WIG20 w dół, "spółką dnia był bez wątpienia PKO BP"

W środę popołudniu na GPW główne indeksy notowały niewielkie spadki, choć dzień rozpoczynały na plusie. Zdaniem analityków, podtrzymywanie ostatnich zysków może być dla warszawskich indeksów coraz trudniejsze.

Początek dzisiejszej sesji to neutralizowanie wczorajszego fixingu, czyli likwidowanie 1-procentowej sztucznej zwyżki. Po pierwszych taktach sprzedający szybko doszli do głosu i korzystali z wyższych cen. Osłabienie było silnie skorelowanie z zachowaniem europejskich indeksów, więc szybko WIG20 notował już 2 procentowy spadek - napisał w komentarzy do sesji Paweł Cymcyk, analityk A-Z Finanse.

W tym momencie najlepiej radził sobie KGHM, który trzymał się blisko zera dzięki drożejącej miedzi. Najgorzej radziły sobie media i IT. Technologiczna spółka ASSECO Poland traciła 5 procent. Spadki jednak trwały długo. Poziom 1800 punków, choć bez żadnego konkretnego znaczenia technicznego ponownie posłużył bykom za punkt obrony, przy którym przybyło chętnych do kupna. Po ich ataku główny indeks ugrzązł w stabilizacji na pół procentowym minusie.

Spółką dnia był bez wątpienia PKO BP, który przez większą część sesji rósł ponad 2 procent po informacjach, że przymierza się do zakupu polskiego oddziału grupy AIG. Taka mini-fuzja spowodowałaby, że bank PKO ponownie byłby największym polskim bankiem. Wydarzenia tak zelektryzowały graczy, że spółka notowała największe obroty na rynku. Właściciela zmieniły akcje za ponad 300 milionów złotych, czyli ponad 25 procent całego giełdowego obrotu. Po skali zaangażowania można sądzić, że chęć posiadania akcji banku pojawiła się u większych podmiotów - dodaje analityk.

Stabilizacji nie mogły dziś zakłócić dane makro, bo żadne istotne nie były publikowane. Informacja o ilości wniosków o kredyt hipoteczny w Stanach nie wywołała nawet drgnięcia mimo, że po raz kolejny okazały się słabe, bo spadkowe. Kiedy wydawało się, że w uspokojeniu rynek dotrwa do końca niespodziewanie pojawiła się duża podaż. Zepchnęło to WIG20 ponownie w okolice 1800 punktów, gdzie zalazł się fixingowy popyt, co zmniejszyło skalę spadku do nic nieznaczących 0,6 procenta.

Pomogła odrobinę sytuacja w Stanach, gdzie od początku dominuje dziś kolor zielony, ale doświadczeni gracze zdążyli się już przyzwyczaić, że najważniejsze jest nie pierwsze, ale ostatnie 30 minut. Wczoraj w górę, a dziś w dół i w konsekwencji rynek trzyma ten sam poziom od dwóch tygodni. Potwierdza to obowiązujący trend boczny i brak pomysłu na dalszy rozwój wydarzeń. Czekamy na wyraźniejsze sygnały - konkluduje akspert A-Z Finanse.