Powiat płaci za odchudzanie dzieci

Starostwo mikołowskie zapłaciło za walkę dzieci z otyłością, bo w zeszłym roku aż 10 proc. przebadanych dziewięciolatków było otyłych

Marek ma 11 lat. Rok temu przy wzroście 140 cm ważył 65 kg, dziś - pięć kilogramów mniej. - Przez lata próbowaliśmy go bezskutecznie sami odchudzać. Dopiero w tym roku zaczyna tracić na wadze - przyznaje mama Marka.

Rodzice zaprowadzili syna do przychodni Anima w Mikołowie, która włączyła się do programu odchudzania otyłych dzieci. Pacjenci nie płacą, bo starostwo wyłożyło na ten cel 2 tys. zł. Od grudnia zeszłego roku na odchudzanie do poradni przyszło 120 dzieci.

W Animie dziecięcy endokrynolog sprawdza, czy otyłości nie wywołała jakaś choroba. Jeśli tak, mały pacjent zostaje skierowany do specjalisty. Jeżeli nie, lekarz opracowuje dietę. Więcej w niej warzyw i owoców, zero słodyczy. Wszystko z rozsądkiem, bo dziecko nie może gwałtownie stracić na wadze. Trzeba też chodzić na gimnastykę.

Urzędnicy wpadli na pomysł finansowania odchudzania dzieci, gdy zanalizowali zeszłoroczne wyniki badań wad postawy u dziewięciolatków. Przebadano 950 dzieci, dziesięć procent było otyłych. - Na Śląsku dzieci często od małego są źle odżywiane. Ich mamy i babcie myślą, że zdrowe dziecko to pulchne dziecko. Dzieci objadają się więc chipsami, pizzą, batoniki popijają colą. Kiedy namawiamy ich do udziału w programie, słyszymy, że przecież z tego wyrosną - tłumaczy Anna Janik, naczelnik wydziału zdrowia w starostwie mikołowskim.

Prof. Ewa Małecka-Tendera, pediatra i endokrynolog ze Śląskiej Akademii Medycznej: - Pomysł starostwa jest chwalebny, bo nadwaga u dzieci staje się epidemią. Kiedy przychodzą do nas dzieci z 20-30 kilogramami tłuszczu, trudno coś z tym zrobić. Rekordzistą był 14-latek, który ważył 136 kg.

Imię Marka na jego prośbę zostało zmienione