Mocny złoty straszy branżę spożywczą

Producenci słodyczy, mięsa i piwa z niepokojem patrzą na rosnącego w siłę złotego. Eksport do Unii, który dla branży spożywczej miał być wielką szansą, zaczyna być mało opłacalny

W połowie zeszłego roku branża spożywcza była w euforii, bo otworzył się rynek unijny, na którym polska żywność zaczęła robić furorę. Dziś spuszcza z tonu, ze względu na mocnego złotego. Sprawia on, że nasze wyroby stają się niekonkurencyjne i eksport przestaje się opłacać. Od 1 maja 2004 złoty umocnił się o 20 proc.

Pierwsze efekty już są. Adam Brodowski, prezes giełdowych Browarów Polskich Brok-Strzelec, powiedział nam, że zawiesił realizację kontraktu na eksport ponad 100 tys. hektolitrów piwa m.in. na Węgry. Kontrakt przestał się kalkulować.

- Nie mam zamiaru dokładać do eksportu. Przerzucenie różnic kursowych na odbiorców nie wchodzi w grę, bo na rynku jest bardzo silna konkurencja - mówi Brodowski. W zeszłym roku po raz pierwszy w historii branży ostro ruszył eksport polskiego piwa. Nasze browary mogły konkurować bez barier celnych jakością i ceną.

Niepokojące głosy o wpływie mocnego złotego dochodzą też z innych firm branży spożywczej. - Dwa lata temu złoty też był mocny i eksport szedł dobrze. Ale sytuacja zmieniła się po wejściu do Unii, bo skoczyły ceny surowców. I teraz jest problem - uważa Marek Moczulski prezes giełdowego Mieszka. Producent słodyczy z Raciborza ponad 20 proc. sprzedaży wysyła za granicę.

Regulowana cena cukru w Unii jest ponaddwukrotnie wyższa ceny światowej. Po 1 maja 2004 r. nasze firmy cukiernicze musiały wziąć tę kolosalną podwyżkę prawie w całości na siebie, co skokowo zwiększyło ich koszty. Prezes Moczulski deklaruje, że jego firma nie realizuje kontraktów eksportowych, które przynoszą straty. Ale coraz mocniejszy złoty oznacza coraz niższe marże, a to uderza rykoszetem w rentowność firm.

- Euro poniżej 4 zł oznacza, że wiele kontraktów w branży cukierniczej będzie miało minimalne marże, lub wręcz stanie się nieopłacalnych - uważa prezes Moczulski.

- Do poziomu 4 zł za euro dało się jeszcze rozmawiać z zagranicznymi klientami. Teraz zaczyna się balansowanie na granicy opłacalności - mówi prezes ZPC Wawel Dariusz Orłowski. Jego firma, eksportująca 6 proc. sprzedaży, stara się negocjować podwyżki cen eksportowych, ale nie zawsze się to udaje.

Prezes Orłowski przewiduje kasandrycznie, że w 2005 r. euro może spaść nawet do 3,6-3,7 zł. - Przełoży się to na spadek udziału sprzedaży eksportowej. Nikt nie zgodzi się na podwyżki cen o 10 proc. - nie ma złudzeń szef Wawelu.

Polskie firmy cukiernicze eksportowały często bez swoich marek, co było mało opłacalne, ale dawało wzrost wolumenu produkcji. Ale marża wynosiła 5-10 proc. i teraz taka produkcja przestaje się to kalkulować.

Zaniepokojone są też firmy mięsne. - Mocny złoty ogranicza wzrost całej branży. Nie ma już takiego optymizmu jak jeszcze kilka miesięcy temu. Tam gdzie jest to możliwe staramy się podnieść ceny, aby utrzymać rentowność. Udało się to np. w USA i Wielkiej Brytanii. Ale w niektórych przypadkach eksport przestaje być już opłacalny - mówi rzecznik Grupy Animex Lidia Zalewska.

Animex, lider naszego rynku mięsnego, wysyła za granicę swoje wyroby stanowiące ok. 30 proc. sprzedaży - wynoszącej rocznie 2 mld zł. Jednak w niektórych zakładach, jak Ekodrob z Iławy, ten udział przekracza nawet 50 proc.

Animex stara się ograniczać sprzedaż eksportową nisko przetworzonych wyrobów i mięsa, bo ma ona niską marżę. - Jeśli w dłuższym okresie sprzedaż jest nierentowna, to się z niej wycofujemy - mówi Lidia Zalewska.

Co dalej? - Złoty nie będzie wiecznie taki mocny. Przetrzymamy jakoś ten trudny okres - ma nadzieję prezes Wawelu.