Niemcy wściekłe na Sikorskiego

To absurdalne i szkodliwe - oburzają się niemieccy politycy na szefa MON Radka Sikorskiego, który porównał budowę gazociągu bałtyckiego do paktu Ribbentrop - Mołotow. Sikorskiego krytykuje też Komisja Europejska
Swego porównania min. Sikorski użył w niedzielę podczas brukselskiego szczytu amerykańskiego-europejskiego. Krytykował budowę przez Rosjan i Niemców gazociągu na dnie Bałtyku. Ponieważ gazociąg połączy obydwa kraje omijając Polskę, kraje nadbałtyckie oraz Białoruś i Ukrainę Warszawa obawia się, że w ten sposób Rosja zyskuje narzędzie pozwalające szantażować sąsiadów zakręceniem kurka w gazociągach lądowych nie czyniąc przy tym szkody Niemcom. Sikorski stwierdził, że "Polska jest szczególnie wrażliwa na punkcie korytarzy i porozumień ponad naszymi głowami". - To była tradycja Locarno, to jest tradycja paktu Ribbentrop - Mołotow. Nie chcemy powtórki - mówił. Powiedział też, że Polska bezskutecznie prosiła kanclerz Angelę Merkel, by wstrzymała inwestycję.

Kilkuset zebranych w hotelu Conrad mu przyklasnęło. - Jeśli jeden członek UE podpisuje tak kluczową umowę bez zgody innych członków to nie dzieje się dobrze - komentował pijąc w stronę Niemiec Andris Piebalgs, łotewski komisarz UE ds. energii.

Z kolei amerykański senator John McCain, jeden z potencjalnych kandydatów w wyborach prezydenckich' 2008 przestrzegał, że "dla Rosjan ropa i gaz oznaczają władzę i sposób na rozszerzenie imperialnych wpływów".

Ale gdy porównanie min. Sikorskiego wyszło poza gmach hotelu zrozumienia już nie było. Piebalgs wyparł się, że krytykował Niemcy i gazociąg.

\- Komisarz powiedział tylko to, że nie podoba mu się sposób zawarcia umowy w sprawie gazociągu. Bo kraje UE muszą w sprawach energetyki mówić jednym głosem. Natomiast sama ideę gazociągu bałtyckiego uważa za słuszną - zapewniał "Gazetę" Ferren Tarradellas Espuny, rzecznik Piebalgsa.

Zirytowana jest też Komisja Europejska choć ta zazwyczaj nie komentuje wypowiedzi przedstawicieli rządów unijnych. W przypadku Sikorskiego postanowiła jednak uczynić wyjątek.

- Wszyscy jesteśmy świadomi, że w Polsce są obawy dotyczące tego gazociągu - powiedział we wtorek główny rzecznik KE Johannes Laitenberger. - Ale użyty język nie jest ani pomocny, ani adekwatny - stwierdził.

Polskie źródła "Gazety" twierdzą, że za tą krytyką stoją Niemcy, którzy mieli naciskać Brukselę by potępiła Sikorskiego. Niemcy zaprzeczają, ale nawiązaniami do Hitlera poczuli urażeni.

- Minister prowadzi niebywałą polemikę. Ten rodzaj absurdalnych porównań szkodzi stosunkom polsko niemieckim - oburzał się na łamach "Bilda" Ruprecht Polenz, szef komisji ds. zagranicznych w Bundestagu. Zaś Hans Ulrich Klose, z SPD zaapelował do premiera Marcinkiewicza by przywołał Sikorskiego do porządku. Premier stoi jednak za szefem MON murem.

"Republika Weimarska, reżim Hitlera i dzisiejsza Republika Federalna - to wszystko to samo. Niemcy pozostały Niemcami - tak najwyraźniej min. Sikorski widzi historię" czytamy w komentarzu redakcyjnym "Berliner Zeitung".

W Niemczech irytacja jest tym większa bo od kilku miesięcy kanclerz Merkel usiłuje polubownie rozwiązać sprawę gazociągu. W tej sprawie rządy Polski i Niemiec powołały nawet grupę roboczą. - Podczas tych prac narodził się pomysł połączenia niemieckiej końcówki gazociągu bałtyckiego z polskim systemem energetycznym, tak by Rosja nie mogła odciąć Polski od dostaw. Tyle, że Warszawa w ogóle nie interesuje się jej pracami - słyszy się w kręgach niemieckiej dyplomacji.

- To co się stało w Brukseli jest tak absurdalne, że dla dobra stosunków polsko-niemieckich wolałbym o sprawie zapomnieć. Polaków proszę o poważny udział w rozmowach dotyczących gazociągu - apeluje Markus Meckel, wiceszef komisji ds. zagranicznych w Bundestagu z ramienia SPD