Kod DNA zabezpieczy kolej przed kradzieżą?

Z powodu kradzieży metalowych elementów kolejowych spółka PKP Polskie Linie Kolejowe w Wielkopolsce straciła w 2005 roku 700 tys. zł. Złodzieje zabierają prawie wszystko, co jest z metalu. Kolejarze postanowili więc wydać im wojnę. Nowoczesną wojnę.

Z powodu kradzieży metalowych elementów kolejowych spółka PKP Polskie Linie Kolejowe w samej tylko Wielkopolsce straciła w 2005 roku 700 tys. zł. Złodzieje zabierają prawie wszystko, co jest z metalu: pokrywy napędu zwrotnic, elektromagnesy samoczynnego hamowania pociągu, linki, tarcze manewrowe, ciężary napinające sieć trakcyjną, złącza szynowe, a nawet szyny i całe rogatki! Największą popularnością cieszą się elementy żeliwne i miedziane, bo w nielegalnych punktach skupu złomu można za nie dostać najwięcej. Kolejarze dotychczas próbowali sobie radzić z plagą kradzieży, zamieniając miedź na mniej atrakcyjne dla złodziei aluminium, a w akcie desperacji - spawając np. ciężarki. Jednak to nie pomagało. W 2003 roku w Wielkopolsce kolejarze stracili na kradzieżach 746 tys. zł, rok później rekordową sumę 892 tys.

- Tu nie chodzi nawet o straty finansowe, ale o bezpieczeństwo. Kiedy nie zadziała ukradziony system hamowania, może dojść do tragedii - mówi Bogdan Nowicki, zastępca dyrektora ds. technicznych PKP PLK w Poznaniu.

Kolejarze postanowili wydać wojnę złodziejom. Nowoczesną wojnę. Zaczęli oznaczać metalowe elementy - jak to nazwali - kodem DNA. Na przełomie października i listopada pilotażowo znakowali na Górnym Śląsku i w Szczecinie. Akcja przyniosła zaskakujące efekty: liczba kradzieży spadła o 30 proc., a w niektórych miejscach nawet o 70 proc. Na dodatek padła większość nielegalnych punktów skupu. - W Wielkopolsce może to przynieść jeszcze większe korzyści, bo jest tu mniej nielegalnych złomowisk - zapowiada Marek Dobrzykowski, komendant SOK. Poznański zakład PKP PLK wyposażył wszystkie swoje sekcje w sprzęt do znakowania sprzętu kodem DNA.

Kod DNA to nakładane na metal specjalnym pistoletem poliestrowe mikrocząsteczki. Taki kod daje się odczytać tylko przy użyciu promieni ultrafioletowych i mikroskopu. Mikrokod zawiera informację, do kogo należy element. Ma wielkość niespełna milimetra i jest bezbarwny, niewidoczny gołym okiem. Może przetrwać np. na szynach nawet 20 lat. Jednym pojemnikiem (kosztuje 400 zł) zawierającym 10 tys. mikrocząsteczek można w ciągu kwadransa oznakować 100 przedmiotów. - Złodzieje w Polsce mają dużo inwencji, ale dotychczas nikt nie próbował nawet usunąć kodu. To trwa bardzo długo i zupełnie się nie opłaca - zapewnia Adrianna Winowska z firmy Polskie Bezpieczne Drogi, która za 7 tys. zł udostępniła cały sprzęt kolejarzom.

Kolejarze wyposażyli w kieszonkowe mikroskopy pracowników Służby Ochrony Kolei, którzy kontrolują punkty skupu złomu. Dzięki temu mogą zdemaskować nieuczciwych handlarzy.

Wraz ze znakowaniem PLK stworzyła system ewidencji oznaczonych elementów. Niebawem uruchomi także infolinię, za której pośrednictwem będzie można zgłaszać kradzieże sprzętu kolejowego. Punkty skupu złomu otrzymają katalogi najczęściej kradzionych elementów.