Prezes KGHM utrzyma posadę w zarządzie

Związany z lewicą Wiktor Błądek zostanie w zarządzie KGHM - nawet jeśli po wrześniowych wyborach do Sejmu prawica będzie chciała zmienić władze koncernu. Błądek prawdopodobnie wygrał zakończone wczoraj wybory na przedstawiciela załogi

Wybory zostały tak przeprowadzone, żeby obecny prezes KGHM wygrał. Był jedynym kandydatem, a liczyła się tylko frekwencja. Aby znów mógł zasiadać w zarządzie, wystarczyło, żeby poszło do wyborów ponad 50 proc. załogi i jedna osoba postawiła krzyżyk przy nazwisku obecnego prezesa.

Według informacji z wczoraj z godz. 16 głosowało ponad 54,8 proc. załogi - tyle pobrało karty do głosowania. Ostateczna frekwencja zostanie jednak obliczona na podstawie kart wrzuconych do urn. Nieoficjalne wyniki będą znane w piątek.

Dzięki wygranej Błądek będzie właściwie nieusuwalny z władz spółki jeszcze przez co najmniej rok. Gdyby nie to, najprawdopodobniej straciłby posadę po wrześniowych wyborach, gdy władze przejmie opozycja. KGHM, szósty producent miedzi w świecie, jest bowiem spółką giełdową, w której ponad 44 proc. udziałów i decydujący głos w radzie nadzorczej ma skarb państwa.

Za pośrednictwem Błądka ludzie z obecnego lewicowego układu rządzącego kombinatem będą mogli torpedować wszystkie decyzje nie po ich myśli. Jak nie sam Błądek, to szef Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego Ryszard Zbrzyzny (poseł SLD), który nieraz już strajkiem miedziowców wymuszał decyzje na kolejnych ministrach skarbu.

To związek Zbrzyznego wysunął kandydaturę Błądka do zarządu. Panowie znają się od lat. Wspólnie w 1999 r. założyli Stowarzyszenie Sojuszu Lewicy Demokratycznej i zasiadali razem w radzie nadzorczej piłkarskiej spółki Zagłębie Lubin.

Miedziowa "Solidarność" jeszcze przed głosowaniem nazywała je "plebiscytem w białoruskim stylu". - Pracownicy byli zmuszani szantażem przez swoich kierowników do udziału w głosowaniu - twierdzi Waldemar Brus z "S" kopalni Rudna.

- Kierownicy wiedzieli, kogo przekonywać, bo komisje wyborcze podawały dyrektorom oddziałów listy z informacją, kto jeszcze nie głosował. W jednej z komisji doszło nawet do tego, że panowie wyszarpywali sobie taką listę, bo nasz przedstawiciel nie chciał, aby była ona dalej przekazana - opowiada Brus. - Dlatego złożyliśmy protest.

- Razem ze mną w komisji był nadsztygar, już samo to sprawiło, że ludzie bali się nie głosować - opowiada Mirosław Drabczyk z "S", także z Rudnej. - Patrzył na listę, kto już głosował, kto nie, i co chwila wychodził, aby "zmobilizować" tych, którzy nie głosowali.

- Zgłoszono nam jeden przypadek nadgorliwego nadsztygara. Pouczyliśmy komisję, że nie należy ujawniać list i więcej nikt nam nic podobnego nie zgłaszał - zapewnia szef zakładowej komisji wyborczej Paweł Banderowicz.

- Były naciski - twierdzi jednak pracownik Huty Głogów. - Delikatne, ale wyraźne. Kierownicy mówili, żeby głosować na Błądka, "dla wspólnej sprawy".

Oficjalne wyniki głosowania poznamy w przyszłym tygodniu.