Gazprom szykuje kryzys gospodarczy dla Białorusi

Gazprom oficjalnie potwierdził, że od przyszłego roku chce pięciokrotnie podnieść cenę gazu dla Białorusi. Zdaniem rosyjskich ekspertów doprowadzi to do krachu białoruskiej gospodarki.

Według dziennika "Kommiersant" wiceprezes Gazpromu Aleksander Riazanow stwierdził, że "skierował do Białorusi oficjalny kontrakt na przyszły rok, który przewiduje wyjściową cenę 200 dol. plus formuła ceny". Owa formuła ma się wiązać z ceną produktów naftowych w UE z sześciu miesięcy przed podpisaniem kontraktu. To znaczy, że ostateczna cena rosyjskiego gazu dla Białorusi wyniosłaby ponad 200 dol. za 1000 m sześc.

Od 2004 r. Białoruś płaci 46,7 dol. za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu, nieco więcej niż klienci w Rosji.

Co oznaczałaby tak drastyczna podwyżka? Zdaniem ekspertów, na których powołuje się "Kommiersant", nawet połowa białoruskich firm będzie nierentowna, inflacja skoczy do 18 proc., a deficyt budżetu państwa wyniesie 6 do 8 proc.

Podobnym scenariuszem Mińsk straszył pod koniec zeszłego roku Ukrainę, kiedy Moskwa żądała od Kijowa prawie sześciokrotnie wyższej zapłaty za gaz. Wtedy Białoruś chełpiła się dobrymi stosunkami z Rosją. Jednak tuż po wyborze prezydenta Aleksandra Łukaszenki na kolejną kadencję Gazprom zażądał od Białorusi przejścia od 2007 r. na "europejskie" ceny gazu. Najpierw było to 147 dol., potem 200 dol., teraz jeszcze więcej.

W czwartek Łukaszenko wykluczył, by Białoruś miała wejść w skład Federacji Rosyjskiej. W maju rosyjska prasa informowała, że utworzenie wspólnego państwa na warunkach Moskwy to warunek, od którego Putin uzależnia kontynuację dostaw surowców dla Białorusi po cenach dla rosyjskich klientów.

Część analityków uważa, że gazowe ultimatum Rosji wobec Białorusi to demonstracja, która ma skłonić do ustępstw sąsiednią Ukrainę. Gazprom nie zrezygnował z planów przejęcia ukraińskich gazociągów, którymi płynie 80 proc. rosyjskiego gazu eksportowanego na Zachód. Od kilku tygodni Gazprom grozi Ukrainie kolejnymi podwyżkami. Kilka dni temu zaczął też straszyć Europę, że najbliższej zimy czekają ją problemy, bo Ukraina nie magazynuje dość gazu, aby zapewnić tranzyt na Zachód. Wiceminister energetyki Ukrainy Jurij Prodan zaprzecza tym rewelacjom.