Burzliwe negocjacje górników z rządem

Negocjacje górniczych związków zawodowych z rządem w sprawie wypłaty zysków miały być spokojne i merytoryczne. Nieoczekiwanie jednak skończyło się na totalnej awanturze.

Negocjacje miały rozpocząć się wczoraj punktualnie o godz. 12, ale wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz spóźnił się kilkanaście minut. Gdy wszedł na salę, podtrzymał wcześniejszą propozycję rządu - 130 mln zł dla górników do podziału. To o 30 mln zł więcej niż proponował kilka dni temu rząd, ale wciąż mniej niż chcieli związkowcy, którzy domagali się 180 mln zł.

Po przedstawieniu propozycji rządu wiceminister Poncyljusz wyszedł z sali obrad. Tłumaczył, że nie chciał prowokować swoją obecnością związkowców. Ci bowiem nie chcieli w ogóle z nim negocjować, zarzucając mu arogancję i niekompetencję. Ostatecznie zgodzili się na spotkanie po mediacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w poniedziałek wieczorem przekonał związkowców, by przyjechali do Warszawy na rozmowy.

Około godz. 15 wśród związkowców nastąpił rozłam. "Sierpień 80", jeden z najbardziej radykalnych związków zawodowych działających w górnictwie, postawił ultimatum: rząd powinien zgodzić się na propozycje związkowe do godz. 17.

Część działaczy "S80" została nawet w Katowicach, by pilnować przygotowań do zapowiedzianej na środę manifestacji w stolicy. Jednym z nich był Bogusław Ziętek, szef "Sierpnia 80", który do Warszawy wysłał swoich zastępców. - Zdemobilizować możemy się w ciągu pięciu minut, ale zebrać kilka tysięcy górników nie jest już tak łatwo - tłumaczył Ziętek.

Minister Poncyljusz wrócił na salę, by zastanowić się, co robić dalej. Podtrzymał jednak stanowisko rządu - 130 mln zł. Potem pojechał na konsultacje do prezydenta, by naradzić się, jak wyjść z kryzysu.

Atmosfera z minuty na minutę robiła się coraz bardziej nerwowa. Wieczorem - gdy rozmowy zaczęły się przeciągać - część związkowców nie paliła się już tak do najazdu na stolicę. Pojawiły się nawet głosy, by przełożyć manifestację.

- Nie powinniśmy w ogóle przyjeżdżać, skoro minister Poncyljusz nie chce pójść na kompromis. Teraz mamy tylko problemy logistyczne, bo trudno przygotować manifestację, gdy jesteśmy w Warszawie zamiast na Śląsku - narzekał Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. Nie chciał komentować ultimatum "Sierpnia 80".

Górnicy domagają się wypłaty dywidendy, bo w 2005 roku spółki węglowe drugi rok z rzędu wypracowały zysk. Kompania Węglowa, największa górnicza firma w Europie, zarobiła na czysto 261 mln zł, Katowicki Holding Węglowy - 80 mln, a Jastrzębska Spółka Węglowa - 800 mln zł. Związkowcy chcą po 2,5 tys. zł dla pracowników JSW i po 1000 zł dla górników z pozostałych spółek. Rząd początkowo w ogóle nie chciał zgodzić się na wypłatę zysków, argumentując, że lepiej przeznaczyć te pieniądze na inwestycje. Ostatecznie zaproponował ok. 1800 zł dla każdego pracownika JSW i po 700 zł dla górników z KW i KHW.