Zawsze idę z obawą, kogo i w jakim nastroju zastanę.

W Krakowie kilka tygodni temu klient niezadowolony z wysokości zasiłku biegał za pracownicą MOPS-u z nożem. - Właśnie wnieśliśmy sprawę do prokuratury - mówi Marta Chechelska, rzeczniczka krakowskiego ośrodka pomocy społecznej. Niedawno pracownicy przeszli szkolenie - "Jak reagować w sytuacjach z klientem inwazyjnym i roszczeniowym".

Gdański MOPS zafundował kiedyś pracownikom kursy samoobrony. - Może warto by do tego wrócić - zastanawia się Teresa Plichta, zastępca dyrektora MOPS w Gdańsku. - 90 proc. naszych pracowników to kobiety. Młode śliczne dziewczyny chodzą do mieszkań kryminalistów, do ludzi pijanych, sfrustrowanych.

W Katowicach pracownicy stale mogą korzystać z pomocy psychologa. Przynajmniej raz w miesiącu mają superwizje: w małych grupach spotykają się z psychologiem i razem omawiają problemy wynikające z kontaktów z trudnymi klientami. - Bardzo często doświadczają agresji, a to budzi w nich lęk i poczucie zawodu: bo weszli w tę profesję, żeby pomagać innym, a grozi im się, wyklina i obrzucani krzesłami - mówi psycholog Bożena Hartman-Momatiuk.

- Myśleliśmy, żeby dać pracownikom gaz, posłać ich na judo - przyznaje Barbara Kowalczyk, dyrektorka katowickiego ośrodka. - Ale reagowanie agresją na agresję nie ma sensu. Jak się bardzo boją, idą we dwójkę albo mają strażnika miejskiego pod telefonem. No i dużo wkładamy w stałe wspieranie psychiczne.