Krok w stronę budżetu UE

Po wielu złych wreszcie dobre wiadomości w sprawie budżetu UE na lata 2007-13. Komisja Europejska ma pomysł na pogodzenie skłóconych państw starej Unii, dbając o interesy nowych członków. A przedstawiciel brytyjskiego rządu mówi, że Londyn jest gotów zrezygnować ze swojego rabatu

Przedstawiciele Komisji potwierdzają: w najbliższy czwartek przewodniczący KE José Manuel Barroso przedstawi nowe propozycje wydatków z budżetu UE na lata 2007-13. Ma to spowodować, że budżet stanie się do przyjęcia przez wszystkie państwa Unii. - Przewodniczący przedstawi komisarzom informację dotyczącą Nowej Perspektywy Finansowej - mówi Robert Sołtyk, rzecznik prasowy unijnej komisarz ds. budżetu Dalii Grybauskaite.

Data 20 października nie jest przypadkowa. Barroso chciałby, żeby o budżecie mówiono już 27 października - na szczycie szefów państw i rządów Unii w brytyjskim Hampton Court.

Według dwóch niezależnych źródeł "Gazety" może zaproponować on w czwartek następujące pomysły:

* specjalny fundusz na przeciwdziałanie skutkom handlu światowego (zwany również "funduszem antyglobalizacyjnym"). Ma on być przeznaczony np. dla europejskich firm cierpiących z powodu taniej konkurencji z Azji Południowo-Wschodniej. Będzie podobny do już istniejącego "funduszu solidarności" (1 mld euro), czyli formalnie nie będzie częścią budżetu unijnego, ale czymś w rodzaju ad hoc wyciąganego zaskórniaka;

* powiększenie o 10-20 proc. tej części funduszy strukturalnych i spójnościowych, która ma zostać przeznaczona na realizację strategii lizbońskiej. "Nie powinno to być szkodliwe dla Polski - tłumaczą eksperci - ponieważ np. wydatki na autostrady można zaliczyć do strategii";

* klauzulę rendez-vous, zgodnie z którą przed 2013 r. państwa wrócą do stołu negocjacyjnego, by ocenić, czy pieniądze są sensownie wydawane. - Jednak ustalenia z tego przeglądu nie zostaną wprowadzone w życie przed 2013 r. - tłumaczy nam wysoki urzędnik Komisji.

Źródła "Gazety" zapewniają, że te nowe propozycje nie powinny mieć negatywnego wpływu na nowych członków UE. Bo trzy osoby, które najbliżej współpracowały z Barroso w tej sprawie, to komisarz Louis Michel, komisarz Danuta Hübner (polityka regionalna) oraz komisarz Mariann Fischer Boel (rolnictwo). Dwa ostatnie działy budżetu są dla Polski najważniejsze, a chyba nikt nie sądzi, że Boel i Hübner zgodziłyby się na redukcje w "ich" kopertach. - Nie możemy mieć budżetu tylko na inwestycje i badania, zapominając o solidarności z biedniejszymi regionami - mówił zresztą w poniedziałek sam Barroso.

Co równie ważne, pojawiają się oznaki, że Wielka Brytania jest gotowa ustąpić. W wywiadzie dla dziennika "The Independent" brytyjski wicepremier John Prescott powiedział, że rząd brytyjski może zrezygnować ze słynnego "rabatu brytyjskiego", czyli ok. 5 mld euro ulgi we wpłatach do wspólnej kasy. Na czerwcowym szczycie UE to właśnie przywiązanie Brytyjczyków do rabatu przesądziło o załamaniu się rozmów.

Jeżeli słowa Prescotta (który nie gra pierwszych skrzypiec w brytyjskim gabinecie) okażą się być oficjalnym stanowiskiem rządu, wówczas szansa na szybki kompromis budżetowy (jeszcze w grudniu br.) wzrośnie.

Komisja Europejska pozytywnie zareagowała na wypowiedź Prescotta. - Miejmy nadzieję, że to pozwoli na zawarcie porozumienia budżetowego jeszcze w grudniu - komentuje Sołtyk. Brukseli wtórują politycy francuscy. - Budżet musi być gotowy do końca roku, bo bez niego Europa nie posunie się do przodu - powiedział premier Francji Dominique de Villepin. Najlepszą podstawą do rozmów budżetowych pozostaje zdaniem de Villepina propozycja przygotowana przez Luksemburg - 827 mld euro po stronie płatności (czyli równo 1 proc. DNB państw Unii).