ABW zapomniała sprawdzić prezesa PGNiG?

Prokuratura postawiła zarzuty prezesowi Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Bogusławowi Marcowi w związku z jego wcześniejszą pracą w branży stoczniowej. Jak ustaliła "Gazeta", śledztwo w tej sprawie od roku prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dlaczego ABW nie ostrzegła przed ryzykiem skandalu?

Prokuratura postawiła na początku czerwca zarzuty prezesowi Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Bogusławowi Marcowi w związku z jego wcześniejszą pracą w branży stoczniowej. Ale śledztwo w tej sprawie już od roku prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego - ustaliła "Gazeta". Dlaczego więc ABW nie ostrzegła przed ryzykiem skandalu?

Skandal wybuchł w sobotę, gdy "Dziennik" ogłosił, że prokuratura w Szczecinie postawiła prezesowi PGNiG zarzuty działania na niekorzyść Stoczni Remontowej "Gryfia", którą kierował w latach 2003-04. Marzec oddał się do dyspozycji rady nadzorczej gazowego monopolisty.

Według "Dziennika" Marca na stanowisko szefa PGNiG rekomendował minister gospodarki Piotr Woźniak, chociaż wiedział, że może on mieć kłopoty z powodu śledztwa w sprawie stoczni. Wczoraj na konferencji prasowej Woźniak zaprzeczał, by miał wpływ na wybór szefa koncernu. Przypomniał, że Bogusław Marzec wygrał pod koniec kwietnia konkurs na prezesa PGNiG organizowany przez radę nadzorczą spółki. Woźniak twierdzi, że o ryzyku postawienia zarzutów Marcowi dowiedział się dopiero miesiąc po jego nominacji. - Na przełomie maja i czerwca dostałem ustną informację na temat toczącego się śledztwa w sprawie nieprawidłowości w stoczni Gryfia wobec byłego zarządu tej firmy - powiedział wczoraj Woźniak. Nie ujawnił, od kogo dostał tę informację. Dodał, że 6 lub 7 czerwca Marzec poinformował go, że przedstawiono mu zarzuty.

Jak to się stało, że po kilku tygodniach urzędowania przyszłość szefa jednej z największych firm w Polsce staje pod znakiem zapytania z powodu zarzutów prokuratorskich? Od kandydatów na prezesa PGNiG wymagano przecież aktualnego poświadczenia bezpieczeństwa upoważniającego do dostępu do informacji niejawnych oznaczonych klauzulą "tajne" (chodzi o tajemnice państwowe). Osoby starające się o takie poświadczenie muszą podać, czy wiedzą o toczących się wobec nich postępowaniach o ukaranie za przestępstwo. W PGNiG dowiedzieliśmy się, że Marzec miał poświadczenie ważne do 2008 r. Musiało być więc wydane w 2001 r., bo poświadczenia dostępu do informacji "tajnych" są ważne siedem lat.

Dopiero w poprzedni poniedziałek, 12 czerwca, rada gazowego koncernu pozbawiła szefa firmy dostępu do informacji niejawnych, bo otrzymała zawiadomienie z ABW, że wszczęto wobec niego kontrolne postępowanie sprawdzające. Prowadzi się je wobec osoby posiadającej poświadczenie bezpieczeństwa, gdy ujawnione zostaną "nowe fakty wskazujące, że nie daje ona rękojmi zachowania tajemnicy".

Z naszych informacji wynika, że ABW powinna była wiedzieć o ryzyku skandalu w PGNiG. "Gazeta" ustaliła, że śledztwo w sprawie Gryfii wszczęto już wiosną zeszłego roku, a prowadziła je pod nadzorem prokuratury delegatura ABW w Szczecinie. Czy zatem Agencja nie uprzedzała rządu lub rady PGNiG o ryzyku postawienia zarzutów kandydatowi na prezesa? Biuro prasowe ABW odmówiło nam odpowiedzi.

Zdaniem Woźniaka wyjaśnieniem przepływu informacji między ABW i rządem w tej sprawie powinien się zająć minister koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann. Nie udało nam się wczoraj porozmawiać z Wassermannem, bo był za granicą. Natomiast jego rzecznik Krzysztof Łapiński powiedział nam: - Procedury są takie, że Agencja sprawdza kandydatów do zarządów spółek takich jak PGNiG.

Jak było w tym przypadku? Kto kogo informował i kiedy - będzie można ustalić dopiero w środę.

W czwartek rada gazowego koncernu zdecyduje, czy Bogusław Marzec zachowa stanowisko prezesa. Minister Woźniak nie chciał ujawnić swojego zdania w tej sprawie. Powiedział jednak: - Rada musi wyważyć interes spółki i jej wizerunek medialny. Naczelnym dobrem jest interes spółki.