Gazociąg przez amazońską dżunglę

Wenezuela, Brazylia, Urugwaj i Argentyna szykują się do budowy jednego z najdłuższych na świecie gazociągów. Koszt: 10 mld dol.

Prezydenci tych czterech państw przy okazji ceremonii przyjęcia Wenezueli do południowoamerykańskiej wspólnoty gospodarczej Mercosur podpisali umowę o rozpoczęciu prac projektowych gazociągu. Wenezuelski państwowy koncern naftowy PDVSA szacuje, że trzeba będzie położyć co najmniej 3,5 tys. km rur za 4 mld dol. Z kolei argentyńscy eksperci uważają, że aby połączyć nowy gazociąg z już istniejącymi sieciami, trzeba będzie wydać aż 10 mld. A łączna długość rur wraz ze wszystkimi niezbędnymi przyłączeniami wyniesie co najmniej 6 tys. km.

Gazociąg ma przechodzić przez samo serce amazońskiej dżungli, gdzie obecnie nie docierają żadne drogi. Wstępny plan zakłada, że z Maracaibo w Wenezueli przez Caracas gazowa rura dotrze do brazylijskiego miasta Manaus, stamtąd ruszy do Montevideo i dalej do Buenos Aires. Ten ostatni odcinek ma być podwodny, ułożony na dnie dzielącej Urugwaj i Argentynę delty La Platy.

Prezydent Brazylii Lula chciałby, aby nowy gazociąg stał się pierwszym etapem "południowoamerykańskiego pierścienia energetycznego", o którym dyskutuje się od roku. To bardzo ambitny plan zapewnienia całemu kontynentowi niezależności energetycznej. Przewiduje połączenie jednym gazociągiem Wenezueli i Brazylii z Argentyną, Chile, Boliwią i Ekwadorem. A potem zbudowanie bliźniaczej nitki ropociągu. Dzięki temu kraje mogłyby swobodnie wymieniać się i handlować surowcami: gazu najwięcej mają Boliwia i Wenezuela, ropy - Wenezuela, Ekwador, Brazylia i Argentyna.

Wenezuela chciałaby, aby obie te inwestycje sfinansowane zostały wyłącznie przez państwa latynoamerykańskie bez udziału żadnych koncernów spoza regionu. Ma to być element wymarzonej przez prezydenta tego kraju Hugo Chaveza "dekolonizacji" latynoamerykańskich bogactw naturalnych, czyli odsunięcia od złóż międzynarodowych koncernów. W Wenezueli proces ten już się zaczął - w miniony poniedziałek 21 zagranicznych koncernów naftowych eksploatujących złoża ropy podpisało w Caracas zgodę na utworzenie spółek joint venture z wenezuelskim koncernem PDVSA. W tych spółkach państwowy PDVSA będzie miał co najmniej 51 proc. udziałów. Na przejęcie kontroli przez Wenezuelczyków zgodził się m.in.: francuski Total, holenderski Shell, brytyjski BP, norweski Statoil, chiński CNPC, włoski ENI i amerykański Chevron. Jedyną firmą, która nie chce dzielić się zyskami z PDVSA, jest amerykański Exxon. Wenezuelski minister energii Rafael Ramirez stawia jednak sprawę jasno: - Exxon ma czas do namysłu do 31 grudnia. Jeśli nie zgodzi się na utworzenie joint venture, to 1 stycznia jego instalacje zostaną zajęte i zamknięte. I Exxon już nigdy zrobi żadnego interesu z Wenezuelą. W Wenezueli wydobywa się obecnie 3,3 mln baryłek dziennie. W 2012 roku rząd w Caracas chciałby wydobywać 5 mln dziennie. Wenezuela jest piątym na świecie producentem ropy naftowej i ma także znaczące złoża gazu. Olbrzymie złoża gazu - zaliczane do największych na świecie - posiada również Boliwia. Jej nowo wybrany prezydent Evo Morales, który urząd obejmie 22 stycznia, także zapowiada wzorowaną na Wenezueli renacjonalizację sektora wydobywczego.