Ryanair szuka bazy

Poruszenie na krajowych lotniskach. Wczoraj regionalne porty wizytował Michael Cawley, wiceszef Ryanaira. Przewoźnik szuka miejsca na swoją bazę

Rozmowy o wyborze lotniska pod bazę Ryanaira wkraczają w decydującą fazę. Irlandzki przewoźnik ogłosił właśnie, że zamierza zostać liderem polskiego rynku. Plan zakłada przewiezienie nawet 1,4 mln pasażerów w tym roku. To pięciokrotnie więcej niż w ubiegłym. By tego dokonać, musi rozbudować siatkę połączeń. A do tego potrzebna mu będzie w Polsce baza.

Walczy o nią kilka portów. Nic dziwnego - to łakomy kąsek. Oznacza zatrudnienie kilkudziesięciu osób, w tym kilkunastu mechaników. To także gwarancja uruchomienia dodatkowych połączeń z lotniska. Port bazowy to bowiem hotel dla samolotów. Tu nocują i rano odlatują "do pracy".

Za taki nocny postój linia płaci lotnisku. Ile - o to właśnie toczą się negocjacje.

Ale umiejscowienie samolotu to także zyski dla regionu. Jedna maszyna rocznie przewozi około 400 tys. pasażerów. Wielu z nich to turyści, którzy w mieście pozostawiają swoje pieniądze.

Poza tym przyjmuje się, że 100 tys. pasażerów tworzy około stu nowych miejsc pracy w lokalnej gospodarce (hotele, restauracje, sklepy, firmy taksówkowe). - Każdy samolot w bazie oznacza zatem minimum 400 miejsc pracy - mówi Tomasz Kułakowski, dyrektor marketingu Ryanair na Europę Środkową.

Który port wybierze irlandzki przewoźnik? - To może być każde z lotnisk regionalnych, do których latamy - mówi tajemniczo Kułakowski.

Według informacji "Gazety" największe szanse mają Poznań, Gdańsk, Łódź lub Wrocław.