Łukaszenka u migrantów na granicy: Nie możemy rozpętać wojny, aby przebić korytarz

Niezapowiedziana wizyty białoruskiego dyktatora na granicy. Alaksandr Łukaszenka przyjechał w piątek do centrum logistycznego w Bruzach. Reżim rozmieścił tam tymczasowo ponad 2 tys. migrantów.

To była pokazowa wizytacja, do jakiej zdążył nas już przyzwyczaić białoruski dyktator. Na granicę Aleksandr Łukaszenka wyjechał o 9 rano - donosi Bielsat.eu. Dyktator poleciał tam śmigłowcem. Przed halą centrum logistycznego w Bruzgach na Łukaszenkę czekały tłumy migrantów. Jak podkreślają cytowani przez portal dziennikarze, zwykle nie mogą oni swobodnie wychodzić na zewnątrz. Po przywitaniu dyktator wszedł do środka. Obejrzał m.in. miejsce wydawanie posiłków. Porozmawiał z przedstawicielami Białoruskiego Czerwonego Krzyża, omówił też kwestie bezpieczeństwa przeciwpożarowego.

Przeczytaj więcej informacji o kryzysie na granicy na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo 2 tysiące migrantów w białoruskim magazynie. Wielu dzieciom zabrakło miejsca. "Jest za zimno..."

Łukaszenka: Ludzie z tamtej strony oszaleli

Głównym punktem programu było przemówienie białoruskiego przywódcy, tłumaczone na arabski. Łukaszenka odniósł się do sytuacji, w której znaleźli się migranci. 

Macie jeden, duży, wspólny problem: właśnie wpadliście w tarapaty. Jestem pewien, że to chwilowe

- powiedział do zebranych. Nie zabrakło też mocnych deklaracji. 

My, Białorusini, w tym także ja, będziemy robić wszystko, czego sobie zażyczycie. Nawet jeśli będzie to złe dla Polaków, Łotyszy i jeszcze tam kogoś

- przekonywał zebranych. Łukaszenka zapewnił też zgromadzonych, że Mińsk nie uprawie polityki kosztem migrantów. Odrzucił stanowczo oskarżenie UE o to, że Białoruś prowadzi wojnę hybrydową. Wystąpił też z "apelem do narodów Niemiec i Polski".

Rozumiecie przecież, że my nie możemy rozpętać wojny, aby przebić korytarz z Polski do Niemiec. Ludzie z tamtej strony oszaleli

- mówił białoruski dyktator. Przypomniał też, że już ok. tysiąca chętnych ewakuowano do ojczyzny, chociaż zapewnił przy tym, że "przymusowej deportacji" nie będzie.

Wizytę skomentował na Twitterze Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych. "Dziś u migrantów skupionych w Magazynach Bremino w Bruzgach propagandowe spotkanie z A. Łukaszenką. Dyktator cynicznie zachęcał migrantów do atakowania granicy Polski i parcia na Zachód, choć wie, że dostanie się do RP w ten sposób, jest niemożliwe" - napisał.

Loty z Mińska. W piątek i sobotę kolejne rejsy

W ostatnich dniach do ojczyzny wróciło już ponad tysiąc migrantów. Dwa loty repatriacyjne odbyły się w nocy z czwartku na piątek. Zapowiadano, że miały one przyjąć ok. 600 pasażerów. Przed tygodniem w pierwszym locie na pokładzie znajdowało się 431 osób. Samolot najpierw wylądował w Irbilu, stolicy irackiego Kurdystanu, gdzie wysiadła większość pasażerów, a potem w Bagdadzie. Dwa kolejne loty linii Iraqi Airways, którymi migranci z Białorusi mogą wrócić Iraku, odbędą się w piątek i w sobotę. Obydwie maszyny to Boeingi 747-700, mogące zabrać po 420 pasażerów.

Alaksandr ŁukaszenkaŁukaszenka w BBC: Służby mogły pomagać migrantom w przedostaniu się do Polski

Stan wyjątkowy na granicy

Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni.

 Do połowy przyszłego roku na granicy z Białorusią ma stanąć stalowy płot zwieńczony drutem kolczastym i wzbogacony o urządzenia elektroniczne. Zapora o długości 180 km i 5,5 m wysokości powstanie na Podlasiu. Wzdłuż granicy zamontowane będą czujniki ruchu, kamery dzienne i nocne. Na Lubelszczyźnie naturalną zaporą jest rzeka Bug.

Więcej o: