Złoty będzie już tylko rósł

- Czeka nas stałe umacnianie się złotego w stosunku do euro. To poważny problem dla polskiej gospodarki - twierdzi prof. Witold Orłowski. Ratunkiem mogą być interwencje NBP albo szybkie przyjęcie euro

Wczoraj odbywała się w Sejmie debata poświęcona podsumowaniu polskiej gospodarki w rok po wejściu do Unii Europejskiej. Zorganizowały ją klub PSL i stowarzyszenie Solidna Firma.

Zdaniem dyskutantów rok 2004 był dla Polski wyjątkowo korzystny. Według ministra gospodarki Jacka Piechoty mieliśmy największy od roku 1997 wzrost gospodarczy - 5,4 proc. PKB. Nastąpił też gwałtowny wzrost eksportu - do krajów Unii aż o 36 proc.

I to eksport oraz inwestycje zagraniczne rozkręcały gospodarkę. Dlatego tak bardzo przedsiębiorcy zaniepokojeni są kursem złotego do euro, który raz skacze, raz spada.

Według Witolda Orłowskiego, doradcy ekonomicznego prezydenta, sprawy kursu walutowego wyglądają gorzej, niż przedstawiali to inni dyskutanci. - Od skoku w górę i w dół firmy mogą się w banku ubezpieczyć - mówił Orłowski. Ale jego zdaniem kurs złotego będzie się systematycznie wzmacniał.

- To dramat dla eksporterów - podkreślał doradca prezydenta. - A kto dziś nie eksportuje, ten ginie - skwitował.

Według Orłowskiego eksport oznacza być albo nie być polskiej gospodarki, tylko tak może się ona rozwijać. - Jesteśmy skazani na umacnianie złotego, bo w Polsce wydajność pracy rośnie szybciej niż na zachodzie Europy - mówił. - U nas wydajność może rosnąć do 5 proc. rocznie, a na zachodzie do 2 proc. - tłumaczył prof. Orłowski. Dodał, że siła waluty danego kraju wynika właśnie z wydajności pracy.

Są tylko dwa sposoby radzenia sobie z coraz silniejszym złotym. Polska może trzymać kurs, a wówczas będą rosły płace i ceny. Może też trzymać inflację, a wówczas kurs będzie skakał i to dość gwałtownie. Zdaniem Orłowskiego w rachubę wchodzi tylko wariant pierwszy, bo tylko on zapewni rozwój eksportu i przedsiębiorstw. A w jaki sposób trzymać kurs? Np. przez interwencje walutowe Narodowego Banku Polskiego. Jest to jednak droga trudna i kosztowna. Ale rozwiązaniem byłoby też szybkie przystąpienie do strefy euro, bo i wtedy problem różnic kursowych przestałby istnieć.

- Szybkie przystąpienie do euro ma jeszcze i tę zaletę, że wówczas stopy procentowe będą w Polsce o połowę niższe niż te pilnowane przez NBP - przekonywał Orłowski. To dlatego, że cała Unia ma jednolite uśrednione stopy procentowe i te obecne są korzystne właśnie dla takich krajów, jak Hiszpania, Portugalia, Irlandia czy Polska.

Dla Gazety Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku:

Jeśli pominąć pewne odchylenia czasowe - spowodowane wzrostem ryzyka, np. politycznego - to ogólnie złoty będzie się umacniał. Poza powodami wymienionymi przez prof. Orłowskiego, również dlatego, że Polska będzie krajem napływu kapitału netto i to także będzie wywoływało presję aprecjacyjną.

Ryzyko aprecjacji zniknie, gdy Polska wejdzie do strefy euro. Dopóki nie wejdziemy do ERMII [obowiązkowa poczekalnia przed przyjęciem euro, w tym czasie musimy utrzymywać kurs w wyznaczonych widełkach - red.], eksporterzy muszą się liczyć z tendencją aprecjacyjną i dużą zmiennością kursu.