Maturzyści z czerwonymi długopisami

Od wczoraj okręgowe komisje egzaminacyjne pozwalają maturzystom obejrzeć ich prace maturalne. W całym kraju z takiej możliwości skorzystało już kilkaset osób.

W poznańskiej komisji pierwsi maturzyści pojawili się wczoraj już o 8 rano. Marcin Ralcewicz z Wrześni przyjechał "szukać" punktów z matematyki. - Nie byłem zadowolony z moich wyników. Może błędnie podliczono punkty? - zastanawiał się. Swoją pracę pod okiem egzaminatora mógł przeglądać tylko przez 20 min. O ksero nie było mowy - nie pozwala na to ministerialne rozporządzenie. Można za to robić notatki. Dla maturzystów przygotowano czerwone długopisy. - Chodzi o to, by nikt nie dopisał niczego w pracy i nie domagał się potem dodatkowych punktów - wyjaśnia Krystyna Grykiel z poznańskiej OKE.

W Krakowie od rana prace wertowało 20 uczniów. - Mamy obłożenie jeszcze na dwa dni - mówi dyrektor OKE Marek Legutko.

Choć to największa komisja w kraju (podlegają jej województwa: małopolskie, podkarpackie i lubelskie), prawdziwych tłumów na razie udało się uniknąć. - Gdy licealiści otrzymali od nas pismo, że odnaleźliśmy ich pracę i nie ma w niej żadnych pomyłek w punktacji, zwykle rezygnowali z przyjazdu. Tym bardziej że ocena z matury jest nie do podważenia - wyjaśnia Legutko.

Ale nie wszyscy dali się przekonać. W całym kraju podania o wgląd do matur złożyło już kilkuset licealistów. Na wyznaczenie terminu i miejsca, gdzie będzie można obejrzeć pracę, trzeba czekać około tygodnia.