Mołdawia oddaje gazociągi

Przez trzy miesiące Mołdawia będzie kupowała rosyjski gaz, płacąc po 110 dol. za 1000 m sześc. W zamian będzie jednak zmuszona oddać Rosji całkowitą kontrolę nad swoimi gazociągami

Umowę w sprawie dostaw gazu podpisali szef Gazpromu Aleksij Miller i prezes Mołdowgazu Gienadij Abaszkin. W zamian za mniejszą podwyżkę Młodowgaz sprzeda Gazpromowi 64 proc. akcji jednej ze swoich spółek - tej, która zarządza gazociągami.

Rosja wymusiła podpisanie umowy, wstrzymując od stycznia dostawy gazu do Mołdawii. Była to kara za brak zgody na podwyżkę cen paliwa - Gazprom chciał 160 dol. za 1000 m sześć. (dwa razy więcej niż dotychczas). Mołdawia, która jest jednym z najbiedniejszych państw w Europie, nie zgodziła się na to, tłumacząc, że państwa nie stać na tak astronomiczne podwyżki. Władze w Kiszyniowie przypominały także, że dotychczasowa cena rosyjskiego gazu miała obowiązywać do końca 2008 r. I że już wcześniej w zamian za niskie ceny Gazprom przejął kontrolę nad niektórymi mołdawskimi gazociągami. Rosyjskiej firmy to nie przekonało.

Prezydent Mołdawii Władimir Woronow oskarżał Rosję, że domaga się podwyżki z powodów politycznych. Mołdawia tak jak Ukraina i Gruzja wybrała politykę prozachodnią. Na początku stycznia po przerwaniu dostaw gazu Mołdawii pomogła Ukraina, dostarczając jej surowiec z własnych złóż. Było go jednak za mało. Podpisano więc w końcu porozumienie z Gazpromem. Analitycy zauważają, że zgodnie z nim gaz w cenie 110 dol. za 1000 m sześc. będzie dostarczany tylko przez pierwszy kwartał. Później planowane są kolejne negocjacje ceny. Kiszyniów stoi w nich jednak na straconej pozycji. Godząc się na sprzedaż rurociągów, stracił ostatnią mocną kartę przetargową. - Mołdawia tylko oddaliła rozwiązanie problemu. Będzie musiała się z nim zmierzyć ponownie na wiosnę - uważa politolog z Kiszyniowa Nikołaj Kirtoake.