Czech wybrały współpracę z Chinami kosztem prawa UE

Czy nowa czesko-chińska umowa o wspieraniu i ochronie inwestycji jest niezgodna z przepisami UE? Spiera się o to nawet promujący umowę wicepremier Czech Bohuslav Sobotka i jego rzecznik, który uważa, że umowa wpędzi Czechy w sytuację schizofreniczną.

Nową czesko-chińską umowę o wspieraniu i ochronie inwestycji podpisano w czasie wizyty w Pradze premiera Chin Wen Jiabao. Dokument, który w imieniu czeskich władz podpisał wicepremier i minister finansów Bohuslav Sobotka wywołał wielkie kontrowersje w rządzie Czech. W umowie nie ma bowiem klauzuli o harmonizacji umowy z prawem UE. A to wystawia Czechy na podwójne ryzyko. Praga może być narażona na chińskie sankcje, jeśli Czesi tak jak reszta państw UE wprowadzi ograniczenia w handlu z Chinami. Jeśli zaś takich ograniczeń Czesi nie wprowadzą, to będą narażeni na sankcje z UE. Umowę z Chinami skrytykował już minister spraw zagranicznych Czech Cyril Svoboda. - To niezgodne z prawem UE - ocenił Svoboda. Nawet Marek Zeman, rzecznik wicepremiera Sobotki, promotora umowy z Chinami, ostrzegł, że wpędzi ona Czechy w sytuację schizofreniczną. Sobotka uważa jednak, że dzięki umowie zwiększy się czeski eksport do Państwa Środka. Faktycznie tuż po podpisaniu umowy w obecności premiera Chin Skoda Auto i niemiecki Volkswagen, który jest właścicielem czeskiej firmy, podpisali list intencyjny z chińskim państwowym koncernem motoryzacyjnym Shanghai Automotive Industry Corp. w sprawie produkcji czeskich aut w Chinach. Skoda chce produkować w Chinach od 40 do 70 tys. samochodów rocznie. Praga zabiega też o kontrakty na modernizację chińskiego górnictwa węgla kamiennego, który jest największy na świecie.