Firma zrujnowana przez urzędników skarbowych

Zielonogórska izba skarbowa doprowadziła firmę do bankructwa. Najpierw niesłusznie nakazała zwrócić odpisy podatkowe. Później przez dwa lata nie rozpatrywała odwołania, czekając, aż sprawa się przedawni. Firma niedawno wygrała proces, ale nie ma środków, by znów stanąć na nogi

Zielonogórzanka Elżbieta Kurzymska wygrała w sądzie cywilnym aż dziesięć lat po kontroli skarbowej w jej firmie. Było już za późno, aby odzyskać rynek i kontrahentów. Na adwokatów i opinię biegłych wydała wszystkie oszczędności. Z pracy musiała zwolnić 30 osób.

Poszło o maszyny

Gdy w 1995 r. dwie urzędniczki urzędu skarbowego wkroczyły do Elżbiety Kurzymskiej, jej firma Osprzęt Pneumatyczny i Hydraulika Siłowa zdobywała kolejne zlecenia. Części do układów hamulcowych w przemyśle samochodowym były cenione w branży i kilkakrotnie nagradzane. Firma nie miała żadnych długów i planowała rozszerzenie produkcji.

Urzędniczki stwierdziły nieprawidłowości przy odpisach amortyzacyjnych na maszyny. Wartość kupionych maszyn zgodnie z prawem firmy mogą sobie wpisać w koszty. Dzięki temu zmniejsza im się dochód do opodatkowania. Tak też zrobiła zielonogórzanka. Pokazała urzędniczkom wyciąg z aktu notarialnego, który stwierdzał, że maszyny są jej. Przedstawiła również wycenę biegłego określającego dokładną wartość maszyn.

Kontrola zakwestionowała tą wycenę, nie przedstawiając jednak w to miejsce innej. - Domagali się też pełnego aktu notarialnego, w którym były zapisane moje osobiste sprawy związane z podziałem majątku małżeńskiego, niemające związku z kontrolą. Dokładnie przeczytałam procedurę kontroli i stwierdziłam, że nie mają do tego prawa - mówi Elżbieta Kurzymska.

Urząd skarbowy uznał więc, że zielonogórzanka nie miała prawa do odpisów podatkowych, i wydał nakaz zwrotu wszystkich odpisów z odsetkami - 24 tys. zł.

Zielonogórzanka nie miała gotówki, wszystko poszło na inwestycje. Dlatego urzędnicy zaplombowali maszyny i zablokowali konta. Wtedy kobieta straciła pierwszych kontrahentów.

Kurzymska odwołała się. Urząd skarbowy jednak zdania nie zmienił. Jego decyzję podtrzymała izba skarbowa. Zielonogórzanka skierowała więc skargę do NSA, a później do ministra finansów. Ten uchylił decyzję izby i nakazał jej ponowne rozpatrzenie sprawy.

Izba przez dwa lata nie wznowiła postępowania Kurzymskiej. Zrobiła to dopiero 7 kwietnia 1999 r., ale już dwa tygodnie później - 21 kwietnia - wydała decyzję, że sprawa się przedawniła, więc... Kurzymskiej zwrot zabranych przez fiskus pieniędzy się nie należy. W uzasadnieniu izba napisała, że minęło pięć lat od okresu, który obejmowała kontrola.

- Przecież to było z ich strony ewidentne czekanie na przedawnienie. Wcześniej kilkakrotnie ich ostrzegałam, żeby coś zrobili, bo będzie za późno. To mi powiedzieli, że urzędnik zajmujący się sprawą choruje i muszę czekać, aż wyzdrowieje - mówi Kurzymska. I dodaje. - Jak podatnik przegapi jakiś termin, od razu dostaje karę, gdy zrobi to urzędnik, jest bezkarny.

Sąd: to nadużycie prawa

Gdy postępowanie administracyjne było zamknięte, zielonogórzanka postanowiła walczyć w sądzie cywilnym. Jej radca prawny Kazimierz Pańtak napisał pozew do sądu o odszkodowanie.

Sąd na podstawie opinii biegłego rewidenta uznał, że Kurzymska miała prawo do odpisów amortyzacyjnych, a przedstawione przez nią fiskusowi dokumenty były wystarczające. Tym samym sąd przyznał, że fiskus nie może żądać wszystkich dokumentów, które mu przyjdą do głowy, ale tylko tych, które mają związek z kontrolą.

Sędzia zganił skarbówkę. Stwierdził, że to na skutek błędu izby skarbowej "polegającego na niewznowieniu przez dwa lata postępowania" doszło do przedawnienia. "W tej sytuacji powoływanie się na powyższą okoliczność stanowi nadużycie prawa i godzi w ustalone zasady prawidłowości działania organów państwowych" - napisał kilkanaście dni temu w uzasadnieniu wyroku sędzia. Nakazał izbie skarbowej wypłacić Elżbiecie Kurzymskiej 24 tys. zł plus odsetki od 1997 r. Obecnie odsetki blisko trzykrotnie przekroczyły kwotę główną, więc kobieta ma dostać blisko 70 tys.

Zielonogórska izba skarbowa odmówiła nam odpowiedzi na pytania. Jej rzecznik Andrzej Pieczko ujawnił tylko, że izba złożyła apelację.

Odsetki, które ewentualnie przyjdzie fiskusowi wypłacić z pieniędzy podatników, z każdym dniem się zwiększają.

Od stycznia 1997 do czerwca 2003 r. do sądów napłynęło 119 pozwów na kwotę 271 mln zł w sprawach o błędy urzędników skarbowych - wynika z danych Ministerstwa Finansów. Sądy nakazały wypłatę podatnikom 1,3 mln zł. Na rozpatrzenie czekają jeszcze pozwy o odszkodowania kolejnych podatników, m.in. na 11 mln zł zielonogórskiej firmy Eltor-Pol (pisaliśmy o niej w ub.r.) i byłego prezesa Optimusa Romana Kluski, który chce 1,4 mln zł. (