Szpitalne kurioza: laryngolog leczy oczy

W Pile laryngolodzy mają udzielać porad... okulistycznych. Ale to nie koniec kuriozów w służbie zdrowia. Jedyny w Wielkopolsce oddział toksykologii będzie pracował prawdopodobnie tylko 14 dni w miesiącu

1 stycznia weszła w życie ustawa uwzględniającą unijną dyrektywę o czasie pracy. Mówi ona, że lekarz może pracować w tygodniu 48 godzin, chyba, że sam zgodzi się spędzać w pracy więcej czasu. Lekarze chcą pracować dłużej - ale w zamian za solidne podwyżki. Dyrektorzy szpitali nie mają ich z czego dać, bo kontrakty, jakie zawarli z Narodowym Funduszem Zdrowia na pierwszy kwartał tego roku, są jedynie o 2 proc. wyższe niż w roku ubiegłym.

A bomba wciąż tyka

W większości szpitali - mimo negocjacji, które trwały niemal do ostatnich chwili 2007 r. - dyrektorom nie udało się osiągnąć porozumienia z lekarzami. W wielkopolskich lecznicach panuje więc stan zawieszenia.

W praktyce wygląda to tak, że przez najbliższe tygodnie lekarze zgodzili się pracować na starych warunkach. Ale porozumienia tam nie ma i bomba wciąż tyka. - U nas wybuchnie pewnie już w drugiej połowie stycznia, gdy lekarze wyczerpią miesięczny limit czasu pracy - przewiduje Jan Ilkowski, ordynator oddziału neurologii w szpitalu przy ul. Szwajcarskiej w Poznaniu. - Nie wiem, kto wówczas będzie dyżurował. Tym bardziej, że nikt nie prowadzi z nami żadnych negocjacji.

Niepewność panuje też w szpitalu przy ul. Szkolnej. - Negocjacje z lekarzami wciąż trwają. Ale na razie pacjenci przyjmowani są zgodnie z planem - zapewnia rzecznik szpitala Stanisław Rusek.

Siłą rozpędu pracuje też poznańska klinika przy ul. Przybyszewskiego. Jednak i tu lekarze nie podpisali zgody na dłuższy tydzień pracy. - Na razie mamy harmonogram pracy na styczeń. Co będzie dalej, nie wiem - mówi wicedyrektor placówki Stanisław Szczepaniak. I dodaje: - Czekamy na jakieś propozycje ze strony płatnika, a szczególnie na informacje o wysokości kontraktu z NFZ na kolejne kwartały tego roku.

Paraliż oddziału

Formalnie o renegocjację kontraktu wystąpił już do NFZ szpital ginekologiczno-położniczy przy ul. Polnej. - Gdy kontrakt wzrośnie, będą pieniądze na podwyżki. W zamian za nie lekarze zgodzą się na przedłużony czas pracy - informuje Lesław Ciesiółka, rzecznik szpitala. - Ale póki co do połowy stycznia lekarze pracują na normalnie - zapewnia.

Podobna sytuacja jest w szpitalu wojewódzkim przy ul. Lutyckiej. - Na razie pracujemy normalnie, ale porozumienia nie ma - mówi Piotr Śliwiński, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w szpitalu.

Zdaniem Jana Tadeusza Głębockiego, dyrektora wydziału polityki społecznej Urzędu Wojewódzkiego, w szpitalu przy ul. Lutyckiej największym problemem jest neurologia. - Pracuje tam w tej chwili tylko ordynator, jego zastępca i dwóch asystentów - mówi. - W praktyce oznacza to paraliż oddziału.

Dyrektora Głębockiego martwią też doniesienia ze szpitala Raszei: - Tam na jedynym w regionie oddziale toksykologii lekarze zażądali podwyżek do dwóch średnich krajowych, a od drugiego kwartału - do trzech średnich krajowych. Dyrektor szpitala nie ma im z czego zapłacić. W konsekwencji oddział prawdopodobnie pracować będzie tylko 14 dni w miesiącu.

Co ma laryngolog do oka?

Dyrektor Głębocki dodaje, że na razie nie będzie pracował oddział neurologiczny w pilskim szpitalu specjalistycznym.

Kłopoty mogą tam być również z okulistyką. - W razie potrzeby porad okulistycznych udzielać tam będą laryngolodzy - mówi.

Na pytanie, w jaki sposób sobie poradzą, Głębocki odpowiada: - W końcu lekarz jest lekarzem. Laryngolodzy na pewno podołają temu zadaniu.