Zaostrza się spór o ustawę wodno-ściekową

Drastyczna podwyżka cen wody i ścieków albo zahamowanie inwestycji w ochronę środowiska, a w konsekwencji kary wymierzone przez UE - Izba Gospodarcza ?Wodociągi Polskie? ostrzega, że takie będą konsekwencje zmiany definicji... przyłącza kanalizacyjnego. - To nieprawda - ripostuje resort infrastruktury

Definicja jest zapisana w ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, którą Sejm znowelizował na początku marca. Uchwalona na wniosek rządu poprawka ma spowodować, że właściciele domów chcący je podłączyć do sieci miejskiej płaciliby za odcinek instalacji przebiegający tylko przez ich działkę. Obecnie przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne obciążają ich kosztami budowy dłuższej instalacji - łączącej domy z magistralą kanalizacyjną, nieraz oddaloną o kilkaset metrów.

Izba Gospodarcza "Wodociągi Polskie" liczy na to, że Senat, który zajmie się tą ustawą zaraz po świętach, zaproponuje uchylenie tej poprawki. Izba przekonuje, że zmiana definicji przyłącza uderzy w społeczeństwo. Dlaczego?

O co najmniej 1,5 mld zł wzrosłyby koszty inwestycji realizowanych przez przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne. Ponieważ tych pieniędzy nie mają, musiałyby podwyższyć ceny ścieków (o średnio 20 gr za 1 m sześc.).

Kolejne, lekko licząc, 1,6 mld zł spółki będą musiały zwrócić inwestorom, którzy zapłacili za kanalizację poza obrębem ich nieruchomości (to oznaczałoby następne 20 gr podwyżki).

W sumie - jak twierdzi Izba - podwyżki mogłyby sięgać nawet 30 proc. Alternatywą dla nich jest zaniechanie lub opóźnienie inwestycji. Ale wtedy Polska nie dochowałaby swoich zobowiązań wobec UE dotyczących ochrony środowiska. Za zanieczyszczanie rzek i wód Bałtyku groziłyby nam kary nawet do kilkudziesięciu tysięcy euro dziennie!

Czy senatorów przekonają te argumenty? Z wyjaśnień wicedyrektor departamentu mieszkalnictwa w Ministerstwie Infrastruktury Elżbiety Szyszko wynika, że Wodociągi Polskie... blefują.

Zdaniem Szyszko zmiana definicji polega jedynie na jej doprecyzowaniu (żeby można było czytać przepis bez posiłkowania się kodeksem cywilnym). Gminy i ich spółki, które korzystały z pieniędzy unijnych, były informowane przez Ministerstwo Gospodarki, jak należy interpretować sporny przepis. Jeśli jakaś spółka działała po swojemu, musi się liczyć z konsekwencjami.

Pani dyrektor twierdzi, że nie wolno takim spółkom podwyższać z tego powodu cen. Nowela dopuszcza bowiem rozłożenie na raty ich należności wobec inwestorów za wbudowane przez nich urządzenia lub uwzględnienie tych kosztów w rozliczeniach za wodę i ścieki.