Dobre wyniki spółek mięsnych w 2004 r.

Otwarcie unijnego rynku, skok cen surowców i rozchwiany kurs złotego decydowały o zeszłorocznych wynikach spółek mięsnych. Rok był udany, ale mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie rosnąca w siłę nasza waluta

W maju zeszłego roku wydawało się, że polskie zakłady mięsne wygrały los na loterii: unijne rynki zbytu stanęły otworem, a kurs złotego wobec euro oscylował wokół 4,8 zł. Eksport miał być kołem zamachowym całej branży i w decydujący sposób wpływać na poprawę wyników finansowych. Inwestorzy giełdowi nie zasypiali gruszek w popiele i na wyścigi rozpoczęli skupowanie mięsnych akcji. Wyniki finansowe za 2004 r. pokazują, że popularność tych papierów miała swoje uzasadnienie.

Wicelider branży Sokołów ustępujący jedynie Animeksowi zwiększył sprzedaż o ponad 30 proc. i podwoił zysk netto do 42 mln zł. Szybko rosnące w siłę Zakłady Mięsne "Duda" aktywnie przejmujące mniejszych konkurentów sprzedały wyroby warte 70 proc. więcej niż przed rokiem i również podwoiły zysk netto (24 mln zł). Mniejszą dynamiką sprzedaży mogli pochwalić się pozostali producenci notowani na giełdzie, specjalizujący się w drobiu - Indykpol i Ekodrob. Z kolei niewielki Beef-San zmniejszył nawet sprzedaż, ale wypracował zysk netto wyraźnie kontrastujący ze stratą w 2003 r.

Nic dziwnego, że akcjonariusze firm mięsnych obłowili się w zeszłym roku: akcje Sokołowa dały 64 proc. zysku, Dudy - 138 proc., a wychodzącego z kłopotów Beef-Sanu - aż 283 proc. Szczyt zainteresowania zbiegł się z wejściem do Unii.

Przez cały rok szefom spółek mięsnych sen z powiek spędzały ceny surowca i kurs złotego. - Olbrzymi wpływ na rynek miały wysokie ceny, szczególnie wieprzowiny - mówi Bogna Sikorska, analityk branży spożywczej w Biurze Maklerskim BGŻ. Według danych GUS, na które powołuje się Duda, w sierpniu 2004 r. za żywiec wieprzowy płacono średnio 31 proc. więcej niż przed rokiem. Musiało to odbić się na naszych portfelach, bo Polacy najchętniej jedzą wieprzowinę, a w mniejszym stopniu wołowinę, drób i ryby. W ostatnich latach drób skutecznie wypiera z naszych talerzy wołowinę. W tym roku specjaliści liczą na spodziewany od czerwca do września spadek cen wieprzowiny.

Ponad 20-proc. umocnienie złotego zburzyło "unijny" optymizm w branży. Producenci, ratując rentowność eksportu, starali się podwyższać ceny, ale nie zawsze było to możliwe. Zgubny wpływ mocnego złotego na wyniki widać np. po Ekodrobie kontrolowanym przez lidera naszego mięsnego rynku - Animex. Spółka ponad połowę sprzedaży kieruje na eksport, głównie do Niemiec. O ile w zeszłym roku udało się zwiększyć sprzedaż o 21 proc., to wyraźnie obniżył się zysk operacyjny, a na poziomie netto zanotowano już dwa miliony złotych straty. Doszło do tego, że Animex zaplanował dokapitalizowanie Ekodrobu, aby drobiarska spółka mogła spłacić kredyty i poprawić wyniki finansowe. Umocnienie złotego mocno odczuł Sokołów eksportujący ok. 25 proc. sprzedaży. Jego wynik operacyjny pogorszył się o 21 proc.

- Duże znaczenie ma kurs walutowy. Eksport jest blokowany obecnie wyłącznie przez złotego. Nawet jeśli spółki mają podpisane duże kontrakty, to musiałyby zrezygnować, gdyby w dłuższym terminie sprzedaż stała się nierentowna. Dotyczy to nie tylko kursu euro, ale także dolara, w tej walucie handluje się ze Wschodem - mówi Bogna Sikorska.

Mimo to w prognozach na 2005 r. przeważa optymizm. Animex, kontrolowany przez amerykański Smithfield Foods, planuje zwiększenie sprzedaży o 20-25 proc. Ma też ogromne ambicje eksportowe, zwłaszcza na rynkach azjatyckich. Obecnie wysyła za granicę ok. 30 proc. wartej ok. 2 mld zł sprzedaży. Producenci i analitycy liczą na to, że dzięki spadkowi cen wieprzowiny uda się zneutralizować konsekwencje wzrostu wartości złotego. Co więcej, niepokoje polityczne związane z rokiem wyborczym mogą skutkować osłabieniem złotego. Byłoby to dobrą wieścią nie tylko dla mięsnych eksporterów.