Egzaminatorzy są zmęczeni

Tysiące nauczycieli zmaga się z nową maturą. W całym kraju walczą z czasem, zmęczeniem, twardymi krzesłami

Piątek, żar leje się z nieba. Kto żyw - uciekł z dużych miast. Ale są tacy, którzy muszą pracować. Wśród nich tysiące nauczycieli, tzw. egzaminatorów. Sprawdzają nową maturę.

- Na pewno można by znaleźć sympatyczniejsze zajęcie na weekend - uśmiecha się Teresa Fludra, germanistka. Od piątkowego ranka wraz z mniej więcej 350 innymi nauczycielami jest zamknięta w jednej z poznańskich szkół, gdzie egzaminatorzy poprawiają prace maturzystów. Możemy wejść do tej szkoły tylko pod czujnym okiem pracowników Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.

Egzaminatorzy siedzą w ławkach jak uczniowie. Ale dłużej, bo pracują w weekendy przez 12 godzin dziennie. - To męczące, gdy siedzi się tyle na twardym uczniowskim krześle - wzdycha Fludra.

W szkole, do której pozwolono nam wejść i zobaczyć z bliska pracę egzaminatorów, niektórzy pracują przy stolikach na korytarzu. Nie dlatego że nie ma miejsca w salach, po prostu chcą się na chwilę przenieść gdzieś indziej. Z okna widać szkolne patio. Gdy jakiś egzaminator zrobi sobie przerwę, może tu wyjść na papierosa.

- Każda przerwa na papierosa czy chwila na rozprostowanie kości to mniej sprawdzonych prac. A przez to mniej pieniędzy - żalą się nauczyciele.

Stawka w całym kraju jest taka sama: 10 zł brutto za arkusz egzaminacyjny z polskiego, pozostałe przedmioty wyceniono na 8 zł brutto. - Wniosek jest prosty: im więcej prac poprawię, tym więcej zarobię - wyjaśnia jedna z polonistek. - Boję się tylko, żeby to się nie odbiło na jakości.

W całej Polsce nowe matury są sprawdzane w zespołach liczących 20 osób. Poza przewodniczącym są tu egzaminatorzy (nauczyciele po specjalnych kursach) i tzw. weryfikatorzy. Ci ostatni mają właśnie sprawdzać jakość już ocenionych prac. Same prace są kodowane, więc egzaminator nie wie, jakiego ucznia ocenia. Wyniki pisemnych matur mamy poznać pod koniec czerwca.