Fundusze luksemburskie już w Polsce

Można już u nas kupić zarejestrowane w Luksemburgu fundusze Nordea. W sieci Expander lada dzień rusza dystrybucja stworzonych przez AIG funduszy WIOF. Następne będą luksemburskie fundusze Merrill Lynch, Citibanku i Jyske Banku.

W oddziałach Nordei, która jako pierwszy bank w Polsce wprowadziła do oferty trzy fundusze zarejestrowane w Luksemburgu, europejskim raju podatkowym, zainteresowanie nową ofertą jest umiarkowane. - Mieliśmy w ostatnich dniach kilkunastu zainteresowanych klientów, założyliśmy też pierwsze rejestry - poinformowano "Gazetę" w jednym z warszawskich oddziałów banku. Zainteresowanie luksemburskimi funduszami Nordei może nieco zmniejszać to, że są one sprzedawane pod przykrywką polis, co ogranicza dostęp do pieniędzy, zaś próg pierwszej wpłaty wynosi 10 tys. zł.

Nowi wchodzą do gry

Tych ograniczeń mają być pozbawione fundusze, które w najbliższych dniach wprowadzi do oferty sieć Expander. Jak dowiedziała się "Gazeta", w oddziałach pośrednika będzie można kupić jednostki dwóch portfeli (europejskiego i amerykańskiego), które są częścią luksemburskiej grupy funduszy World Investment Opportunities Funds (WIOF). Dwie trzecie pieniędzy klientów będzie inwestowane w fundusze akcji, a jedna trzecia w fundusze obligacji zarządzane przez grupę AIG. - Minimalna wpłata to 200 euro, 250 dol. lub 850 zł - wyjaśnia Marcin Panek z Expandera.

Od trzech dni w biurach maklerskich (m.in. w DM Penetrator) ruszyła sprzedaż luksemburskiego funduszu dywidendowego z grupy Torrus, zarządzanego przez bank inwestycyjny Merrill Lynch. Fundusz chce pozyskać minimum 50 mln zł. Prawdopodobnie w najbliższym czasie ofertę luksemburskich funduszy dostaną najbogatsi klienci Citibanku (notyfikował w KPWiG kilkadziesiąt funduszy typu SICAV) oraz Jyske Banku (kilkanaście, w tym np. fundusze akcji chińskich i indyjskich). Na maj zapowiadają debiut fundusze renomowanej grupy Franklin Templeton.

Fundusze zagraniczne mogą narobić u nas sporo zamieszania. Nie muszą przechodzić czasochłonnej rejestracji, bo korzystają z tzw. paszportu europejskiego, który pozwala działać na całym rynku unijnym. Ich oferta różni się od tego, co mogą zaproponować rodzimi powiernicy. Kupują akcje firm biotechnologicznych, światowych koncernów farmaceutycznych, złoto, metale szlachetne, akcje spółek inwestujących na rynkach azjatyckich, opcje uzależniające zarobek od wahań cen ropy naftowej.

Początek wojny na prowizje?

Coraz bardziej prawdopodobna jest wojna na prowizji pomiędzy krajowymi i zagranicznymi powiernikami. Już wiadomo, że portfele luksemburskich funduszy oferowane przez Expandera będą znacznie tańsze od rodzimych funduszy. Nie będzie opłaty dystrybucyjnej, która w polskich funduszach sięga 5,5 proc., a roczna opłata za zarządzanie nie przekroczy 2,5 proc. (średnia na rynku to 4 proc.). Fundusze zarejestrowane w Luksemburgu mogą sobie pozwolić na niższe ceny, bo same płacą niskie podatki.

Krajowe fundusze liczą, że obronią się zyskami. W ubiegłym roku polskie indeksy giełdowe wzrosły średnio o 25 proc., zaś obligacje detaliczne dały 6-7 proc. zysku. Za granicą kursy akcji zmieniają się wolniej, a stopy procentowe są wciąż niższe od polskich. Na dodatek w ostatnim roku inwestycjom zagranicznym nie sprzyjał silny złoty. Marcin Panek z Expandera mimo wszystko uważa fundusze luksemburskie za ciekawą ofertę. - Czeka nas spadek stóp procentowych, wybory parlamentarne, co może oznaczać dodatkowe zyski dla walutowych inwestycji - zachęca Panek. Portfele funduszy WIOF w ostatnich 10 latach dawały średnio po ok. 8-9 proc. zysku rocznie (licząc w euro i dolarach)