?Solidarność" reglamentowana

Kolejka po monety z "Solidarnością" była jak za czasów PRL. Pierwsi stacze przyszli pod warszawską siedzibę NBP w środku nocy, a ogonek na dobre uformował się o 7 rano - godzinę przed otwarciem banku. Ludzie zabijali czas rozmową o polityce (ton zdecydowanie prawicowy) i numizmatyce. - Trzymam monety w nodze od stołu, moja rodzina nic nie wie. Jak umrę, to pewnie stół wyrzucą - śmiał się starszy mężczyzna.

O ósmej zaczęła się sprzedaż: dwuzłotówek (za 2 zł, można nimi płacić w sklepach), a także monet kolekcjonerskich - srebrnych 10-złotówek i złotych 200-złotówek. Bank wprowadził ograniczenie. Jedna osoba mogła kupić tylko 25 dwuzłotówek, ale ludzie sobie pomagali - solidarnie.