Zarzuty wobec szefa PGNiG

W sobotę prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Bogusław Marzec oddał się do dyspozycji wyznaczanej przez rząd rady nadzorczej spółki. Zdecydował się na to po ogłoszeniu zarzutów związanych z jego wcześniejszą działalnością w branży stoczniowej.

Co szef PGNiG robił w stoczni Gryfia?

Marzec jest szefem PGNiG od końca kwietnia. W ostatni poniedziałek rada nadzorcza postanowiła odebrać mu dostęp do informacji niejawnych w spółce - otrzymała zawiadomienie, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi wobec prezesa "kontrolne postępowanie sprawdzające" (ABW nie podała, w jakiej sprawie). Bez dostępu do informacji niejawnych w zasadzie nie można kierować PGNiG, więc Marzec udał się na urlop.

W sobotę "Dziennik" ogłosił, że szczecińska prokuratura postawiła Marcowi zarzuty działania na niekorzyść szczecińskiej Stoczni Remontowej "Gryfia", którą kierował od 2003 do połowy 2004 r. Po tej publikacji prezes "oddał się do dyspozycji rady nadzorczej" PGNiG.

Jak się dowiedzieliśmy, zarzuty postawiono mu w maju, wkrótce po objęciu stanowiska szefa gazowego koncernu. - Zarzucamy mu działanie na szkodę kierowanej przez niego firmy - mówi prok. Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. - Trzy zarzuty dotyczą sprzedaży dwóch statków i ośrodka wypoczynkowego w Karpaczu. Nie zdradzamy szczegółów śledztwa. Pan M. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień przed prokuratorem.

Pozostanie na wolności kosztowało go 40 tys. zł - takiego poręczenia majątkowego zażądała szczecińska prokuratura.

Jak powiedział "Gazecie" Wojciech Mikołajuk, zastępca szefa wydziału postępowań karnych Delegatury ABW w Szczecinie, do Agencji docierały informacje o nieprawidłowościach przy sprzedaży statków.

Według jednego z naszych rozmówców zaangażowanego w śledztwo chodziło o to, że przy sprzedaży i remoncie statków stocznia miała zaniżać wystawiane rachunki w zamian za "prowizje", które trafiały do prywatnych kieszeni. Jednak w śledztwie dotychczas nie znaleziono na to dowodów.

Natomiast zaniżenie wartości ośrodka wypoczynkowego w Karpaczu zarzucili Marcowi inspektorzy NIK, którzy kontrolowali Gryfię w drugiej połowie 2004 r. Wiosną 2005 r. NIK skierowała w tej sprawie zawiadomienie o przestępstwie, które było podstawą do śledztwa ABW i prokuratury.

Według NIK Marzec sprzedał spółce Wulkan, której udziałowcami były m.in. zakładowe organizacje związkowe, atrakcyjny ośrodek wypoczynkowy w Karpaczu za niespełna jedną trzecią jego wartości. Na papierze ośrodek kosztował Wulkan ok. 340 tys. zł. Ale Gryfia zrefundowała Wulkanowi 200 tys. zł za - rzekome zdaniem NIK - koszty remontu, jakie spółka poniosła, będąc wcześniej dzierżawcą ośrodka. Faktycznie ośrodek sprzedano według NIK za 136 480 zł. Tymczasem zdaniem biegłych szacunkowa wartość obiektu wynosiła wtedy 482 tys. zł. To nie wszystko - Wulkan otrzymał wyposażenie ośrodka bez dodatkowej zapłaty.

Z Bogusławem Marcem nie udało nam się skontaktować. Jest jednak znamienne, że nie podał się do dymisji, lecz oddał do dyspozycji rady nadzorczej gazowego koncernu. Można to zinterpretować jako gest odrzucenia zarzutów.

Zamieszanie wokół prezesa PGNiG zaskakuje, bo warunkiem ubiegania się w konkursie o to stanowisko było posiadanie aktualnego zezwolenia na dostęp do dokumentów oznaczanych jako "tajemnica państwowa". Nie wiadomo, dlaczego dopiero ostatnio ABW zgłosiło wątpliwości wobec Bogusława Marca, skoro już od roku prowadziło śledztwo w sprawie, w którą miał być zamieszany. Marzec już przed objęciem funkcji prezesa PGNiG miał dostęp do tajemnic państwowych w tym koncernie jako wiceprezes ds. finansowo-ekonomicznych.

Wiceprezesem PGNiG ds. finansowych Marzec był już na przełomie 2000 i 2001 r. Potem wrócił do branży stoczniowej, z którą był związany przed pracą w gazowym koncernie.