Przewoźnik startuje

- To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu - powiedział wczoraj ?Gazecie? Andrzej Przewoźnik, potwierdzając, że zgłasza swoją kandydaturę do konkursu na stanowisko prezesa IPN.

Przewoźnik, który jest sekretarzem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, wahał się z decyzją, po tym jak został "zlustrowany" przez "Rzeczpospolitą". Dziennik na początku lipca opublikował zapiski b. kaprala SB, jakie trafiły do krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, w których Przewoźnik określony był jako agent. Sprawa zakończyła się skandalem, bo okazało się, że zapiski kaprala nie są oficjalnym dokumentem SB i nie powinny znaleźć się wśród akt Instytutu. Na dodatek sam kapral, obecnie pracujący w policji, twierdzi dzisiaj, że napisał nieprawdę. W licznych komentarzach publikację "Rz" określano jako próbę utrącenia kandydatury Przewoźnika na stanowisko szefa IPN. Tym bardziej że szef kolegium Instytutu Sławomir Radoń oświadczył, że z takimi podejrzeniami Przewoźnik nie ma szans na zostanie prezesem, a jednym z jego kontrkandydatów okazał się Janusz Kurtyka, dyrektor IPN w Krakowie.

31 lipca upływa termin zgłaszania kandydatur, dlatego Przewoźnik musiał w tych dniach zadeklarować, czy stanie do konkursu: - Wiem, co w życiu robiłem, dlatego jestem spokojny. Muszę pokazać, że nie dam się zastraszyć - powiedział nam wczoraj. I dodał, że konkurs na prezesa IPN jest też dla niego okazją do oczyszczenia się z podejrzeń. - Procedury sprawdzające przy tym konkursie są bardzo surowe - stwierdził.

Do wczoraj swoje kandydatury zgłosiło dziesięć osób. Kolegium IPN poda ich nazwiska 16 sierpnia. Jedyną oprócz Przewoźnika osobą która dotychczas potwierdziła, że zgłasza się do konkursu, jest historyk prof. Andrzej Krzysztof Kunert. Jeden z najpoważniejszych kandydatów, Bogdan Borusewicz, ciągle się nie zdecydował i powiedział wczoraj, że decyzję ogłosi w niedzielę, ostatniego dnia.

Przesłuchania kandydatów zakończą się 30 września. Nowego prezesa wybierze już nowy Sejm.