Uzdrowiska leczone usuwaniem prezesów

Resort skarbu zarządził gwałtowną kurację uzdrowiskom. W ciągu kilku dni odwołał sześciu prezesów spółek. Faksem

Faksy przychodziły późnym popołudniem już po godzinach pracy. Trzy w Wielki Piątek.

- Pomagały w religijnym skupieniu - ironizuje jeden z odwołanych prezesów. Dwa dotarły do adresatów 19 kwietnia. Jeden 20. Kolejne dymisje są podobno w drodze.

Informacja była krótka: Odbyło się nadzwyczajne walne zgromadzenie spółki. Jedynym punktem programu jest zmiana w składzie zarządu. Proszę się zgłosić do kancelarii notarialnej przy ulicy Długiej w Warszawie po odbiór decyzji.

- Koledzy zaczęli dzwonić do ministerstwa z pytaniem, o co chodzi. Każdy usłyszał: Jest pan zwolniony.

Ministerstwo odwołało szefów uzdrowisk w Inowrocławiu, Iwoniczu, Rabce, Krynicy- Żegiestów, Szczawnie i Lądku-Długopole. W sumie w sześciu z 26 spółek należących do skarbu państwa.

Czemu?

- Nie wiadomo. Wszystkie radziły sobie nieźle - twierdzi odwołany prezes. - Normalnie zarządy odwołują rady nadzorcze. A te miały się dopiero zbierać. Totalne zaskoczenie.

Prezesów powołanych na stanowiska w drodze konkursów szczególnie oburzyła forma wręczenia wymówienia. - Faksem? Jak można odwołać kogoś faksem! - pytają zdziwieni.

Zdaniem prezesów miotłą, która ich usunęła ze stanowisk, sterował Paweł Piotrowski, wiceminister skarbu państwa. Jeszcze niedawno był on dyrektorem w Stowarzyszeniu Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce, lobby zagranicznych firm farmaceutycznych.

- Szykuje miejsce dla kolegów z PiS - twierdzi środowisko uzdrowiskowe.

Pod nadzorem Piotrowskiego w resorcie skarbu powstaje plan kuracji uzdrowisk (pisał o nim niedawno "Puls Biznesu"). Uzdrowiska zostały w nim podzielone na trzy grupy. Pierwsza to dziewięć uzdrowisk uznanych za dziedzictwo narodowe np. Ciechocinek i Polanica Zdrój. Tych ministerstwo nie chce sprzedawać za żadne skarby.

Osiem uzdrowisk, m.in. z wodami leczniczymi, zostanie połączonych w jedną firmę. Taki kolos trafiłby następnie na giełdę.

Z kolei pięć kurortów, np. Kamień Pomorski oraz Zespół Uzdrowisk Krakowskich, resort chce sprzedać inwestorom prywatnym.

Branża uzdrowiskowa, słysząc o planach ministerstwa, krzywi się niemiłosiernie, wytykając, że podobne rewolucyjne kuracje chciał już uzdrowiskom fundować najpierw rząd Jerzego Buzka, później Leszka Millera i Marka Belki.

Bez skutku. Jedynym do tej pory sprywatyzowanym uzdrowiskiem jest Nałęczów, gdzie 85 proc. akcji sprzedano firmie East Springs International z Amsterdamu.

- Łączenie słabych uzdrowisk z tymi w dobrej kondycji nic nie załatwi - twierdzi branża. Najsłabsze ośrodki mogą tego w ogóle nie dożyć.

Powód? Narodowy Fundusz Zdrowia na uzdrowiska wydaje z roku na rok coraz mniej. Obecnie 350 mln zł rocznie. Z tego 26 spółek skarbu państwa dostaje 180 mln. zł. Starcza to mniej więcej na 60-70 proc. potrzeb. Resztę kurorty załatwiają na własną rękę.

Efekt? Na miejsce w uzdrowisku za pieniądze NFZ przeciętny rodak czeka nawet dwa lata.

Mimo trudności większość placówek przynosi niewielkie zyski. Brakuje im jednak pieniędzy na inwestycje. Średnio każdy kurort potrzebuje od kilku do kilkudziesięciu milionów. A bez nich ośrodki będą powoli niszczeć.

Ministerstwo Skarbu nie odpowiedziało na pytania "Gazety" o powody czystek w uzdrowiskach.