Pekin porządkuje gospodarkę

Czy już za cztery lata państwowe molochy w Chinach pożegnają się z dotacjami i będą podlegały takim samym regułom rynku jak prywatne firmy? Tak chce Pekin, ale może napotkać silny opór prowincji

Jak podała chińska agencja informacyjna Xinhua, Shao Ning, wiceminister skarbu, zapowiedział w poniedziałek koniec pomocy państwa w przypadku bankructw państwowych przedsiębiorstw. Oznacza to, że będą one powoli odcinane od rozdawanej hojną ręką publicznej pomocy.

W ciągu ostatnich pięciu lat ponad 3,3 tys. chińskich państwowych zakładów zbankrutowało, otrzymując pomoc państwa. Umorzono im długi w bankach, a Pekin przekazał na subsydia dla tych firm ponad 6 mld dol. Złe długi tych przedsiębiorstw szacuje się na ponad 220 mld juanów (27,5 mld dol.). Ponad 6 mln Chińczyków zatrudnionych w przedsiębiorstwach, które wypadły z rynku, zostało przeniesionych do innych zakładów.

Jak podaje chiński resort skarbu, na zamknięcie czeka kolejnych 1,8 tys. zakładów - tych, które nie są zyskowne. Nie wiadomo dokładnie, ile osób może być dotkniętych zwolnieniami.

Już dziś w Pekinie, Szanghaju, a także w prowincjach Jiangsu, Zhejiang i Fujian państwowe firmy bankrutują tak samo jak ich prywatne odpowiedniki. Za cztery lata tak samo będzie w całych Chinach. Ale jak uważają analitycy, centralna decyzja Pekinu może pozostać na papierze, szczególnie w prowincjach wewnętrznych, gdzie znakomita większość przedsiębiorstw nie przynosi zysków.

- Lokalna administracja będzie wspierać takie firmy, bo bardzo często na ich terenie nie ma żadnego innego przemysłu - powiedział w rozmowie z AFP Andy Xie, główny ekonomista na Azję i Pacyfik z Morgan Stanley w Hongkongu.

Poza tym większość subsydiów wędruje do państwowych firm w formie bardzo nisko oprocentowanych kredytów - a banki, które ich udzielają, są pod wpływem władz poszczególnych prowincji. Tym z kolei nie będzie zależało na zamykaniu zakładów.

Plan Pekinu to kolejna faza otwierania chińskiej gospodarki na świat i naprawy systemu finansowego. Jednym z największych problemów Państwa Środka są złe kredyty - jest ich w sumie w całym systemie bankowym ponad 200 mld dol. A już w przyszłym roku Chiny będą musiały zacząć otwieranie swego systemu finansowego dla inwestorów z zagranicy (na mocy umów po przystąpieniu tego kraju do Światowej Organizacji Handlu).

Pekin zabrał się ostatnio do poważnych gospodarczych porządków. Zapowiedział również w poniedziałek, że w ciągu najbliższych ośmiu lat zamierza ujednolicić prawo podatkowe - obciążenia fiskalne dla firm zagranicznych i krajowych będą takie same. Rozpatrywana jest stawka 25-proc.

Dziś oficjalnie chińskie firmy płacą 33-proc. podatek od zysków, zagraniczne działające w Chinach - 15-proc. Tak jest na papierze - w rzeczywistości chińskie firmy korzystają z wielu ulg i dotacji - nawet te prywatne.

Ujednolicenie systemu podatkowego nie oznacza jednak, że znikną specjalne strefy ekonomiczne - lokomotywa chińskiej gospodarki, która pozwala jej rosnąć w tempie 9,5 proc. w skali roku. Jak zapowiedział Pekin, zachęty dla inwestorów mogą się nawet zwiększyć.