W sieci samobójstw

"Bridgend, brytyjska stolica samobójstw?? - pisał "The Times" po tym, jak 17-letnia Natasha Randall popełniła samobójstwo. Była 13. młodą osobą z okolic Bridgend, która zginęła przez powieszenie w ciągu ostatnich 13 miesięcy. Dziś ofiar jest już 17. Ostatnia powiesiła się we wtorek, 19 lutego.

Młodzi internauci odbierają sobie życie, bo chcą, by znajomi zakładali im wspomnieniowe strony internetowe, gdzie każdy będzie mógł napisać, że zmarły był piękny i mądry. Że wszyscy za nim tęsknią. To jedna z hipotez, którą prasowi komentatorzy i policja tłumaczyli serię samobójstw nastolatków z walijskiego miasta Bridgend. - Wydaje się, że te samobójstwa nie są powiązane - twierdzi z kolei lokalny polityk Carwyn Jones cytowany przez BBC. - Każdy przypadek powinien być zbadany oddzielnie - dodaje. Jego zdaniem teraz należy skupić się przede wszystkim na prewencji. By ofiar nie przybywało.

Bridgend, miasto jak inne

Hrabstwo Bridgend, Południowa Walia. Nieco ponad 130 tys. mieszkańców. Największe miasto: Bridgend - 40 tys. obywateli. "To miasto, jak każde inne" - piszą ludzie z Bridgend na forach internetowych. "Bezrobocie nie jest takie duże, a płace są porównywalne z pensjami w innych częściach kraju" - twierdzą.

Gdy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy do policji z Bridgend zaczęły regularnie docierać zgłoszenia: "młody człowiek, powiesił się" lub - w kilku szczęśliwszych przypadkach - "próba samobójcza", funkcjonariusze doszli do wniosku, że mogą mieć do czynienia z tajemniczym, internetowym "paktem samobójczym". Wszystkie ofiary powiesiły się. Żadna z nich nie miała wyraźnych powodów do odebrania sobie życia, nie zostawiali listów pożegnalnych, ani wyjaśnień. Śledztwo wykazało, że przynajmniej siedmioro zmarłych miało ze sobą kontakt. W świecie rzeczywistym lub wirtualnym.

"Policja ostrzega przed internetowym kultem samobójstw na Bebo" - donosił "The Independent", po tym, jak okazało się, że większość zmarłych to użytkownicy serwisów społecznościowych. W Wielkiej Brytanii Bebo.com jest jednym z najpopularniejszych serwisów tego typu.

Najlepsze, co mnie może spotkać, to praca w Tesco

Pierwszą z siedmiu powiązanych ze sobą ofiar był 18-letni Dale Cole. Jak napisał "The Daily Mail", chłopak był bezrobotny, "palił marihuanę i dużo pił". Zaginął 25 września 2006 r. Jego ciało znaleziono cztery miesiące później w opuszczonym magazynie. Cole się powiesił. Gdy wiadomość o samobójczej śmierci dotarła do znajomych chłopaka, w wielu dzielnicach Bridgend na murach pojawiły się graffiti "R. I. P. Dale" (ang. Rest In Peace, czyli Spoczywaj w Pokoju). Na forach internetowych koledzy wspominali Dale'a, rozmawiali o jego życiu i niespodziewanej śmierci.

Rodzina i policjanci nie mogli zrozumieć: Dlaczego?

- Może po prostu się nudził? - pytali niektórzy.

- Tutaj nie ma co robić, nigdy nie znajdziemy tu przyzwoitej pracy. Najlepsze, na co mogę liczyć to praca w Tesco - powiedział 17-letni Aaron z Bridgend cytowany przez dziennik "The Times". - Dzieci stąd piją alkohol, palą trawę i biorą ecstasy mając 13-14 lat - dodała 16-letnia Danielle.

Magazyn, w którym znaleziono ciało chłopaka, był kiedyś miejscem spotkań towarzyskich. Cole przychodził tam z najlepszym przyjacielem, Davidem Dillingiem. 19-letni David, dla przyjaciół Dai, był bardzo przygnębiony śmiercią kolegi. Powiesił się niedaleko swojego domu w lutym 2007. Sceptycy teorii internetowego "paktu samobójczego" podkreślają fakt, iż alkohol i narkotyki w połączeniu z bezradnością, przygnębieniem i brakiem perspektyw to wystarczające powody, by samobójstwo stało się atrakcyjnym rozwiązaniem.

Tęsknimy za Tobą, Zach

Samobójstwa wstrząsnęły miasteczkiem. Szczególnie mocno przeżył je szkolny znajomy Davida i Dale'a, Thomas Davies. Matka zapytała go po śmierci kolegów: - Nie zrobiłbyś mi tego prawda? Nie zabiłbyś się tak, jak Ci dwaj chłopcy? Według jej relacji, Thomas powiedział: - Nie. Za bardzo Cię kocham, mamusiu.

Kilka dni później jego ciało znaleziono w lesie niedaleko domu. Thomas popełnił samobójstwo 25 lutego, dwa dni przed pogrzebem Davida. - Planował tam iść - twierdzi matka. - Kupił nowy garnitur i wypastował buty.

Kobieta wie, że jej syn miał konto na Bebo. - Na pewno rozmawiał ze znajomymi stamtąd o śmierci Dale'a i Davida. Był tym bardzo poruszony - powiedziała.

Kilka miesięcy później matka Thomasa dowiedziała się o kolejnej tragicznej śmierci. Znajomy jej rodziny, 17-letni Zachary Barnes powiesił się na sznurku do prania, na jednym z osiedli. Nikt nie mógł tego zrozumieć. Zachary miał plany: chciał zostać instruktorem fitness. Po jego śmierci znajomi z serwisu społecznościowego założyli dla niego profil "R.I.P. Zach Barnes". Są na nim informacje o chłopcu: kiedy zmarł i ilu miał braci, jego zdjęcia. Są wspomnienia, wiersze napisane dla niego i sonda: "Jak bardzo tęsknisz za Zachem?", możliwe odpowiedzi: a) 10% b) 30% c) 50% d) 70% e) 100%. Zdecydowana większość wybrała 100%.

Clarky, zaopiekuj się tam Tashą

27 grudnia miasteczko obiegła wiadomość o samobójstwie bliskiego znajomego pierwszej ofiary, Davida Cole'a. 20-letni Liam Clarke był asystentem w sklepie. Dużo czasu spędzał w internecie. Na blogu pisał o sobie "lubiący się bawić". Powiesił się w lokalnym parku. Jemu także stworzono stronę in memorial Profil "R.I.P. Liam Clarke" ma 242 członków, codziennie pojawiają się na nim nowe komentarze. Znajomi piszą do Liama tak często, jakby wciąż żył. Była dziewczyna, życzy mu Szczęśliwego Nowego Roku i opowiada, co działo się na imprezie sylwestrowej. Goście profilu, piszą, że była szczęściarą, bo miała takiego chłopaka, jak Liam. Na stronie jest bogata galeria zdjęć Clarka i załączony teledysk 2Paca. Mały świat Liama tętni życiem.

Kilka dni później po śmierci Clarke'a jego kolega, 27-letni Gareth Morgan został znaleziony w łazience, w rodzinnym domu. Zabił się w taki sam sposób, jak pozostała piątka. Jak powiedziała matka Garetha, mężczyzna nie przejawiał żadnych oznak depresji. Wieczór przed śmiercią był ze znajomymi na imprezie, na której nie wydarzyło się nic niepokojącego. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo.

Równie tajemnicza była śmierć kolejnej ofiary. Macocha 17-letniej Natashy Randall mówiła, że dziewczyna miała wielu przyjaciół, w każdy weekend gdzieś wychodziła. Niedawno zaczęła studia w collage'u. Powiesiła się 17 stycznia 2008 w swojej sypialni. Ojciec i jego żona byli na dole. Jak wspominają, Tasha godzinami siedziała przy komputerze, rozmawiała ze znajomymi z Bebo. Jej nick: Wildchild. Policja odkryła, że Tasha znała Liama Clarka. Gdy popełnił samobójstwo, napisała na jego profilu: "RIP Clarky boy!! gonna miss ya! allways remember the good times! love ya x" (Spoczywaj w pokoju Clarky!!! będę za tobą tęsknić! zawsze będę pamiętać dobre czasy! kocham ). Po jej śmierci, wspólni znajomi pisali na profilu Liama "Proszę, zaopiekuj się Tashą". Randall także dostała pośmiertny profil na Bebo. "R. I. P. Tasha Randall"

Czemu to zrobiłaś, Tasha?

Policja na potrzeby śledztwa zarekwirowała komputer Randlall. Po analizie rozmów w sieci okazało się, że Liam Clark znał kilkoro innych samobójców.

W internecie mówi się ostatnio o modzie na tworzenie pośmiertnych profili. Jeśli użytkownik portalu społecznościowego umiera, znajomi zakładają profile, na których wszyscy wspominają zmarłego. Załączają wspólne zdjęcia, wspominają przyjemne chwile i zalety danej osoby. Policja bada ten wątek. Phillip Walters, koroner Bridgend powiedział dziennikowi "The Daily Mail", że sam przyjrzy się stronom społecznościowym i będzie sprawdzał, czy mają one związek ze wzrastającą liczbą samobójstw młodych ludzi. - Oni mogą myśleć, że posiadanie strony wspomnieniowej (tzw. memorial Web) jest super - powiedział dla "The Times" policjant z Południowej Walii.

Potwierdzają to niektórzy internauci. Po śmierci Natashy Randall na jej koncie pojawiły się setki wpisów. Większość to wspomnienia i wyrazy żalu. Ale zdarzały się też słowa krytyki, które potwierdzają policyjne hipotezy. Cytowana przez "The Times" Chrissie napisała: "R.I.P Like. . . But why?. . . Isit Tru She Wanted More Bebo Views? Hope Your Lookin Down On Your Family & Friends. They Must Be In Peices Because Of Youu. . . No Need Too Do Some-thin Soo Selfish". (Spoczywaj w pokoju . Ale dlaczego? Czy nie jest tak, że chciała mieć więcej odsłon na Bebo? Mam nadzieję, że patrzysz na swoją rodzinę i przyjaciół. Muszą być przez ciebie załamani. Nie trzeba było robić czegoś tak samolubnego). Brytyjskie dzienniki napisały, że konto Natashy usunięto. Jednak profil Bebo "R. I. P. Tasha Randall" działa nadal. Przyjaciele założyli także inną stronę ze wspomnieniami Gonetoosoon. Strona ma mnóstwo wpisów, także od osób, które o Nataszy dowiedziały się z mediów. Wpisują kondolencje lub piszą, że rozumieją, bo kiedyś też bliskie były samobójstwa.

Chcieli zostać docenieni po śmierci, bo brakowało im tego w życiu

Niektórzy specjaliści uważają, że popularność stron wspomnieniowych na portalach i zainteresowanie, jakie wzbudzają u innych internautów mogą mieć szkodliwy wpływ na młodych ludzi. Przynajmniej na niektórych.

Patricia Casey, profesor psychiatrii z University College Dublin uważa, że czasami oglądanie np. w internecie, jak zmarła osoba jest doceniana, jak oddaje jej się hołd, może mieć bardzo zły wpływ na znajomych i przyjaciół samobójcy. - Jeśli nie byli doceniani w ciągu swojego życia, mogą uznać samobójstwo za sposób na zdobycie pochlebstw i uwagi, których brakowało im dotychczas - powiedziała Casey dziennikowi "The Daily Telegraph".

Jak z kolei powiedział David Gunnell, profesor epidemiologii z University of Bristol, badania wykazały, że relacjonowanie samobójstw w mediach ma związek ze wzrostem liczby identycznych śmierci. Ta sama zależność może odnosić się także do dyskusji o samobójstwie na stronach internetowych - uważa Gunnel. - Młodzi ludzie częściej oglądają i czytają informacje na temat samobójstw w internecie, niż w gazetach.... Medium takie jak Bebo, może wpływać na zachowania samobójcze - powiedział profesor cytowany przez dziennik "The Independent".

Ludzie się zabijali nim pojawił się internet

Rodzice młodych ludzi z Bridgend nie wierzą jednak, że portale społecznościowe przyczyniły się do śmierci ich dzieci.

Matka Thomasa Daviesa powiedziała, że jej syn spędzał co noc dwie-trzy godziny przy komputerze. - Ale rozmawiał tylko z ludźmi, których dobrze znał, z przyjaciółmi. W każdej chwili mogłam wejść do jego sypialni, nigdy nie próbował zakryć komputera - zapewnia kobieta.

W związki internetu z samobójstwami wątpią też lokalni mieszkańcy. Paul Stockton, z organizacji charytatywnej "The Samaritans", której celem jest niesienie pomocy ludziom z problemami emocjonalnymi, powiedział, iż jego zdaniem wzrost ilości samobójstw nie ma związku z internetem. - Gdybyśmy prowadzili tę rozmowę 15 lat temu, kiedy byłem nastolatkiem, powiedzielibyśmy: "To wszystko przez telefon"? - argumentuje w rozmowie z radiem BBC.

Podobnego zdania jest pracownik społeczny z Bridgend, z którym rozmawiał dziennikarz "The Times". Przypomniał, że w Brigend samobójstwa młodych ludzi - pozornie bez powodu - zdarzały się jeszcze zanim każdy miał dostęp do sieci. Wskaźnik samobójstw młodych ludzi w Bridgend zawsze był wysoki - potwierdza dziennik.

Katarzyna Fenik, psychoterapeutka z helpline.org.pl również podkreśla, nie można przeceniać wpływu portali społecznościowych na zachowania młodzieży.

- Młodzi ludzie mają taki okres w swoim życiu, szczególnie w wieku dojrzewania, kiedy swoje emocji - na przykład pod wpływem czyjejś opinii - przekształcają w czyn - powiedziała Katarzyna Fenik. - Jednak jakiś kryzys w ich życiu musi występować, żeby oni w ogóle chcieli popełnić samobójstwo. Na pewno nie ma co przeceniać roli tzw. mody - dodała.

Bezradność w Bridgend - kolejna fala samobójstw

Policja odwiedziła 20 rodzin przyjaciół Natashy Randall. Funkcjonariusze ostrzegli rodziców, że powinni szczególnie zwrócić uwagę na swoje dzieci. Uruchomiono specjalną linię telefoniczną. Organizacja "The Samaritans" nagłośniła swoją działalność. By młodzi ludzie wiedzieli, że zawsze będą mogli z kimś porozmawiać, uzyskać pomoc.

Czy zapobiegło to kolejnym samobójstwom? Nie. Osiem dni po śmierci Tashy, jej przyjaciółka Leah Phillips próbowała się zabić. Ojciec i sąsiad uratowali ją w ostatniej chwili. Mniej szczęścia miała Angie Fuller - 19-latka, która mieszkała niedaleko Natashy. Powiesiła się 5 lutego 2008 w swojej sypialni. 14 lutego 15-letni Nathaniel Pritchard, najmłodsza jak dotąd ofiara z Bridgend, zmarł w szpitalu po udanej próbie samobójczej. Dzień później odnaleziono ciało jego 20-letniej kuzynki Kelly Stephenson (tuż przed śmiercią dowiedziała się o samobójstwie Nathaniela). Ostatnia ofiara to 16-letnia Jenna Parry. Jej ciało znaleziono 19 lutego w lesie niedaleko Bridgend.

Niektóre z ostatnich ofiar znały osoby, które popełniły samobójstwo wcześniej. Jednak rodziny i znajomi nie chcą wiązać śmierci ich bliskich z wcześniejszymi samobójstwami. Policja również zapewnia, że choć śledztwo wciąż trwa, nic nie wskazuje na to by ostatnie ofiary były powiązane z poprzednimi i aby profile na serwisach społecznościowych miały bezpośredni związek z serią samobójstw młodych ludzi z Bridgend.

Internetowy profil Nathaniela zapełnił się kondolencjami. Konta Kelly i Jenny są niedostępne dla ludzi spoza grona znajomych.

Zobacz także: Jak chronieni są polscy internauci?