Dziadkowie i babcie ratunkiem dla Europy?

Zdaniem ekspertów międzynarodowej firmy doradczej IBM Consulting Services państwa Unii Europejskiej, a zwłaszcza Polska, powinny zatrzymać odpływ 50- i 60-latków na wcześniejsze emerytury

W ten sposób zabezpieczymy się przed demograficzno-ekonomiczną katastrofą, jaka nadciąga w Europie - głosi opublikowany właśnie raport.

Demografowie od dawna ostrzegają, że Stary Kontynent czeka kryzys. W 2025 r. osób w wieku od 50 do 64 lat będzie w Europie aż o jedną czwartą więcej niż teraz, a ludzi młodych (20-29 lat) - o 20 proc. mniej. Coraz większa rzesza emerytów będzie więc pozostawać na utrzymaniu kurczącej się grupy osób pracujących. Już samo to spowoduje, że powstaną dziury w systemach emerytalnych - wielkie na dziesiątki miliardów euro.

Wycieka bezcenna wiedza

Straty pojawią się także gdzie indziej. Za 20 lat europejski przemysł i usługi zaczną się dusić z braku wykwalifikowanej kadry. Dziś trudno w to uwierzyć, bo wiele państw Unii jest dotkniętych bezrobociem, lecz statystyki narodzin, zgonów i długości życia nie kłamią.

Raport IBM cytuje badania sondażowe wśród niemieckich przedsiębiorców - już teraz 39 proc. z nich przyznaje, że ma coraz większe problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników.

A kryzys się pogłębia. - W UE każdego roku aż 3 mln osób w wieku od 55 do 64 lat jest wysyłanych na wcześniejszą emeryturę. Na dłuższą metę to poważny błąd - ostrzegają eksperci IBM Consulting Services. Już za kilka lat przedsiębiorstwa - zwłaszcza w sektorze chemicznym, naftowym i lotniczym - zorientują się, że emerytowanych pracowników nie ma kim zastąpić.

Ponadto, wraz z odejściem na emeryturę, bezcenna wiedza bezpowrotnie znika. Straty z tego tytułu są nie do oszacowania.

Polska w ogonie

Unijne rządy zdały sobie sprawę z problemu. W 2001 r. na szczycie UE w Sztokholmie postanowiono, że co najmniej połowa osób w wieku od 55 do 64 lat powinna pracować. Niestety, większość państw jest daleka od osiągnięcia tego celu. A Polska - ostrzega raport IBM - najdalej.

Raptem jedna czwarta starszych osób ma pracę, zaś średni wiek przejścia na emeryturę to 57 lat. Dla porównania: w Szwecji aż 70 proc. seniorów jest czynnych zawodowo, przez co średni wiek przejścia na emeryturę dochodzi do 64 lat.

- Za chwilę na emeryturę przejdzie rekordowa grupa osób urodzonych podczas wyżu po wojnie - w drugiej połowie lat 40. i na początku lat 50. To będzie ogromne obciążenie dla systemu zabezpieczenia społecznego, w tym służby zdrowia. Jednak o tym się nie mówi, bo nam się wciąż wydaje, że jesteśmy bardzo młodym społeczeństwem, bowiem na rynek pracy weszło pokolenie wyżu demograficznego z przełomu lat 70. i 80. Tymczasem nasze społeczeństwo szybko się zestarzeje. Liczba urodzeń w ciągu ostatnich 15 lat drastycznie się obniżyła i nic nie wskazuje na zmianę tej sytuacji - mówi Anna Matysiak, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Jej zdaniem władze nie robią wiele, by kryzysowi zapobiegać. Na odwrót. - Mamy problem z wcześniejszymi emeryturami. One miały zniknąć po 2006 r. Teraz jednak pojawił się pomysł, by moment likwidacji wcześniejszych emerytur opóźnić o dwa lata. Co więcej, rośnie sprzeciw wobec podwyższenia wieku emerytalnego. To poważny błąd! - ostrzega Matysiak.

Klienci radzą się starszych

Rząd Wielkiej Brytanii udowodnił, że niedobry dla gospodarki trend da się odwrócić. W 2001 r. uruchomił program promujący zatrudnianie osób starszych. Każdy senior, który chciał się przekwalifikować i podjąć pracę, mógł liczyć na 1,5 tys. funtów dotacji na szkolenia (ok. 9 tys. zł) oraz na 40-60 funtów ulgi podatkowej za każdy przepracowany tydzień. Między innymi dzięki temu rozwiązaniu dziś ponad połowa Brytyjczyków w wieku od 55 do 64 lat pracuje, a średni wiek przejścia na emeryturę wynosi 62 lata.

Za inicjatywą rządu poszły działania poszczególnych firm. Przykład daje m.in. największa sieć supermarketów ASDA. Co piąty jej pracownik ma ponad 50 lat!

Taka taktyka się opłaciła. Zarząd ze zdumieniem odkrył, że w sklepach, w których starszych pracowników jest proporcjonalnie więcej, liczba nieobecności w pracy jest aż o 30 proc. mniejsza niż w całej sieci.

Śladem ASDA poszły inne sieci. - Niektórzy nasi klienci nawet wolą o swoich projektach rozmawiać ze starszym pracownikiem sklepu, bo uważają, że starszy pracownik ma więcej doświadczenia życiowego - twierdzi Bill Whiting, szef sieci sklepów B&Q, mekki majsterkowiczów.