Gubałówka: Byrcyn mówi NIE, górale protestują

"Byrcyn, oddaj Gubałówkę!" - tak krzyczeli górale protestujący pod domem Wojciecha Gąsienicy Byrcyna w Zakopanem. Od dziś z narciarskiej mapy Polski znika Gubałówka, jeden z najpopularniejszych stoków w kraju

Gdyby rozpisano wśród polskich narciarzy plebiscyt na najbardziej nielubianego człowieka, prawdopodobnie zwyciężyłby Wojciech Gąsienica-Byrcyn, wiceszef Tatrzańskiego Parku Narodowego. To on jest głównym przeciwnikiem modernizacji kolejki linowej na Kasprowy Wierch, mekki polskich narciarzy. Teraz zaś sprawił, że miłośnicy białego szaleństwa stracą Gubałówkę - kilkanaście oślich łączek ulubionych przez początkujących i główną atrakcję dla średnio doświadczonych narciarzy: 1300-metrową nartostradę. Nie będą mieli jak dostać się na stok: od dziś Polskie Koleje Linowe zamykają bowiem kolejkę na Gubałówkę. - To przez Byrcyna - mówi wprost Andrzej Laszczyk, prezes PKL.

Gąsienica-Byrcyn wraz z rodziną jest właścicielem trzech dużych działek na polanie Gładkie. Działki leżą w poprzek nartostrady, narciarze zjeżdżający z Gubałówki nie mają możliwości ich ominięcia. Byrcynowi narciarze przeszkadzają. Myślał, czy by nie przegrodzić nartostrady płotami (podobnie robił w zeszłych sezonach góral ze Szczyrku, który nie chciał, by narciarze jeździli po jego włościach), ale ostatecznie nie zgodził się, by przez jego działkę przejeżdżały ratraki, które przygotowują śnieg dla narciarzy. Nie pozwala też, by na jego gruntach stała instalacja do sztucznego naśnieżania. Sąd w Zakopanem nakazał PKL demontaż instalacji oraz "wydanie działek rodziny Byrcynów do ich wyłącznej dyspozycji" już w kwietniu. Władze PKL próbowały załatwić sprawę z rodziną Byrcynów, proponując dzierżawę, kupno lub zamianę działek. - Prosiliśmy pana Byrcyna, aby określił jakiekolwiek warunki, a zgodzilibyśmy się na każdą koncepcję. W końcu otrzymaliśmy pismo, że nie zgadza się na nic - mówi Paweł Murzyn, dyrektor PKL ds. technicznych.

- Zdecydowaliśmy się zamknąć kolejkę, bo bez tej trasy zjazdowej Gubałówka nikogo nie przyciągnie i nie opłaca się utrzymywać kolejki w ruchu - tłumaczy Paweł Murzyn. Jego zdaniem kolejka ruszy dopiero latem, kiedy jest więcej turystów.

Kto najbardziej ucierpi? Przede wszystkim Zakopane i górale, którzy żyją z turystyki i narciarstwa. W sezonie kolejka na Gubałówkę zapewniała im stały dopływ turystów - co godzinę prawie 2 tys. osób. Wokół nartostrady i oślich łączek jest cały kompleks handlowy i gastronomiczny. Teraz zostanie zamknięty. Właściciele innych działek dzierżawionych przez PKL na Gubałówce stracą zyski - co roku wyciągali z tej dzierżawy nawet 30 tys. zł. Mieszkańcy Gubałówki - jeśli nie mają samochodu - będą musieli wdrapywać się pod górę na piechotę.

- On chce doprowadzić górali do bidy - mówili zdenerwowani zakopiańczycy, którzy przyszli wczoraj pod dom Byrcyna. Obrzucili dom śnieżkami. Byrcyn nie wyszedł do protestujących, a dla dziennikarzy był nieuchwytny. - Prawo własności jest święte, ale nie może być tak, że Byrcynowie hamują rozwój Zakopanego - mówi prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej Andrzej Kawecki.

Spisek alpejskich górali?

Ruch Obrony Gubałówki założony w kwietniu przez Tatrzańską Izbę Gospodarczą ma spiskową teorię na temat blokowania nartostrady przez Gąsienicę-Byrcyna. Ukrytym motorem spisku mieliby być górale z Alp, którzy chcą, by polscy narciarze jeździli tylko do nich. - Ktoś z austriackich lub francuskich właścicieli stacji narciarskich może podkupić na Podhalu strategiczne dla stoków działki i zablokować w ten sposób trasy narciarskie. Zarobią na tym austriackie i francuskie kurorty, bo tam pojadą nasi narciarze - dedukuje Andrzej Kawecki, szef Ruchu Obrony Gubałówki. Jaki interes miałby w tym mieć Byrcyn - nie wyjaśnia. Już teraz nasi narciarze coraz rzadziej wybierają polskie góry na zimowy urlop. Nic dziwnego, skoro za tygodniowy wypad na narty do Włoch można zapłacić zaledwie 1,2 tys. zł od osoby (z dojazdem), a do Zakopanego nie ma co wyjeżdżać bez 2,5 tys. zł w kieszeni.

Wielka szkoda - mówią narciarze

Andrzej Wolf z Warszawy: Z Gubałówką mam związane bardzo miłe wspomnienia. Zawsze można było ze sobą zabrać nową nieobstukaną ze śniegiem dziewczynę i nauczyć ją paru rzeczy: jak się skręca, jak krawędziuje. Niezły pretekst, żeby się pokazać od dobrej strony. A teraz gdzie ją zabiorę? Na Nosal, żeby sobie od razu nogi połamała?

Dorota Głowacka z Łodzi: To źle, że nie będzie tam można jeździć. Gubałówka to taka ogromna ośla łączka, w Zakopanem chyba nie ma lepszego miejsca do nauki dla początkujących. Ja sama stawiałam tam pierwsze kroki i wiem, jaka to frajda dla dziecka: niby można się uczyć jeździć na kawałku pola pod domem, ale co to jest w porównaniu z symbolem Zakopanego?