Fiskus kontra pracownicy BH

Fiskus ściga pracowników Banku Handlowego, którzy kilka lat temu sprzedali akcje pracownicze i nie zapłacili podatku

W 1997 r. skarb państwa sprywatyzował Bank Handlowy. Przeprowadził ofertę publiczną akcji i wprowadził instytucję na warszawski parkiet. Z tej decyzji cieszyli się nie tylko inwestorzy giełdowi, którzy chętnie kupowali wtedy papiery banku. Zgodnie z obowiązującymi przepisami 15 proc. wszystkich akcji Handlowego otrzymali pracownicy banku. Kilka tysięcy obdarowanych osób mogło je sprzedawać dopiero dwa lata później. Z tej możliwości skorzystała większość pracowników. Za pieniądze ze sprzedaży akcji kupowali meble do mieszkania, a ci najstarsi, którzy otrzymali najwięcej akcji - nawet samochody. W realizacji zysków sprzyjały im wysokie notowania banku, którym zaczęli interesować się zagraniczni inwestorzy. W 2000 r. Handlowy stał się częścią jednej z największych na świecie grup finansowych Citigroup, a kurs giełdowy polskiego banku poszybował do nawet 75 zł za akcję.

Jak poinformowały w środę telewizyjne "Wiadomości", niewielu pracowników Handlowego wiedziało, że z osiągniętych zysków należało się podzielić z fiskusem (niektórzy tłumaczą się, że tak podpowiadał im pracodawca). Tylko nieliczni przezorni pracownicy banku wyliczyli wtedy dochód ze sprzedanych akcji pracowniczych i zapłacili od niego podatek liczony na zasadach ogólnych (według obowiązującej wtedy stawki progresywnej). Dzisiaj o pieniądze zapominalskich upomina się fiskus - informują "Wiadomości". Każe sobie płacić podatek od zrealizowanych zysków, naliczając przy tym wysokie, karne odsetki. W niektórych przypadkach domaga się większej kwoty, niż pracownik otrzymał za sprzedane akcje. Stanowiska pracowników Handlowego broni Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, która zastrzega jednak, że nie jest stroną w tym sporze. - To stara sprawa - mówi "Gazecie" Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG. - Naszym zdaniem pracownicy obejmowali akcje Banku Handlowego w obrocie publicznym. A to według obowiązujących wtedy przepisów dawało zwolnienie z podatku - dodał.

Przede wszystkim urzędy skarbowe sprawdzają tych, którzy sprzedali papiery w 2000 r. Za kilka miesięcy upłynie bowiem pięć lat, co oznacza, że sprawy się przedawnią.