No i PO budżecie?

Platforma Obywatelska nie widzi powodu, by opowiadać się za kompromisem w sprawie budżetu UE już teraz. Kompromisu spodziewa się w 2006 r.

W połowie ubiegłego tygodnia jeden z liderów Platformy Obywatelskiej, deputowany do Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski zaapelował, by Polska nie akceptowała kompromisu budżetowego w wersji, którą zaproponował Luksemburg. Propozycja ta opiewa na 1,06 proc. unijnego dochodu narodowego na zobowiązania finansowe oraz 0,97 proc. DNB na faktyczne wydatki. Zdaniem Saryusza-Wolskiego Polska lepiej zrobi, jeśli zgoda w sprawie budżetu opóźni się, bo wówczas jest szansa na wywalczenie hojniejszego budżetu - np. wersji Parlamentu Europejskiego, czyli 1,07 proc. DNB. A jeśli nie, to nawet prowizoryczny budżet jednoroczny będzie dla nas lepszy niż to, co proponuje Luksemburg.

Tym twierdzeniom przeczy Komisja Europejska, która ostrzega przed opóźnieniem w uruchomieniu funduszy strukturalnych. Przeczą też eksperci rządowi - ich zdaniem każde zwiększenie budżetu ponad 1,06 proc. nie zwiększy transferów do Polski, lecz zwiększy jedynie naszą składkę. Stanowisko PO pozostaje jednak bez zmian.

- To Jacek Saryusz-Wolski kształtuje politykę PO w sprawach europejskich - wyjaśnia "Gazecie" Bronisław Komorowski, poseł PO. Także on uważa, że nie ma żadnego powodu do pośpiechu. - Budżet będzie przyjęty prawdopodobnie w trakcie prezydencji austriackiej, styczeń - czerwiec 2006 r. Więc mamy trochę czasu. Jak w Niemczech dojdzie do władzy chadecja, to będzie łatwiej się dogadać - dodaje Komorowski.

Czy jednak to nie oznacza, że Polska dostanie dużo mniej pieniędzy, bo fundusze strukturalne ruszą z opóźnieniem? - Zagrożenia na pewno są. Ale kwestią oceny jest to, do jakiego momentu budżet można oprotestowywać - odpiera Komorowski.