Ewa Milewicz: Komisja ma jeden cel - zmienić ordynację

- To co zdarzyło się dziś nie jest niczym zaskakującym. Od wczoraj był wiadomo, że komisja zmieni przewodniczącego, że sfrunie tam desant 30 dodatkowych posłów, z których 18 będzie prokoalicyjnych. Wtedy komisja będzie mogła wszystko zrobić. Tak naprawdę chodzi o jedną rzecz - żeby uchwalić zmiany w ordynacji samorządowej jeszcze przed jesiennymi wyborami - komentowała w Radio TOK FM Ewa Milewicz z "Gazety Wyborczej".

- Moim zdaniem te zmiany są korzystne dla PiS-u, ale skoro LPR i Samoobrona je popierają, to może uważają, że też coś na tym ugrają, choć nie sądzę. Ordynacja jest korzystna dla dużej partii, która się zblokuje z jakimiś mniejszymi komitetami. Bo jeśli partie przed wyborami zgłoszą do komisji wyborczej, że chcą być wspólnie liczone, to wtedy nie przepadają im głosy. Normalnie gdy jakiś "niezblokowany" komitet w danym powiecie dostanie mniej niż 5 proc. głosów, to nie dostanie żadnego mandatu - tak jest zapisane w ordynacji. PiS chce zrobić wyjątek dla partii, które się zgrupują. Wtedy, jeśli w danym powiecie startuje np. PiS, LPR i Samoobrona i LPR dostanie 4,99 proc., to te głosy nie przepadną. A ponieważ system przydziału mandatów d'Hondta uprzywilejowuje większe ugrupowania, to skorzysta na tym PiS.

Andrzej Lepper w pewnym momencie kalkulował, że taka zmiana może nie być korzystna dla Samoobrony. Wypowiadał się nawet publicznie, że nie wiadomo czy ją poprze. Można więc przypuszczać, że doszło do jakichś targów. Może Lepper i Giertych zgodzili się poprzeć zmiany np. za realizację jakiejś ustawy - mówiła Milewicz rozmowie z Anną Laszuk w ''Komentarzach Radia TOK FM".