Pijany syn więził 92-letnią matkę

Gdy policjanci i strażacy wyważyli drzwi do jednego z mieszkań przy ul. Obrońców Westerplatte, w środku na łóżku-barłogu znaleźli wychudzoną 92-letnią kobietę.

Pierwszy niepokojący sygnał dyżurny płockiej policji Sławomir Szczypecki odebrał w piątek ok. godz. 20. Męski głos w telefonicznej słuchawce informował, że w mieszkaniu obok jest awantura, syn znęca się nad matką staruszką.

- Skierowałem tam patrol, ale nikt policjantom nie otworzył drzwi, nie słychać było żadnych hałasów, więc odstąpili od interwencji - opowiada dyżurny Szczypecki. - Ale niedługo potem był kolejny telefon, tym razem kobieta mówiła, że awantura trwa w najlepsze, a sąsiadka jest bardzo leciwą osobą. Znowu zdecydowałem o wysłaniu tam policjantów.

Jednak sytuacja się powtórzyła, cisza i zamknięte drzwi. Zaniepokojony dyżurny polecił, by drzwi wyważyć. Zamki nie puszczały, więc wezwano na pomoc strażaków z odpowiednim sprzętem. Udało się wejść do środka. A tam oczom ratowników ukazało się niechlujne łóżko, w którym leżała drobniutka stara kobieta.

- Wydawało się, że jest sama, ale okazało się, że jej 48-letni syn usiłował się ukryć w innej części mieszkania - opowiada Anna Lewandowska z biura prasowego płockiej komendy. - Wyraźnie czuć było od niego alkohol, ale nie zgodził się na badanie alkotestem, więc został odwieziony na badanie krwi. Wezwaliśmy też karetkę pogotowia, żeby lekarz zbadał kobietę.

Anna Lewandowska dodaje, że starsza pani nie zgodziła się na odwiezienie do szpitala, a lekarz orzekł, że jej stan nie zagraża życiu. Dyżurni ustalili, gdzie mieszka pozostała rodzina kobiety; drugi syn i córka szybko pojawili się w domu matki. Do opieki nad nią zobowiązał się syn, mieszka w sąsiednim bloku.

- Jak wynika ze słów córki tej kobiety, ona i brat od dawna wiedzieli, że matce dzieje się krzywda, ale byli bezradni - opowiada st. asp. Szczypecki. - Oboje mieli klucze do jej mieszkania, ale brat nigdy ich nie wpuszczał. Kiedy siostra przekręcała klucz w zamku, on szybko zamykał zamki od wewnątrz. Próbowała szukać pomocy w różnych instytucjach, ale bez efektu. Kiedy mieszkanie matki odwiedził dzielnicowy, też zastał zamknięte drzwi, za którymi panowała cisza. W dodatku matka staruszka podobno zawsze prosiła, żeby nic nie robić, nie chciała, żeby syn dręczyciel trafił do więzienia.