Fundusze pęcznieją, giełda chudnie

Kolejne miliardy naszych oszczędności trafiły w styczniu do funduszy inwestycyjnych. Ale powiernikom humor psują spadki na warszawskiej giełdzie. Czy mogą zahamować napływ pieniędzy do funduszy?

Ze wstępnych danych, do których dotarła "Gazeta", wynika, że w styczniu fundusze inwestycyjne napęczniały przynajmniej o 3-3,5 mld zł. To jeden z najlepszych wyników w ich historii. Rekord wszech czasów padł w grudniu 2005 r., kiedy majątek powierników wzrósł o 4,5 mld zł.

Pieniądze płyną głównie do największych towarzystw funduszy, które mogą sobie pozwolić na kosztowne kampanie reklamowe lub umiejętnie wykorzystują do sprzedaży jednostek uczestnictwa oddziały "zaprzyjaźnionych" banków detalicznych. I tak majątek funduszy Arka należących do grupy BZ WBK wzrósł na początku roku o 1,3 mld zł, fundusze PKO/CS zyskały ponad 700 mln zł, a rodzina Pioneer związana z Bankiem Pekao - ponad 400 mln zł. Oficjalne wyniki wszystkich 22 towarzystw poznamy dziś lub jutro.

Jest dobrze, będzie gorzej?

Ludzie przynoszą pieniądze do funduszy kuszeni wizją krociowych zysków. W styczniu najbardziej ryzykowne fundusze lokujące wszystkie pieniądze klientów w akcje zarobiły dla nich średnio 4 proc. (najlepsze - nawet 10 proc.!). Styczniowy zarobek funduszy stabilnych (lokują na giełdzie jedną trzecią pieniędzy, a w bezpieczniejsze obligacje dwie trzecie) też był nie do pogardzenia, bo wyniósł średnio 2 proc. Na lokacie bankowej na taki zysk trzeba czekać ponad pół roku.

Sęk w tym, że ceny akcji są już bardzo wysokie, a w ostatnich dniach koniunktura giełdowa wyraźnie się pogorszyła. Indeks WIG20 (oddający zmiany cen największych spółek) najpierw poszedł w górę o 13 proc., ale w ostatnim tygodniu stracił prawie 8 proc. To największy spadek od czterech miesięcy. Niektórzy analitycy uważają, że to początek dłuższej przeceny akcji. - W najbliższych miesiącach oczekuję spadków - mówi agencji Reuters Andrzej Błachut ze szwajcarskiego Clariden Fund.

Czy wielki kapitał nadal nas kocha?

Giełda może dalej spadać, jeśli zagraniczny kapitał zacznie wycofywać się z Polski. A ma kilka powodów. Po pierwsze, stopy procentowe w Polsce spadają, a w USA rosną (więc coraz bardziej opłaca się inwestować tam, a nie tutaj). Po drugie, niektóre ważne polskie spółki przedstawiły gorsze od oczekiwań prognozy zysków (np. miedziowy koncern KGHM). Po trzecie, po podpisaniu sejmowego paktu stabilizacyjnego między PiS, Samoobroną i LPR niektórzy inwestorzy obawiają się dojścia do władzy populistów.

Jeśli giełda będzie nadal spadać, boleśnie odczują to również fundusze oraz ich klienci. Niektórzy przedstawiciele funduszy już zauważyli, że część oszczędzających wycofuje pieniądze. - Tych, którzy przynoszą je do nas, jest wciąż znacznie więcej, ale mamy też sporo umorzeń - przyznaje Adrian Adamowicz z największego na rynku towarzystwa funduszy Pioneer. Ale nie wszędzie tak jest. W jednym z punktów obsługi klientów funduszy Arka jeszcze kilka dni temu usłyszeliśmy, że ludzie przynoszą do nich nawet więcej pieniędzy niż w grudniu.

Spokojnie, i tak zarobimy

Według Adriana Adamowicza gorsze nastroje na giełdzie mogą co najwyżej ograniczyć napływ nowych pieniędzy do funduszy. Oszczędzający, decydując się na inwestycję w fundusz, patrzą na jego wyniki w dłuższym terminie. Przy takim podejściu dopiero dekoniunktura trwająca pół roku lub dłużej może na dobre odstraszyć ciułaczy. Zwłaszcza że nie ma gdzie uciekać - na drugiej szali są rekordowo nisko oprocentowane lokaty bankowe i niewiele rentowniejsze obligacje.

Menedżerowie samych funduszy uspokajają, że nawet jeśli na giełdzie przez kilka miesięcy ceny akcji będą spadały, to potem z nawiązką odrobią straty. Według szefów TFI BZ WBK w całym roku fundusze akcji pozwolą zarobić 15-20 proc. Menedżerowie TFI ING oraz TFI Pioneer mówią o mniejszym wzroście, rzędu 10-15 proc. To znacznie skromniejsze zapowiedzi niż w ubiegłym roku, gdy fundusze akcji dały średnio 30 proc. zysków, ale na tle prognozowanego oprocentowania lokat (3,5-4 proc.) czy zysków z obligacji (5-6 proc.) nie jest źle.

Bądź stabilny albo się przenieś

Powiernicy twierdzą, że są przygotowani na chudsze czasy na rynku akcji. Od kilku miesięcy promują przede wszystkim relatywnie bezpieczne fundusze stabilne, które na giełdzie lokują stosunkowo niewielką część pieniędzy. One najmniej boleśnie odczują dekoniunkturę giełdową. Według TFI BZ WBK najlepsze z takich funduszy dadzą w tym roku do 10 proc. zysków. Przeciętnie będzie to 6-8 proc., a więc też lepiej niż dochód z lokaty bankowej.

Większość funduszy daje też swoim klientom możliwość bezpłatnego przeniesienia pieniędzy do bezpieczniejszego funduszu. Kto nie czuje się pewnie, obserwując spadające notowania funduszu akcji lub zrównoważonego, może "przeczekać" chude czasy w bezpieczniejszym funduszu obligacji albo pieniężnym. Dlatego powiernicy nie spodziewają się, że góra pieniędzy, którymi zarządzają, zacznie nagle topnieć. Antoni Leonik, prezes TFI PKO/CS, uważa, że w ciągu dwóch-trzech lat wartość pieniędzy zgromadzonych w funduszach inwestycyjnych osiągnie 80 mld zł. Dziś jest to niecałe 65 mld zł.