Fundusze do oceny - felieton

Perspektywa uzyskania miliardów euro z unijnych funduszy strukturalnych była jednym z głównych magnesów, które przyciągnęły Polaków do UE. Czy oczekiwania dotyczące euro funduszy spełniły się? Zagraniczni obserwatorzy wystawiają nam dobrą notę

Z polskiej perspektywy trudno obiektywnie ocenić, jak radzimy sobie z wykorzystaniem unijnych miliardów. Rząd mówi o sukcesie. Spłynęło tysiące wniosków - podkreśla Ministerstwo Gospodarki, które odpowiada za największą część unijnych funduszy.

Nie sposób jednak nie zauważyć dziesiątek skandali, jakie towarzyszą procedurom rozdzielania euromanny. "Gazeta" wielokrotnie opisywała nieprawidłowości w dzieleniu np. pieniędzy na rozwój regionów. Głośne były przypadki województw wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego, gdzie skala pomyłek (a może celowego, złego działania?) była tak duża, że minister gospodarki musiał zarządzić powtórkę wyboru.

Skarg nie brakuje także w innych fragmentach unijnych funduszy. Przedsiębiorcy mocno krytykują sposób działania Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw.

Na zlecenie "Gazety" firma badawcza SMG/KRC przeprowadziła ankietę wśród setek polskich przedsiębiorców. Aż 54 proc. ankietowanych firm stwierdziło, że procedura ubiegania się o dotację jest zbyt skomplikowana. Co gorsza, co piąty uczestnik naszego sondażu stwierdził, że SPO WKP jest niedostosowane do potrzeb przedsiębiorców.

- Trudno było liczyć na to, że przy takiej skali działań nie będzie żadnych wpadek - twardo odpowiadają przedstawiciele rządu. I z uporem godnym lepszej sprawy podkreślają: złożone wnioski o dotację opiewają na większe sumy niż te, które są dostępne. Więc sukces. Przyznają jednocześnie, że dopiero teraz zaczynają analizować, czy wybrane projekty (na które pójdą dotacje) zrealizują główny cel funduszy strukturalnych - podniosą konkurencyjność Polski. I komu tu wierzyć?

Niech nas inni ocenią

Na szczęście są już pierwsze oceny z innej - zagranicznej - perspektywy. W ostatnich dniach ukazał kolejny raport sporządzony przez analityków The Economist Corporate Network (ECN), przy udziale Oracle i Ernst & Young. ECN, zespół badawczy związany z jednym z najbardziej znanych czasopism - tygodnikiem "The Economist", od lat przyglądał się przygotowaniom dziesięciu państw do wejścia do UE. Teraz sprawdza, jak w tej Unii nowi członkowie sobie radzą. Teraz, w kolejnym raporcie na warsztat wziął unijne fundusze.

Konkluzje są optymistyczne: błędy oczywiście są, ale sposób, w jaki Polska i pozostałe państwa członkowskie radzą sobie z unijnymi funduszami, powinien zawstydzić Grecję, która w UE jest od dwóch dekad.

- Pierwsze sygnały są bardzo zachęcające. Zamiast męczyć się ze znalezieniem dobrych projektów, większość unijnych programów pomocowych została przytłoczona wnioskami o wsparcie. Polsce udało się nawet rozdzielić całą kwotę dostępną w 2004 r. - stwierdza Daniel Thorniley, wiceprezes ECN. - Nic tak dobrze nie zmienia eurosceptyków w euroentuzjastów jak pojawienie się unijnych funduszy.

Plus dla administracji

Z polskiej perspektywy trudno w to uwierzyć, ale ECN chwali naszą administrację. - Polska była zawsze postrzegana jako kraj mający problemy ze zdolnością administracyjną. Jednak od dawna krytykowane władze zaskoczyły UE swoim płynnym działaniem, a np. sukces administracji czeskiej jest częściowy - czytamy w raporcie ECN.

Analitycy ECN spodziewają się, że z łącznej sumy 15,4 mld euro (tyle zarezerwowano dla Polski w unijnym budżecie) do 2006 r. wydane zostanie 59 proc. Pozostała suma rozejdzie się do końca 2008 r. - czyli w terminie przewidzianym przez unijne prawo.

ECN stawia jednak jedno zastrzeżenie: ten optymistyczny scenariusz zrealizuje się wtedy, gdy europrojektów dopilnujemy do końca. Zwycięstwo w konkursie to połowa sukcesu. Projekt trzeba zrealizować i poprawnie rozliczyć. Dopiero wówczas następuje przelew pieniędzy.

Ale później będzie trudniej...

Paradoksalnie, przyczyną pierwszych sukcesów może być to, że unijnych funduszy nie ma do podziału aż tak dużo. Jak skrupulatnie policzyli analitycy ECN, unijne pieniądze przekazane Polsce w okresie 2004-06 stanowić będą 2,8 proc. naszego PKB. Taki sam odsetek PKB dostaje obecnie Portugalia. Dla porównania, Czesi dostają 1,3 proc. PKB (tyle samo co Hiszpania), ale już Łotwa i Litwa - nieco ponad 4 proc. PKB. Czyli tylko te dwa ostatnie państwa dostają maksymalną dopuszczalną kwotę.

Wbrew pozorom, te procenty mają znaczenie. Skokowy wzrost zarezerwowanych dla Polski funduszy może wywołać problem współfinansowania. Unijne fundusze strukturalne są bowiem tak skonstruowane, że do każdych 75 euro przekazanych przez Brukselę ktoś w Polsce (rząd, samorząd, przedsiębiorca itp.) musi dołożyć własne 25 euro. To jest obowiązkowy wkład własny.

- Na razie to współfinansowanie nie stwarza problemów. Rząd zgromadził odpowiednie kwoty. Jednak od 2007 r., wraz ze wzrostem dostępnych funduszy, urośnie wkład własny. Jeżeli nie nastąpi znaczące zaangażowanie kapitału prywatnego, współfinansowanie stanie się poważną przeszkodą - ostrzega raport ECN.

* Raport ECN jest dostępny w wersji angielskiej pod adresem:

http://www.oracle.com/global/pl/corporate/pressroom/2005/eufunds.pdf