Jerzy Buzek przed komisją śledczą ds. PZU

Prywatyzację PZU przeprowadzono zgodnie z prawem - zapewniał we wtorek sejmową komisję śledczą ds. PZU były premier Jerzy Buzek

Buzek był premierem, kiedy prywatyzowano PZU. To wtedy, w 1999 roku, minister skarbu Emil Wąsacz sprzedał 30 proc. akcji PZU konsorcjum Eureko i Banku Millennium (dawniej BIG-BG), a dwa lata później Aldona Kamela-Sowińska podpisała aneks do umowy prywatyzacyjnej. Przewiduje on sprzedaż holenderskiemu Eureko przez skarb państwa kolejnych 21 proc. akcji największego polskiego ubezpieczyciela w momencie wprowadzenia państwowej spółki na warszawską giełdę.

Podczas wtorkowego przesłuchania Buzek (dzisiaj eurodeputowany) zapewniał, że przy prywatyzacji PZU nie doszło do żadnych nieprawidłowości. - Do tej pory nie przedstawiono dowodów łamania prawa - powiedział były premier. Przypomniał, że prywatyzację ubezpieczyciela badała m.in. Najwyższa Izba Kontroli. - W raporcie nie stwierdziła nadużycia procedur ani łamania prawa. Nie skierowała żadnego wniosku do prokuratury. NIK jak zwykle miała uwagi, ale główną treścią jej raportu było to, że należy doprowadzić do bliższej współpracy PZU z inwestorem branżowym - stwierdził.

Według Buzka, prywatyzacja PZU nie była łatwa, bo ubezpieczeniowa spółka miała wtedy "bardzo złąj sytuację ekonomiczną" (na początku 1999 r. groził jej zarząd komisaryczny), a rząd obawiał się nawet rozpadu PZU i utraty przez połowę Polaków ubezpieczyciela.

Buzek pytany przez Przemysława Gosiewskiego (PiS) o korespondencję z portugalskim eurodeputowanym (Mario Davidem) i list szefa holenderskiego ministerstwa spraw zagranicznych do ówczesnego polskiego ministra MSZ powiedział, że nie przypomina sobie, aby przy prywatyzacji PZU ktoś lobbował na rzecz konsorcjum Eureko - BIG-BG. Zapewnił też, że nigdy nie uczestniczył w poufnych i nieformalnych spotkaniach z zagranicznymi biznesmenami w tej sprawie.