Czy mariaż Renault z GM będzie opłacalny?

Chociaż rada nadzorcza General Motors zgodziła się rozpocząć rozmowy z Renault i Nissanem w sprawie ewentualnego połączenia sił, perspektywę ?mariażu we troje? przesłania coraz więcej znaków zapytania

Prezes General Motors Rock Wagoner będzie odpowiedzialny za ocenę korzyści wynikających z połączenia się z Renault-Nissanem - zadecydowała w piątek wieczorem rada nadzorcza koncernu General Motors. W ten sposób dała zarządowi firmy zielone światło do rozpoczęcia wstępnych rozmów z francusko-japońskim tandemem.

Decyzja rady nadzorczej - notabene powszechnie spodziewana - wcale jednak nie oznacza, że wkrótce na światowym rynku motoryzacyjnym pojawi się nowy, potężny gracz produkujący łącznie ok. 15 mln samochodów rocznie.

Coraz więcej analityków zastanawia się bowiem, czy taki "mariaż we troje" ma w ogóle sens. Szczególnie wątpliwe są krótkoterminowe korzyści dla wszystkich firm. - Nie bardzo widzę, w jaki sposób koncerny mogłyby zyskać cokolwiek w ciągu pierwszych 18-24 miesięcy - stwierdza Mike Robinet, analityk biura CSM Worldwide cytowany przez AFP.

Dla wszystkich firm pierwszą przeszkodą, która utrudni czerpanie korzyści z połączenia, byłaby wewnętrzna konkurencja. O ile Nissan i Renault uzupełniają się bardzo dobrze, ponieważ produkują modele samochodów, które nie są dla siebie bezpośrednią konkurencją, o tyle w przypadku General Motors jest dokładnie na odwrót. Zwłaszcza w Europie, w której Opel (ta marka jest częścią koncernu GM) od lat rywalizuje z Renault o trzecie miejsce w rankingu europejskich producentów. Na razie Opel wyprzedza Renault. Po połączeniu sił wielki koncern Renault-Nissan-GM musiałby podjąć bolesną decyzję o zakończeniu produkcji niektórych modeli. Przykładowo: firmy musiałby się zastanowić, czy w świetle sukcesów minivana Renault Scenic jego konkurent minivan Opel Zafira byłby nadal produkowany. A to akurat ma gigantyczne znaczenie dla Polski, bo Zafira jest produkowana także w zakładach Opla w Gliwicach.

Drugą przeszkodą na drodze do ewentualnego sojuszu są kłopoty wewnętrzne w poszczególnych firmach. Renault jest w trakcie restrukturyzacji. Jednocześnie traci rynek na skutek starzenia się produkowanych modeli. W porównaniu do analogicznego okresu ub.r. firma z Billancourt odnotowała w Europie sprzedaż niższą o 7,6 proc. Tak samo General Motors: koncern zmaga się z wielomiliardowymi zobowiązaniami emerytalnymi dla zwolnionych pracowników, musi zamykać fabryki, a na domiar złego w czerwcu bieżącego roku odnotował 26-proc. spadek sprzedaży.

- Tylko w dużo dłuższej perspektywie sojusz GM-Renault-Nissan mógłby generować zyski, głównie dzięki stworzeniu polityki wspólnych zakupów - uważa Himanshu Patel, analityk banku inwestycyjnego JP Morgan. - Powinni przestudiować propozycje połączenia, ale w końcowym rozrachunku jakoś nie spodziewam się, żeby mogli się połączyć - dodaje Dennis Virag z firmy Automotive Consulting.